Recenzja Sable Sorensen „Gniewna więź”

 PRAWDZIWA ZEMSTA WYMAGA PRAWDZIWEGO POŚWIĘCENIA.

Drugi tom fenomenalnej serii „Wilkory zagłady”!
Wbrew wszelkim przeciwnościom Meryn Cooper odzie­dziczyła tron Nocturny – ale wraz z tym uwikłała się w śmiertelnie niebezpieczną wojnę. Poddani nie ufają nowej wład­czyni. Będzie musiała poprowadzić trudną grę polityczną, a jed­nocześnie zająć się swoją siostrą, która znalazła się w większym niż kiedykolwiek niebezpieczeństwie.
Co zaskakujące, jedyną osobą, na której Meryn może polegać, Thjest Stark Therion – mroczny, niebezpieczny Alfa, o którym myśla­ła, że nienawidzi jej równie mocno, jak ona jego. Jednak jego lo­jalność jest niezachwiana. Jego obecność jest odurzająca. A dzięki jego wsparciu Meryn może zdobyć niewyobrażalną moc.

Królowej grozi, że straci nie tylko królestwo – ale i serce.
 


Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania:  2026
ormat: Książka
Liczba stron: 704
Cykl: Wilkory zagłady
Tom II


Przyznaję, że bardzo lubię wracać do serii, których świat zdążył mnie już wciągnąć, a bohaterowie nie są mi obojętni. Po pierwszym tomie „Wilkorów zagłady” byłam ciekawa, w jakim kierunku pójdzie ta historia i czy Meryn nadal będzie potrafiła wywoływać we mnie tyle emocji. Wiedziałam, że ta opowieść jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, ale nie spodziewałam się, że tak szybko ponownie wciągnie mnie w wir niebezpiecznych rozgrywek, sekretów i emocji. „Gniewna więź” Sable Sorensen to kontynuacja, która pokazuje, jak bardzo potrafi zmienić się życie bohaterki, kiedy z osoby walczącej o własne przetrwanie staje się kimś, od kogo zależy przyszłość całego królestwa. Tym razem stawka jest znacznie wyższa, a błędne decyzje mogą kosztować nie tylko władzę, lecz także życie tych, na których Meryn najbardziej jej zależy. To kontynuacja, która nie próbuje na siłę odtwarzać tego, co już znamy, tylko pokazuje bohaterów w zupełnie nowych okolicznościach.















Główną bohaterką książki autorstwa Sable Sorensen pod tytułem  „Gniewna więź” jest Meryn Cooper, która po wydarzeniach z pierwszego tomu staje przed wyzwaniem, na które trudno przygotować się nawet wtedy, gdy człowiek ma w sobie ogromną siłę i determinację. Dziedziczy tron Nocturny, ale szybko przekonuje się, że zdobycie korony wcale nie oznacza końca walki. Musi zmierzyć się z niechęcią poddanych, narastającym zagrożeniem wojną i odpowiedzialnością za królestwo, którego przyszłość spoczywa teraz na jej barkach. Nie może też zapomnieć o siostrze, której bezpieczeństwo jest dla niej niezwykle ważne. Sytuacja wymaga od Meryn podejmowania decyzji, na które wcześniej być może nigdy by się nie zdobyła. Teraz nie wystarczy już walczyć o siebie. Trzeba myśleć o całym królestwie, przewidywać ruchy przeciwników i nauczyć się rozpoznawać, kto rzeczywiście stoi po jej stronie. Czy jej się to powiedzieć?

„Gniewna więź” to kontynuacja, z którą spędziłam naprawdę przyjemny czas i która skutecznie podtrzymała moje zainteresowanie serią. Dostałam rozbudowany świat, więcej magii, polityczne intrygi, nieoczekiwane zwroty akcji i bohaterów, których dalsze losy nie są mi obojętne. Szczególnie cieszy mnie rozwój Meryn, bo coraz bardziej widzę w niej osobę, której można kibicować, nawet jeśli nie zawsze podejmuje najlepsze decyzje. Jest miejsce na emocje między bohaterami, ale równie dużo dzieje się wokół nich. Wojna, polityka, rodzinne komplikacje i kolejne tajemnice sprawiają, że historia nie traci szerszej perspektywy. Czy książka ma jakieś słabsze momenty? Moim zdaniem tak, choć nie odebrały mi one przyjemności z lektury. Przy tak dużej liczbie politycznych rozgrywek i nowych informacji tempo miejscami nieco zwalnia. Zdarzały się fragmenty, przy których chciałam, żeby akcja szybciej ruszyła do przodu. „Gniewna więź” ” pokazała mi też, że zemsta i władza mają swoją cenę, a zwycięstwo nie zawsze oznacza, że można odetchnąć z ulgą. Meryn musi mierzyć się nie tylko z przeciwnikami, ale również z własnymi ograniczeniami i świadomością, że nie jest w stanie ochronić wszystkich. To właśnie takie momenty sprawiają, że łatwiej mi zaangażować się w losy bohaterki. Nie musi być idealna. Wystarczy, że jej wybory mają znaczenie, a ja potrafię zrozumieć, dlaczego podejmuje takie, a nie inne decyzje. Lubię, kiedy po skończeniu książki nie odkładam jej po prostu na półkę i nie przechodzę od razu do następnej, ale jeszcze przez jakiś czas wracam myślami do poszczególnych scen.

W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a


Komentarze

Popularne posty