Recenzja Adrianna Filimonowicz „W cieniu gniewu”
Gniew. Bezwzględna siła wywołująca kataklizmy, choroby i rozpalająca konflikty. To strach przed nią kształtuje obyczaje i prawa na płaskowyżu Lajsal, w Głuszach i w górach Awgat. Jedni schodzą jej z oczu, inni próbują odgadywać jej kaprysy.
Są i tacy, którzy muszą jej służyć. Majsz i Wirih, to złotokrwiści, od lat
walczący w rytualnych pojedynkach. Dla niej arena jest jedynym znanym światem,
dla niego – koszmarem, z którego nie ma ucieczki. Aż do chwili, gdy w
nadchodzącej walce Majsz ma zgładzić buntowniczkę z Głusz.
Złotokrwista przeczuwa, iż wykonanie wyroku może obudzić prawdziwy Gniew. Taki,
którego nie powstrzyma żadna ofiara. A Wirih… chce po prostu żyć.
Czyjaś krew musi jednak popłynąć. Rytuał musi się dopełnić.
Wydawnictwo: Pulpbooks
Rok wydania: 2026
Format: Książka
Liczba stron: 440
Cykl: Złotokrwiści
Tom I
Nie każda książka fantasy musi zaczynać się od wielkiej przepowiedni, niezwyciężonego bohatera i walki o ocalenie całego świata. Czasami znacznie ciekawsze okazuje się pokazanie ludzi, którzy próbują po prostu przetrwać w rzeczywistości stworzonej przez innych. „W cieniu gniewu” ukazuje świat, w którym granice między jednym a drugim są bardzo płynne, a prawda zależy od tego, kto ma władzę, kto interpretuje znaki i kto może narzucić innym własną wersję rzeczywistości. Czym właściwie jest Gniew? Siłą, której należy się bać? Żywiołem? Karą? A może czymś, co przez lata zostało wykorzystane przez ludzi, którzy zrozumieli, że strach jest jednym z najskuteczniejszych sposobów sprawowania kontroli? Im dłużej przebywałam w świecie wykreowanym przez autorkę, tym częściej łapałam się na tym, że przestaję szukać prostych odpowiedzi.
Główną bohaterką książki autorstwa Adrianny Filimonowicz pod tytułem „W cieniu gniewu” jest Majsz, młoda złotokrwista, której życie od najmłodszych lat zostało podporządkowane zasadom świata, w którym jednostka nie zawsze ma prawo decydować o własnym losie. Przez lata szkolono ją do walki i nauczono, że arena jest jej przeznaczeniem. Tam ma być silna, posłuszna i gotowa wykonać każdy powierzony jej rozkaz, nawet jeśli jego konsekwencją będzie czyjaś śmierć. Gniew to potężna siła, wokół której powstał cały system społeczny. Ludzie próbują odczytywać jego znaki, przewidywać jego manifestacje i przede wszystkim utrzymać go pod kontrolą. Złotokrwiści zajmują w tym świecie szczególne miejsce, ich niezwykłe właściwości sprawiają, że stają się kimś wyjątkowym i wykorzystywanym przez tych, którzy twierdzą, że rozumieją naturę Gniewu. Majasz otrzymuje zadanie, które zachwieje jej dotychczasowym sposobem postrzegania świata. Ma stanąć do rytualnej walki z buntowniczką pochodzącą z Głusz. Co przyniesie ten pojedynek? Czy dojdzie do niego? Czym tak na prawdę jest gniew?
„W cieniu gniewu” to jedna z tych powieści, które udowadniają, że polska fantastyka ma naprawdę wiele do zaoferowania. To historia pełna emocji, moralnych dylematów i świetnie wykreowanego świata, która nie tylko dostarcza rozrywki, ale skłania do refleksji nad tym, jak łatwo strach może stać się narzędziem sprawowania władzy. Duże wrażenie zrobiła na mnie również kreacja bohaterów. Majsz i Wirih nie są herosami pozbawionymi wad. Popełniają błędy, wątpią, boją się i próbują odnaleźć własną drogę w rzeczywistości, która od dawna odebrała im możliwość dokonywania własnych wyborów. Ich decyzje wynikają z doświadczeń, traum i wychowania, dlatego wydają się autentyczne. Autorka pisze bardzo obrazowo, ale jednocześnie lekko i naturalnie. Opisy są plastyczne, dialogi brzmią wiarygodnie, a całość czyta się z ogromną przyjemnością. Czuć, że każde zdanie zostało dobrze przemyślane, jednak język nigdy nie staje się przesadnie ciężki czy patetyczny. „W cieniu gniewu” to nie jest historia, która musi co kilka stron rzucać czytelnikowi kolejnym szokującym wydarzeniem. Napięcie buduje się tutaj spokojniej. Czasami poprzez rozmowę, czasami przez przemilczenie, a czasami przez świadomość, że za pozornie niewinną decyzją może kryć się coś znacznie większego. To książka, przy której niejednokrotnie zastanawiałam się, ile z tego, co bohaterowie uważają za prawdę, rzeczywiście nią jest. Myślę, że dlatego po skończeniu lektury nie miałam poczucia, że otrzymałam wszystkie odpowiedzi. Mam poczucie, że poznaliśmy dopiero fragment większej historii, a świat stworzony przez Adriannę Filimonowicz ma jeszcze wiele do powiedzenia.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a







Komentarze
Prześlij komentarz