Recenzja Roger Zelazny „Kroniki Amberu”

 Jedna z najoryginalniejszych sag fantasy w historii – pełna intryg, zdrad, czarnego humoru i wizjonerskiego rozmachu

Istnieją dwa prawdziwe światy – Amber i Dworce Chaosu – a pomiędzy nimi nieskończona liczba Cieni: alternatywnych rzeczywistości będących jedynie bladymi odbiciami oryginału. Jednym z dziedziców Amberu jest książę Corwin, który po tajemniczym wypadku traci pamięć i przez setki lat żyje na Ziemi, nie wiedząc, kim naprawdę jest. Gdy pewnego razu ktoś próbuje go zabić, zaczyna rozumieć, że jego przeszłość skrywa śmiertelnie niebezpieczne sekrety.
Odzyskując fragmenty wspomnień, Corwin odkrywa potęgę swego rodu – zdolność kształtowania rzeczywistości i wędrówki między światami – oraz mroczną intrygę związaną ze zniknięciem króla Oberona. Wciągnięty w bezwzględną walkę rodzeństwa o władzę, musi zdecydować, jaką cenę jest gotów zapłacić za prawdę i należny mu tron.
Cykl zaliczany do kanonu literatury fantastycznej wszech czasów, stawiany obok Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena, Diuny Franka Herberta, Fundacji Isaaca Asimova oraz Ziemiomorza Ursuli K. Le Guin.

 


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania:  2026
Format: Książka
Liczba stron: 768
Cykl: Kroniki Amberu
Tom I-V


Nie będę ukrywać, że do „Kronik Amberu” podchodziłam z pewną ostrożnością. Klasyczne fantasy potrafi być wymagające, szczególnie kiedy mamy do czynienia z rozbudowanym światem, wieloma bohaterami i zasadami, których autor nie zamierza od razu wykładać czytelnikowi w instrukcji obsługi. Tutaj jednak bardzo szybko przekonałam się, że właśnie ta niewiedza może być jednym z największych atutów całej historii. Zelazny nie prowadzi nas za rękę. Pozwala nam razem z bohaterem odkrywać kolejne elementy układanki i dopiero z czasem zaczynamy rozumieć, jak niezwykłym miejscem jest Amber. Lubię fantastykę, która nie ogranicza się do opowiadania o niezwykłych krainach, magicznych przedmiotach i walce dobra ze złem. Najbardziej interesują mnie historie, w których pod fantastyczną otoczką kryją się ludzkie ambicje, trudne wybory, skrywane urazy i bohaterowie, którzy niekoniecznie postępują tak, jak powinni. „Kroniki Amberu” Rogera Zelaznego okazały się dla mnie tak ciekawą przygodą.

Wszystko zaczyna się od człowieka, który nie pamięta własnego życia. Corwin budzi się w szpitalu, pozbawiony wspomnień i pewności, komu może zaufać. Szybko orientuje się, że jego sytuacja jest daleka od normalności, a bierne czekanie na odzyskanie pamięci nie przyniesie mu odpowiedzi. Postanawia więc samodzielnie odkryć prawdę. To, co początkowo wygląda na osobistą zagadkę, stopniowo przeradza się w opowieść o potędze, dziedzictwie i walce, której stawką jest znacznie więcej niż życie jednego człowieka. Corwin odkrywa, że należy do królewskiego rodu Amberu, miejsca wyjątkowego nawet na tle najbardziej niezwykłych światów.

„Kroniki Amberu” nie są wyłącznie opowieścią o fantastycznych krainach. W dużej mierze to historia rodziny, w której słowo „zaufanie” ma bardzo umowne znaczenie. Rodzeństwo Corwina jest liczne, potężne i zdecydowanie nie należy do najbardziej zgodnych rodzin. Każdy ma własne interesy, ambicje, tajemnice i rachunki do wyrównania. Kiedy na horyzoncie pojawia się kwestia władzy nad Amberem, rodzinne niesnaski nabierają zupełnie innego wymiaru. To książka, która zabiera czytelnika do świata pełnego niezwykłości, ale jednocześnie przypomina, że czasami największe niebezpieczeństwo wcale nie czai się w mroku. Może siedzieć przy rodzinnym stole i z uśmiechem zapewniać, że ma wobec nas wyłącznie dobre zamiary. „Kroniki Amberu” nie są lekturą pozbawioną wad. Największym wyzwaniem bywało dla mnie tempo, a właściwie jego nierównomierność. Są momenty, w których wydarzenia pędzą jedno za drugim, a chwilę później autor zatrzymuje się na dłużej przy konkretnych opisach czy rozmowach. Nie wszystkie fragmenty angażowały mnie w takim samym stopniu. Zdarzało się również, że przy większej liczbie informacji musiałam na moment zwolnić i poukładać sobie wszystko w głowie. o historia, w której nie wszystko jest proste, nie każdy zasługuje na zaufanie, a kolejne odkrycia potrafią zmienić perspektywę. Dla mnie była to przede wszystkim fascynująca podróż do uniwersum, które wyróżnia się na tle wielu innych fantastycznych światów. Amber ma w sobie coś, co sprawia, że chce się do niego wracać myślami. Może to jego tajemniczość, może nieustanna gra pozorów, a może świadomość, że za każdą odpowiedzią kryje się następne pytanie. Niezależnie od przyczyny wiem jedno: ta lektura przypomniała mi, dlaczego tak lubię fantastykę, która potrafi zaskoczyć nie tylko tym, co pokazuje, ale również tym, co każe nam sobie dopowiedzieć.



W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a



Komentarze

Popularne posty