Recenzja Jack Vance „Zielona perła”

 W „Zielonej perle” kontynuujemy nieco surrealistyczną wędrówkę przez archipelag Wysp Pradawnych pełną spisków, wojen, magii, czerpiącą z celtyckich i skandynawskich mitów. Potomek Suldrun wciąż zagraża bezwzględnemu królowi Casmirowi, a znaleziona we wnętrzu flądry zielona perła której zaklęto złośliwą moc, przechodzi z rąk do rąk, przynosząc dotkliwe cierpienie każdemu, kto znajdzie się pod jej wpływem. Innymi słowy: więcej spisków, więcej magii i jeszcze więcej dziwności. Seria która czerpie pełnymi garściami z celtyckich i skandynawskich mitów, urzeka rozmachem oraz bogactwem wyobraźni autora m.in. "Kronik Umierającej Ziemi" 

Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania:  202
Format: Książka
Liczba stron: 637
Cykl: Lyonesse
Tom II


Powrót na Pradawne Wyspy okazał się dla mnie jedną z tych literackich podróży, które mają zupełnie inny charakter niż współczesne fantasy. „Zielona perła” nie próbuje pędzić od jednej spektakularnej sceny do drugiej. Jack Vance zaprasza czytelnika do niezwykle osobliwego świata, w którym baśniowość, polityczne intrygi, magia i ludzkie ambicje tworzą mieszankę trochę dziwną, momentami przewrotną, ale przede wszystkim bardzo charakterystyczną. Ta odmienność sprawia, że drugi tom cyklu „Lyonesse” tak dobrze zapadł mi w pamięć. Po „Ogrodzie Suldrun” wiedziałam już, że świat stworzony przez Jacka Vance’a nie będzie typową krainą fantasy, w której wszystko jest oczywiste, a bohaterowie od pierwszych stron zostają przypisani do odpowiednich stron konfliktu.  „Zielona perła” to książka niezwykle klimatyczna, trochę baśniowa, trochę mroczna, momentami przewrotna, a przy tym pełna postaci, które mają własne plany i zdecydowanie nie zawsze zamierzają postępować tak, jak oczekiwałby tego czytelnik. 

„Zielona perła” zabierała mnie na Wyspy Pradawne, gdzie sytuacja polityczna staje się coraz bardziej napięta. Król Casmir nie zamierza rezygnować ze swoich planów i konsekwentnie dąży do zdobycia dominującej pozycji. Jego pragnienie podporządkowania sobie całej krainy prowadzi do kolejnych intryg i konfliktów. Na jego drodze stoi jednak Aillas, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, czym mogłoby się skończyć skupienie całej władzy w rękach jednego człowieka. Między tymi dwoma władcami rozpoczyna się gra, w której liczą się nie tylko siła i odwaga, ale przede wszystkim spryt, cierpliwość oraz umiejętność przewidywania ruchów przeciwnika.

 W „Zielonej perle” szczególnie spodobało mi się połączenie wielkiej polityki z elementami, które mogłyby równie dobrze pochodzić z jakiejś niezwykłej baśni. Królowie i ich konflikty sąsiadują tutaj z magią, fantastycznymi stworzeniami oraz przedziwnymi artefaktami. Wszystko to tworzy mieszankę, która może wydawać się osobliwa, ale właśnie dzięki temu ma swój urok. Jack Vance pokazuje władzę z różnych perspektyw. Nie wystarczy mieć koronę, żeby rzeczywiście kontrolować sytuację. Za decyzjami władców stoją ludzie, sojusze, zdrady, interesy i konsekwencje, których nie zawsze da się przewidzieć. W tej historii każdy czegoś chce, każdy ma jakiś cel i niemal każdy jest gotowy zrobić coś, czego jeszcze chwilę wcześniej sam by się po sobie nie spodziewał. Nie nastawiałam się tutaj na nieustanną akcję ani na spektakularne zwroty wydarzeń na każdej stronie. Bardziej interesowało mnie obserwowanie świata, jego mieszkańców i tego, jak kolejne decyzje bohaterów wpływają na rozwój sytuacji. I pod tym względem książka naprawdę mnie wciągnęła. „Zielona perła” jest pełna osobliwości, tajemnic i baśniowego uroku, ale jednocześnie potrafi być gorzka, niepokojąca i zaskakująco przewrotna. Nie wszystko podobało mi się w równym stopniu, jednak po odłożeniu książki zdecydowanie miałam ochotę zostać w tym świecie jeszcze trochę. Po zakończeniu lektury zostało we mnie przede wszystkim poczucie, że Pradawne Wyspy wciąż mają przede mną wiele tajemnic. I właśnie dlatego cieszę się, że „Zielona perła” jest częścią większej historii. Ten świat ma swój własny rytm, własne zasady i atmosferę, do której naprawdę łatwo się przywiązać. Dla mnie był to bardzo udany powrót do „Lyonesse” i kolejny dowód na to, że starsza fantastyka potrafi zachwycić czymś zupełnie innym niż współczesne książki tego gatunku.


W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a


Komentarze

Popularne posty