Recenzja Izabela Głód „Gorączka orchidei”

 Zanurz się w świecie wiktoriańskiej Anglii, w której panuje orchidelirium – fascynacja storczykami, a wpływowi ludzie konkurują między sobą o najrzadsze okazy.

Londyn, rok 1859.

Eleanor Woodhouse, młoda, utalentowana matematycznie guwernantka, otrzymuje posadę u rodziny zbijającej fortunę na inwestycjach w rodzącą się branżę farmaceutyczną. Pani domu, Alice Harrington, od początku traktuje dziewczynę wyjątkowo. Między kobietami rodzi się przyjaźń.
Wkrótce sprawy się komplikują, a Eleanor – choć długo tego nie dostrzega – staje się pionkiem w niebezpiecznej grze.
Jednocześnie los stawia przed nią życiową szansę – pod warunkiem, że odważy się zmierzyć z pewną tajemnicą. Co ukrywa Eleanor Woodhouse? Czy wiedza na temat uprawy orchidei pomoże jej rozwiązać zagadkę pewnej śmierci? I jak nie splamić białych rękawiczek, gdy dochodzi do morderstwa?
„Gorączka orchidei” to historia o kobietach naznaczonych trudną przeszłością, które próbują wywalczyć sobie miejsce w świecie. To opowieść o lęku i obsesjach, które bywają zarówno źródłem piękna, jak i niszczącej nienawiści. To także powieść o trudnej sztuce widzenia świata takim, jaki jest.

 

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Rok wydania:  2026
Format: Książka
Liczba stron: 366


Kiedy myślę o „Gorączce orchidei”, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to kontrast, który wykorzystała autorka. Piękno, niepokój, elegancja i brudne sekrety. Delikatne kwiaty oraz ludzie, którzy potrafią posunąć się naprawdę daleko, żeby zdobyć to, czego pragną. Izabela Głód stworzyła historię, która zabiera nas do dziewiętnastowiecznego Londynu, ale nie robi tego wyłącznie po to, żeby pokazać stroje, rezydencje i zwyczaje minionej epoki. Pod tą efektowną warstwą kryje się opowieść o ambicji, pieniądzach i kobietach próbujących odnaleźć dla siebie trochę przestrzeni w świecie, w którym nie mają zbyt wiele do powiedzenia. Nie spodziewałam się, że historia osadzona w XIX wieku, której jednym z najważniejszych motywów będą orchidee, aż tak mocno przyciągnie moją uwagę. „Gorączka orchidei” okazała się książką, w której znalazłam znacznie więcej, niż sugerował sam tytuł. To połączenie historii, tajemnicy, kryminalnej zagadki i opowieści o kobietach próbujących odnaleźć własną drogę w rzeczywistości, która bardzo często decydowała za nie. 

Główną bohaterką książki autorstwa Izabeli Głód pod tytułem „Gorączka orchidei” jest Eleanor Woodhouse otrzymuje posadę guwernantki w domu Harringtonów. Dla młodej kobiety jest to ogromna szansa na rozpoczęcie nowego życia. Eleanor ma za sobą przeszłość, o której zdecydowanie nie chce opowiadać, dlatego bardzo pilnuje tego, co mówi i komu ufa. Nowe miejsce powinno być dla niej bezpieczną przystanią, jednak od początku można odnieść wrażenie, że w domu, do którego trafiła, nic nie jest do końca zwyczajne. Rodzina Harringtonów należy do ludzi zamożnych i wpływowych. Ich majątek związany jest między innymi z inwestycjami w rozwijający się przemysł farmaceutyczny. Eleanor ma zajmować się edukacją dzieci, lecz jej niezwykłe zdolności matematyczne sprawiają, że szybko zostaje wykorzystana również do innych zadań. Szczególnie ważna okazuje się kwestia dokumentów finansowych i ksiąg, których odtworzenie wymaga umiejętności analitycznego myślenia. Szybko jednak okazuje się, że Eleanor zwróciła uwagę pani domu, kobiety niezwykle ciekawej, ale również trudnej do rozgryzienia. Alice interesuje się orchideami. Nie jest to zwykłe zamiłowanie do pięknych roślin. Wokół rzadkich okazów toczy się prawdziwa rywalizacja. Do czego ona doprowadzi? 

„Gorączka orchidei” pozytywnie mnie zaskoczyła. Dostałam historię z ciekawym pomysłem, wyrazistym tłem historycznym i bohaterką, której losy naprawdę chciałam poznać. Podobało mi się połączenie elegancji wiktoriańskiego świata z jego znacznie ciemniejszą stroną. To przede wszystkim historia ludzi, którzy czegoś bardzo pragną bezpieczeństwa, pieniędzy, miłości, uznania czy wolności i czasami są gotowi przekroczyć granicę, żeby to zdobyć. Izabela Głód stworzyła ciekawą, klimatyczną opowieść, w której piękno ma swoją ciemniejszą stronę, a elegancki świat wiktoriańskich salonów okazuje się pełen pęknięć. „Gorączka orchidei” spodobała mi się właśnie za tę różnorodność i za Eleanor, której historia pokazuje, że nawet w świecie pełnym ograniczeń można próbować zawalczyć o własne życie. Najbardziej doceniam w tej powieści połączenie kilku różnych elementów. Jest tutaj historia osadzona w konkretnych realiach, zagadka kryminalna, kobiece losy, fascynacja botaniką, świat finansów i farmacji, a przede wszystkim bohaterowie, którzy mają swoje cele i sekrety. „Gorączka orchidei” była dla mnie przede wszystkim ciekawym spotkaniem z historią, w której nic nie jest do końca oczywiste. Weszłam do świata Eleanor z dużą ciekawością i im dłużej przebywałam wśród bohaterów, tym mocniej utwierdzałam się w przekonaniu, że pod elegancką powierzchnią wiktoriańskiego życia kryje się zdecydowanie więcej, niż można dostrzec na pierwszy rzut oka.

 

W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a


Komentarze

Popularne posty