Recenzja Julie Jonhson „Tkając fale”
Tylko ona może odmienić bieg wydarzeń.
Rhya Fleetwood ma dość bycia pionkiem w cudzych rozgrywkach. Po krwawej bitwie
podczas święta Fyremas straciła przyjaciół i swój nowy dom. I boi się, że straci
też Penna… Relikt Ognia jest pochłonięty odbudową swojego królestwa i
nienasyconą żądzą zemsty. Tymczasem ścieżka prowadzi Rhyę do Dworu Wody, gdzie
coraz silniejsza więź zaczyna łączyć ją z innym Reliktem – tajemniczym królem
Sorenem. Im więcej dowiaduje się od niego o mocy, która ich spaja, tym mniej
pewna jest swojej przyszłości, własnych pragnień i roli, jaką przyjdzie jej
odegrać w nadchodzącej wojnie.
Rozdarta między ogniem i wodą, miedzy królem, który złamał jej serce, a królem,
który rozumie drzemiącą w niej siłę, Rhya musi być szczególnie ostrożna, bo
może stracić coś więcej niż tylko serce.
Rhya Fleetwood, przepełniona na nowo rozbudzoną magią, rzuca wyzwanie
przeznaczeniu w kontynuacji Tkającej wiatr.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2026
Format: Książka
Liczba stron: 552
Cykl: Władza Reliktów
Tom II
„Tkając fale” autorstwa Julie Johnson to kontynuacja, która bardzo szybko przypomniała mi, dlaczego tak łatwo można przepaść w dobrze napisanej romantasy. Po wydarzeniach z pierwszego tomu Rhya nie może już wrócić do dawnego życia. Wszystko, co do tej pory wydawało jej się znajome i bezpieczne, zostało zachwiane, a ona sama musi zmierzyć się nie tylko z konsekwencjami wcześniejszych decyzji, lecz także z coraz silniej odczuwaną mocą. To kontynuacja, która nie sprawia wrażenia napisanego na siłę kolejnego tomu, lecz rozwija historię w zupełnie nowym kierunku, otwierając przed czytelnikiem kolejne zakamarki stworzonego przez autorkę świata.
Główną bohaterką książki autorstwa Julie Johnson pod tytułem „Tkając fale” jest Rhya Fleetwood, która po wydarzeniach z pierwszego tomu nie ma już złudzeń, że może wrócić do dawnego życia. Straciła wiele, a wszystko, co wydarzyło się podczas krwawej bitwy, zostawiło w niej nie tylko ból, ale również mnóstwo pytań. Jej relacja z Pennem zaczyna się komplikować, a dziewczyna coraz mocniej czuje, że nie chce być dłużej osobą, o której losie decydują inni. Dziewczyna zostaje zmuszona do zmierzenia się z konsekwencjami, próbuje odnaleźć się w świecie, w którym magia, uczucia i wielkie konflikty coraz mocniej splatają się ze sobą. Rhya trafia do Llyr, królestwa Wody, które otwiera przed nią zupełnie nowy rozdział. Pobyt tutaj pozwala jej spojrzeć na własne zdolności z innej perspektywy. Zaczyna zgłębiać swoją magię, uczyć się panowania nad nią i odkrywać, że moc, którą posiada, może okazać się znacznie ważniejsza, niż początkowo przypuszczała. Poznaje tam Sorena, tajemniczego króla i Relikt Wody. Ich relacja od początku ma w sobie coś, co przyciąga uwagę. Soren nie traktuje jej, jak bezradnej dziewczyny, którą trzeba prowadzić za rękę. Pozwala jej samodzielnie podejmować decyzje i zachęca do poznawania własnych możliwości. Dzięki niemu Rhya zaczyna coraz mocniej wierzyć w siebie, a między tą dwójką rodzi się więź, która komplikuje jej już i tak niełatwą sytuację. Co z tego wyniknie?
Po lekturze „Tkając fale” zostało we mnie przede wszystkim poczucie, że dostałam dokładnie to, czego oczekuję od dobrej romantasy, magię, emocje, napięcie, skomplikowane relacje i bohaterów, których decyzje naprawdę potrafią zirytować, wzruszyć, a czasem kompletnie zaskoczyć. Julie Johnson potrafi tworzyć opisy, które pobudzają wyobraźnię. Podczas czytania bez problemu można wyobrazić sobie przestrzenie, po których przemieszczają się bohaterowie, ich otoczenie czy niezwykłe elementy magicznego świata. Dzięki temu miałam poczucie, że nie tylko obserwuję wydarzenia z boku, ale naprawdę zagłębiam się w tę rzeczywistość. „Tkając fale” potrafi połączyć kilka różnych emocji, są tutaj sceny romantyczne, momenty pełne napięcia, magia, niebezpieczeństwo, tajemnice, ale również chwile, w których można po prostu zatrzymać się przy bohaterach i ich relacjach. Dzięki temu książka nie ogranicza się do jednego motywu i cały czas ma coś nowego do zaoferowania. Julie Johnson nie zasypuje czytelnika niepotrzebnymi szczegółami, daje przestrzeń na rozwijanie bohaterów i świata. Kolejne wydarzenia pojawiają się w odpowiednich momentach, dzięki czemu książkę czytało mi się naprawdę płynnie. Było kilka chwil, kiedy chciałam zwolnić i dłużej zatrzymać się przy konkretnych scenach, ale zdecydowanie częściej towarzyszyło mi pragnienie, żeby czytać dalej i jak najszybciej dowiedzieć się, co wydarzy się później. Uważam, że „Tkając fale” to bardzo udana kontynuacja, pełna emocji, magii i relacji, którym chce się kibicować. Czytałam ją z ogromną przyjemnością i kilka razy złapałam się na tym, że zupełnie tracę poczucie czasu. Jeśli pierwszy tom wzbudził we mnie ciekawość, drugi sprawił, że naprawdę zaczęłam mocno przywiązywać się do tego świata.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a






Komentarze
Prześlij komentarz