Recenzja G.R.R. Martin „Taniec ze smokami. Po uczcie ”

 Jon Snow przygotowuje się do starcia z Boltonami. W Nocnej Straży wybucha bunt. Panowanie Daenerys w Meereen rozpada się pod naporem politycznych intryg. Victarion Greyjoy przybywa do Zatoki Niewolniczej.

W Królewskiej Przystani królowa regentka Cersei Lannister czeka na proces, opuszczona przez tych, którym ufała. Tymczasem na dalekim wschodzie, w Yunkai, jej brat Tyrion trafia do niewoli i zmuszony jest samodzielnie szukać ratunku. W Braavos Arya Stark zgłębia tajemnice Ludzi Bez Twarzy, a pamięć o własnym pochodzeniu zaczyna jej ciążyć coraz bardziej. Stannis Baratheon pozostawia żonę i czerwoną kapłankę Melisandre, by ruszyć na południe przeciw Boltonom okupującym Winterfell. Za Murem zaś armie Dzikich szykują się do szturmu, który może odmienić losy północy.
W całym świecie narastają gwałtowne konflikty, w których biorą udział banici i kapłani, żołnierze i zmiennoskórzy, szlachetnie urodzeni i niewolnicy. W czasach niepokojów fale przeznaczenia nieuchronnie prowadzą bohaterów ku największemu ze wszystkich tańców...
 


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania:  2026
Format: Książka
Liczba stron: 688
Cykl: Pieśń lodu i ognia
Tom 5.2


Do Westeros wraca się trochę jak do miejsca, które dobrze znamy, a mimo to za każdym razem potrafi czymś zaskoczyć. Po tylu przeczytanych stronach powinnam już chyba wiedzieć, czego spodziewać się po George’u R.R. Martinie. Powinnam być przygotowana na zdrady, śmierć, polityczne gierki, bohaterów podejmujących fatalne decyzje i zakończenie, po którym człowiek siedzi z książką w rękach. Najbardziej podoba mi się w „Tańcu ze smokami. Po uczcie ” to, że Martin nie próbuje już niczego upraszczać. Im dalej, tym większe mam wrażenie, że autor świadomie rozbudowuje swoją historię do granic możliwości. To książka, w której widać, jak ogromne rozmiary osiągnęła cała opowieść. Autor nie ogranicza się już do kilku najważniejszych rodów. Pojawiają się kolejni gracze, nowe sojusze, nowe ambicje i nowe zagrożenia. Nie mogłam się doczekać, kiedy po raz kolejny znajdę się w Westeros. 

Po wydarzeniach znanych z wcześniejszych tomów w sytuacja w „Tańcu ze smokami. Po uczcie” w Siedmiu Królestwach i poza ich granicami staje się jeszcze bardziej skomplikowana. Na Północy Jon Snow próbuje utrzymać Nocną Straż w całości, choć coraz trudniej pogodzić interesy braci, Dzikich i ludzi związanych z królewską polityką. Jego pozycja wymaga podejmowania decyzji, które nie wszystkim się podobają, a każde ustępstwo może zostać odebrane jako zdrada.  Daenerys Targaryen mierzy się z zupełnie innym rodzajem problemów. Zdobycie miasta okazuje się dopiero początkiem trudnej drogi. Rządzenie ludźmi, którzy niekoniecznie chcą być rządzeni, wymaga cierpliwości, politycznego wyczucia i podejmowania kompromisów. Daenerys musi przekonać się, że posiadanie ogromnej siły nie oznacza automatycznie posiadania kontroli nad wszystkim. Jej smoki dorastają, stają się coraz bardziej nieprzewidywalne, a sama królowa coraz mocniej zastanawia się nad tym, kim właściwie chce być. Stannis przygotowuje się do konfrontacji z Boltonami, a atmosfera wokół Winterfell staje się coraz bardziej napięta. Zamiast wielkiej, efektownej bitwy otrzymujemy oczekiwanie, zimno, niepewność i polityczne rozgrywki. Arya w Braavos uczy się sztuki Ludzi Bez Twarzy. Dziewczynka, która chciała przede wszystkim odnaleźć bliskich i zemścić się na tych, którzy skrzywdzili jej rodzinę, coraz bardziej zagłębia się w świat, w którym własna tożsamość staje się przeszkodą.

 „Taniec ze smokami. Po uczcie ” po raz kolejny przypomniał mi, dlaczego tak bardzo lubię tę sagę. Za jej bezwzględność, nieprzewidywalność, bohaterów, którzy potrafią doprowadzić mnie do szału, i świat, w którym nigdy nie można być pewnym, że historia pójdzie w stronę, której się spodziewamy. Największy problem mam natomiast z tym, że po zakończeniu książki pozostajemy praktycznie w połowie drogi. Tyle wątków zostało rozpoczętych, tyle historii zawieszonych, wielu bohaterów znalazło się w sytuacjach, które domagają się kontynuacji, że trudno potraktować książkę, jak pełne zamknięcie pewnego etapu. To raczej ogromne przygotowanie do czegoś, co powinno nadejść później. Z jednej strony jestem zachwycona skalą tej historii i tym, jak wiele potrafi jeszcze zaoferować. Z drugiej, po przeczytaniu ostatnich stron pojawia się zwyczajna frustracja. Chcę wiedzieć, co będzie dalej, zobaczyć, co stanie się z Jonem. Chcę wiedzieć, dokąd doprowadzi Daenerys, co zrobi Tyrion, jak potoczą się losy Północy, co wydarzy się z Aryą i czy wszystkie rozsiane po świecie elementy w końcu zaczną tworzyć jedną całość. „Taniec ze smokami. Po uczcie ” nie dał mi wszystkich odpowiedzi, których oczekiwałam, mam za to jeszcze więcej pytań. Mogłabym mieć o to pretensje, jednak trudno mi się gniewać. G.R.R. Martin stworzył świat, z którego naprawdę nie chce się wychodzić.



W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a

Komentarze

Popularne posty