Recenzja Mateusz Libera „Zarzewie mroku”

 Tego lata stare słowiańskie legendy znów staną się żywe!

Wakacje w Strygowicach miały być zupełnie zwyczajne: rowery, tajna baza w lesie i wieczory spędzane z przyjaciółmi. Wszystko zmienia się jednej nocy, gdy w pobliskim borze ginie para nastolatków. Plotki szybko rozchodzą się po miasteczku, ale Kuba, Antek, Filip i Felicja czują, że za tą tragedią kryje się coś przerażającego. W ciemności między drzewami czai się bowiem coś, o czym mówiły tylko stare słowiańskie wierzenia.
Kiedy w ich kryjówce pojawia się zagubiona dziewczyna twierdząca, że pochodzi z XI wieku, wszystko zaczyna wymykać się spod kontroli. Jagna zna prawdę o bestii polującej w lesie – o istocie, rodem ze słowiańskich legend. Za jej pojawieniem się stoi jednak ktoś jeszcze – Weles, słowiański bóg ciemności.
Jeśli przyjaciele nie znajdą sposobu, by zamknąć wrota między światami, Strygowice staną się miejscem początku czegoś znacznie gorszego. Bowiem pradawne słowiańskie moce nie zapominają…

 


Wydawnictwo: Replika
Rok wydania:  2026
Format: Książka
Liczba stron: 432
Cykl: Dzieci międzyświata
Tom I


Po skończeniu „Zarzewie mroku” miałam poczucie, że przeczytałam książkę, która bardzo umiejętnie łączy młodzieżową przygodę, słowiańską fantastykę i klimat dawnych wakacji, kiedy największym problemem było wrócić do domu przed zmrokiem. To jedna z tych historii, które z początku wydają się lekką opowieścią o grupie przyjaciół, ale z każdą kolejną stroną odsłaniają coraz mroczniejsze tajemnice. Już sam pomysł połączenia codzienności młodych bohaterów z tajemnicami ukrytymi w słowiańskich wierzeniach wydał mi się niezwykle interesujący. Tym bardziej że coraz chętniej sięgam po historie czerpiące z rodzimej mitologii i dawnych podań. Lubię, kiedy autor nie traktuje ich wyłącznie jako ozdobnika, ale potrafi wykorzystać ich mroczniejszą stronę i zbudować wokół niej pełnoprawną opowieść.


Akcja książki „Zarzewie mroku”  ma miejsce w Strygowicach, to miejsce, w którym wakacje powinny płynąć własnym, spokojnym rytmem, a największym problemem młodych bohaterów powinno być to, jak spędzić kolejny dzień. Kuba, Antek, Filip i Felicja mają swoją paczkę, swoje pomysły i przede wszystkim własną kryjówkę, która jest dla nich czymś więcej niż tylko kawałkiem lasu. To ich mały świat, do którego dorośli nie mają wstępu. Wszystko zmienia się jednak wtedy, gdy w okolicy dochodzi do tragicznych wydarzeń. Śmierć dwojga nastolatków sprawia, że atmosfera w miasteczku gęstnieje. Zaczynają pojawiać się pytania, na które nikt nie potrafi udzielić sensownej odpowiedzi. Czy był to zwykły wypadek? Czy może ktoś, a właściwie coś, czai się w lesie? 

„Zarzewie mroku” to książka, która przypomniała mi, dlaczego tak lubię historie inspirowane słowiańskimi wierzeniami. Jest pełna tajemnic, niebezpieczeństw i przygód, ale jednocześnie opowiada o przyjaźni, zaufaniu i dojrzewaniu. Mateusz Libera stworzył opowieść, która potrafi zaciekawić zarówno młodszych, jak i starszych czytelników. To bardzo udany początek serii, który pozostawia wiele pytań i skutecznie zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy. Z jednej strony mamy zwyczajne życie nastolatków, wakacje, przyjaźń, wspólne wyprawy i leśną kryjówkę, czyli rzeczy, które kojarzą się z beztroską i dziecięcą wolnością. Z drugiej pojawia się coś, czego zdecydowanie nie powinno być w ich rzeczywistości, tajemnicze wydarzenia, śmierć, zagadkowa dziewczyna oraz ślady dawnych wierzeń, które okazują się znacznie bardziej realne, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Podobało mi się, że autor nie stworzył historii opartej wyłącznie na mroku i strachu. Jest tutaj również sporo przygody, młodzieńczej energii, humoru i przede wszystkim przyjaźni. Bohaterowie nie są idealni i właśnie dzięki temu łatwiej było mi ich polubić. „Zarzewie mroku” okazało się dla mnie bardzo przyjemnym i zdecydowanie udanym spotkaniem z fantastyką inspirowaną słowiańskimi wierzeniami. Lubię książki, które potrafią zabrać mnie w zupełnie inną rzeczywistość, ale jednocześnie pozostawiają wrażenie, że ta niezwykłość mogłaby czaić się gdzieś całkiem blisko. Tutaj właśnie to połączenie zwyczajnego świata z czymś pradawnym i niewytłumaczalnym zadziałało na mnie najlepiej.




W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a


Komentarze

Popularne posty