Recenzja Elise Kova „Klątwa smoka”
Chwila, w której widzisz smoka, zazwyczaj jest twoją
ostatnią…
Odkąd pojawiły się smoki – wraz z plagą, która spustoszyła nasze ziemie i
ludność – pozostało tylko jedno ludzkie miasto: Vingard. Ale piekielny ogień
spadający z góry to nic w porównaniu z zagrożeniem płynącym z wewnątrz. Nie ma
bowiem gorszego losu od smoczej klątwy. Powoli i w męczarniach zmieniasz się w
bezmyślną bestię, która niszczy wszystko – i wszystkich – których kochasz.
Każdy z nas może być przeklęty. Każdy z nas może kłamać. Każdy z nas może
zostać złapany i zabity przez władze.
Boję się, że będę następna.
Tylko jedna osoba może podejrzewać, jaki skrywam sekret. Jest jak mój cień,
podąża za mną wszędzie. Po części opiekun, po części dręczyciel, totalnie
irytujący. Czasami myślę, że jestem tylko jedną z jego miliona niezgłębionych
tajemnic.
Bo Lucan z pewnością coś wie.
A jeśli jestem przeklęta przez smoka, śmierć to jedyne miłosierdzie, na jakie
mogę liczyć.
Wydawnictwo: Hype
Rok wydania: 2026
Format: Książka
Liczba stron: 576
Ostatnio mam szczęście trafiać na książki, które od pierwszych stron wciągają ciekawym światem, ale dopiero z czasem pokazują, jak wiele mają do zaoferowania. Początkowo wydawało mi się, że będzie to kolejna opowieść o smokach i wybranej bohaterce, jednak Elise Kova bardzo szybko udowodniła, że przygotowała coś znacznie bardziej złożonego. To nie tylko fantasy pełne magii i niebezpieczeństw, ale także historia o strachu, manipulacji, odkrywaniu prawdy i walce o własną tożsamość. „Klątwa smoka” dopadła także mnie, nie mogłam się oderwać od czytania tej książki. Nie miałam pojęcia, że wystarczyło przewracanie stron, aby wpaść w ten świat i za żadne skarby nie chcieć go opuścić.
Główną bohaterka książki autorstwa Elise Kovy pod tytułem „Klątwa smoka” jest Isola dziewczyna, która od dzieciństwa żyje pod ciężarem oczekiwań. Dla mieszkańców Vingardu jest symbolem nadziei, kimś, kto pewnego dnia odmieni los ostatniego ludzkiego miasta. Problem w tym, że sama Isola wcale nie czuje się bohaterką. Zaczyna podejrzewać, że nosi w sobie coś, co w oczach innych zasługuje wyłącznie na śmierć. Od tej chwili każda decyzja, każdy gest i każda rozmowa nabierają zupełnie innego znaczenia, bo wystarczy jeden błąd, by stracić wszystko. Czy dziewczynie uda się rozwikąłć wszystkie serkety?
„Klątwa smoka”to opowieść, która mnie porwała, ciekawiła i nie pozwoliła się oderwać. Zabrała mnie do pewnego magicznego miejsca, w którym życie wcale nie należało do łatwych. Vingard to miejsce, w którym ludzie żyją pod nieustanną kontrolą. Strach stał się codziennością, a podejrzliwość czymś całkowicie normalnym. Nikt nie czuje się bezpiecznie, bo każdy może zostać oskarżony o noszenie klątwy. To właśnie ta atmosfera niepokoju sprawiała, że przewracałam kolejne strony z coraz większym zainteresowaniem. Isola bardzo szybko zyskała moją sympatię, nie dlatego, że jest niezwyciężona, ale dlatego, że pozwala sobie na słabość. Czasem wątpi, czasem podejmuje złe decyzje, często działa pod wpływem emocji. Dzięki temu wydaje się zwyczajnie ludzka. Obserwowanie, jak z osoby podporządkowanej cudzym oczekiwaniom stopniowo staje się kimś, kto zaczyna zadawać niewygodne pytania, było dla mnie jednym z najciekawszych elementów tej historii. „Klątwa smoka” okazała się czymś więcej niż kolejną historią o smokach. To opowieść o poszukiwaniu prawdy, odwadze kwestionowania tego, czego uczono nas od dziecka, i o tym, że bohaterem nie zostaje się dlatego, że inni tego oczekują. Bohaterem zostaje ten, kto mimo strachu potrafi zawalczyć o własne przekonania. I właśnie dlatego z ogromną przyjemnością sięgnę po kolejny tom. Po zamknięciu książki zostałam nie tylko z ciekawością dotyczącą dalszych losów bohaterów, ale również z refleksją, że największe potwory często nie mają łusek ani skrzydeł. Czasem ukrywają się za pięknymi hasłami, autorytetem i przekonaniem o własnej nieomylności.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a






Komentarze
Prześlij komentarz