Recenzja Sarah J. Maas „Dwór szronu i blasku gwiazd”
Akcja powieści toczy się kilka miesięcy po wydarzeniach z Dworu skrzydeł i zguby. Historia opowiedziana jest z perspektywy Feyre i Rhysa, którzy wraz z przyjaciółmi zajmują się odbudową Dworu Nocy oraz miasta, które uległo znacznym zniszczeniom podczas wojny. Na szczęście zbliża się czas Przesilenia Zimowego, a z nim wyczekiwane ułaskawienie.
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2026
Format: Książka
Liczba stron: 320
Cykl: Dwór cierni i róż
Tom IV
Wiedziałam, że „Dwór szronu i blasku gwiazd” nie będzie to kolejna część pełna spektakularnych bitew i dramatycznych zwrotów akcji. Mimo to byłam niezwykle ciekawa powrotu do Velaris i spotkania z bohaterami, których zdążyłam pokochać przez poprzednie tomy. Muszę przyznać, że ta książka dała mi dokładnie to, czego potrzebowałam, jeszcze trochę czasu spędzonego z ulubionymi postaciami. To książka zupełnie inna, spokojniejsza, bardziej kameralna i skupiona na emocjach bohaterów niż na wielkich bitwach czy politycznych intrygach. Za to tak bardzo ją polubiłam. To trochę jak powrót do domu po długiej i wyczerpującej podróży.
Akcja książki
autorstwa Sarah J. Maas pod tytułem „Dwór
szronu i blasku gwiazd” rozgrywa
się kilka miesięcy po wojnie z Hybernią. Velaris nadal nosi ślady walk, a
Feyra, Rhys i ich przyjaciele próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Odbudowują miasto, pomagają mieszkańcom i jednocześnie mierzą się z własnymi
ranami, tymi fizycznymi, ale przede wszystkim psychicznymi. Nadchodzi
Przesilenie Zimowe, które ma przynieść choć odrobinę spokoju i normalności. W
teorii jest to czas świętowania, bliskości i odpoczynku, ale po traumatycznych
wydarzeniach trudno wrócić do dawnego życia. Kasjan nie przestaje martwić się o
Nestę, która po wojnie zamknęła się w sobie i odsunęła od wszystkich. Mor nadal
zmaga się z własną przeszłością i nierozwiązanymi problemami, a Azriel
pozostaje wierny swojej roli cichego obserwatora. Każdy z bohaterów nosi w
sobie ślady niedawnych wydarzeń i próbuje znaleźć sposób, by ruszyć dalej.
„Dwór szronu i blasku gwiazd” nie skupia się na wielkiej przygodzie czy nowym konflikcie, pokazuje proces leczenia ran i odbudowy świata po wojnie. To opowieść o rodzinie, przyjaźni, miłości oraz próbach odnalezienia nadziei po trudnych doświadczeniach. Jednocześnie autorka subtelnie wprowadza wątki, które będą miały znaczenie w kolejnych częściach serii, szczególnie te związane z Nestą, Kasjanem oraz innymi bohaterami drugoplanowymi. Najbardziej podobało mi się to, że autorka pozwoliła bohaterom po prostu być. Bez ciągłego ratowania świata, bez nieustannego napięcia. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć ich bardziej ludzką stronę. Feyra wraca do malowania i próbuje odnaleźć siebie poza rolą wojowniczki. Rhys nadal jest opoką dla wszystkich, ale widać też jego zmęczenie i ciężar odpowiedzialności, jaki nosi na barkach. Uwielbiałam sceny całej paczki razem, ich drobne sprzeczki, żarty, wspólne posiłki i momenty zwyczajnej codzienności. To właśnie te relacje sprawiają, że tak łatwo przywiązać się do bohaterów tej serii. „Dwór szronu i blasku gwiazd” to więc bardziej kameralna historia, pozwalająca czytelnikowi zobaczyć codzienne życie mieszkańców Dworu Nocy i spędzić jeszcze trochę czasu z bohaterami po emocjonujących wydarzeniach poprzedniego tomu. Sarah J. Maas po raz kolejny udowodniła, że potrafi tworzyć bohaterów, z którymi trudno się rozstać. To książka idealna dla fanów serii, pełna emocji, rodzinnego ciepła i obietnicy kolejnych fascynujących historii. Po jej zakończeniu miałam tylko jedną myśl, chcę jak najszybciej wrócić do tego świata.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a







Komentarze
Prześlij komentarz