Recenzja Nicole Trope „Terapeutka”
Lana uwielbia swoją pracę terapeutki. Stara się nigdy nadmiernie nie zbliżać do pacjentów. Aż do momentu, gdy poznaje Sandy, której piękne zielone oczy – dziwnie znajome – wypełniają się łzami, gdy kobieta opowiada o swoim mężu Mike’u. Przysięga, że siniak na jej twarzy znalazł się tylko przypadkiem. Jednak kiedy Sandy opuszcza gabinet, Lana zauważa dziwne ślady na chusteczce, którą ocierała oczy. Wyglądają jak resztki po makijażu. Ale to przecież niemożliwe, żeby siniak Sandy był fałszywy, prawda?
Pewnego dnia Sandy znika, a Lana zostaje oskarżona o udział w tym zdarzeniu.
Jedyną osobą, która może znać prawdę, jest mąż Sandy. Mike zapewnia, że również
poszukuje odpowiedzi i chce odnaleźć swoją żonę, zanim będzie za późno.
Ale kto kłamie? Mąż ze złamanym sercem? Zaginiona żona? A może terapeutka,
która zna wszystkie ich sekrety?
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2026
Format: Książka
Liczba stron: 320
„Terapeutka” to thriller, który
bardzo szybko wciąga w swoją sieć niedopowiedzeń, manipulacji i emocjonalnych
pułapek. To jedna z tych książek, przy których człowiek co chwilę zmienia
zdanie, raz ufa jednej postaci, za moment zaczyna podejrzewać wszystkich. Ta
nieustanna niepewność okazała się dla mnie największą zaletą tej historii. Książka
okazała się dla mnie książką, która nie opiera się wyłącznie na zagadce kto
jest winny, ale przede wszystkim na ciągłym poczuciu dyskomfortu. To thriller,
przy którym cały czas miałam wrażenie, że coś jest nie tak, tylko nie
potrafiłam od razu określić co to takiego.
Główną bohaterką książki autorstwa Nicole Trope pod tytułem „Terapeutka” jest Lana, kobieta jest terapeutką, która od lat pracuje z ludźmi i doskonale wie, jak cienka potrafi być granica między empatią, a zbyt dużym zaangażowaniem. Na co dzień trzyma profesjonalny dystans, bo rozumie, że w jej zawodzie emocje mogą stać się niebezpieczne. Wszystko zmienia się jednak w chwili, gdy do jej gabinetu trafia Sandy. Młoda kobieta sprawiająca wrażenie kruchej, zagubionej i przerażonej własnym małżeństwem. Sandy opowiada o mężu, o przemocy, o strachu, ale jednocześnie w jej historii od początku wyczuwa się jakieś pęknięcie. Coś nie pasuje. Lana próbuje zachować profesjonalizm, coraz mocniej angażuje się emocjonalnie w tę relację. Sandy znika, pojawiają się oskarżenia, sekrety i coraz więcej pytań bez odpowiedzi. Czy kobieta mówiła prawdę? Czy Mike rzeczywiście jest potworem? A może każdy w tej historii gra swoją rolę?
„Terapeutka” to książka o manipulacji, samotności i ludziach, którzy potrafią bardzo skutecznie ukrywać swoje prawdziwe intencje. Po skończeniu długo jeszcze myślałam o tym, jak łatwo można uwierzyć w historię opowiedzianą odpowiednio przekonującym głosem. Myślę, że właśnie dlatego ta powieść zrobiła na mnie tak duże wrażenie. Styl Nicole Trope czyta się niezwykle lekko. Rozdziały są krótkie, narracja dynamiczna, więc bardzo łatwo wpaść w rytm tej historii. To jedna z tych książek, które najlepiej czyta się wieczorem, kiedy miało się przeczytać tylko kilka stron, a kończy się sto stron później. Nie dlatego, że akcja jest spektakularna, ale dlatego, że człowiek desperacko chce wiedzieć, kto tutaj manipuluje kim. „Terapeutka” doskonale ukazuje, jak łatwo można manipulować cudzym współczuciem i jak bardzo ludzie potrafią zakładać maski, szczególnie wtedy, gdy desperacko chcą coś ukryć. Napięcie budowane jest głównie poprzez rozmowy, spojrzenia, niedomówienia i psychologiczne gierki. To thriller oparty bardziej na emocjach i narastającym dyskomforcie niż na brutalności. Czytając, miałam wrażenie, że razem z Laną próbuję oddzielić prawdę od kłamstw, ale każdy kolejny rozdział jeszcze bardziej wszystko komplikował.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a





Komentarze
Prześlij komentarz