Recenzja Iwona Poczopko „Na imię mi zemsta”
Gdy słowiańskie ziemie krwawią, rodzi się gniew kobiety. Gniew, którego nikt nie jest w stanie powstrzymać
XII wiek. Krucjata niemieckich panów i biskupów, którzy nie znają litości
brutalnie pustoszy słowiańskie ziemie. Młoda Snigir cudem uchodzi z życiem z
masakry dokonanej przez ludzi Elureda, brata księcia Saksonii. Pod opieką
pustelnika Serafina odzyskuje siły — lecz kiedy przypadkowe spotkanie z
oprawcami otwiera rany jego własnej, mrocznej przeszłości, oboje wyruszają na
drogę krwawego odwetu. Do ich wyprawy dołącza Sambor, również naznaczony tragedią
i pałający żądzą zemsty, która przeradza się w bezpardonową walkę.
Ślad Elureda wiedzie przez Połabie i Magdeburg aż na pola pod Kodyniem, gdzie
rozstrzygnie się los krucjaty i losy bohaterów. W ogniu bitwy Serafin stanie
twarzą w twarz ze swoim wrogiem, a jego wybór między zemstą a miłosierdziem
przyniesie gorzkie konsekwencje.
Epicka opowieść o zemście, utracie i nadziei, rozgrywająca się w czasach, gdy
przemoc była jedynym prawem.
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2026
Format: Książka
Liczba stron: 544
„Na imię mi zemsta”
to książka,
która nie próbuje być wygodna dla czytelnika, autorka nie obawiała się w niej
ponieść ryzyko. To opowieść ciężka, momentami wręcz przytłaczająca, a
jednocześnie wciągająca w sposób, który trudno jednoznacznie nazwać przyjemnym.
To kolejna odsłona niesamowitej serii Słowiańskie Światy. Z pewnością nie spodziewałam
się takiego wstępu, brutalności, ale poczułam się, jakbym trafiła do XII wieku.
To historia, która od pierwszych stron nie pozostawia złudzeń, to nie będzie
ani łatwa, ani komfortowa lektura. To raczej wejście w świat, gdzie ból, strata
i gniew są codziennością, a nadzieja pojawia się rzadziej niż cień na spalonej
ziemi.
Główną bohaterką książki autorstwa Iwony Poczopko pod tytułem „Na imię mi zemsta” jest Snigir , młoda dziewczyna, której życie zostaje brutalnie przerwane przez wydarzenia, na które nie ma żadnego wpływu, słowiańskie ziemie stają się celem krucjat. Jedna z takich wypraw kończy się rzezią wioski, w której mieszka Snigir. Dziewczyna cudem uchodzi z życiem, ale cena ocalenia jest ogromna, traci rodzinę, dom i całe dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa. Snigir trafia pod opiekę pustelnika Serafina, który pomaga jej wrócić do sił. Ooboje noszą w sobie ciężar przeszłości, a jej milczenie i wewnętrzne rozdarcie Serafina tworzą napiętą, pełną niedopowiedzeń więź. Wszystko zmienia się, gdy bohaterowie natrafiają na ludzi odpowiedzialnych za wcześniejszą masakrę. Snigir podejmuje decyzję o wyruszeniu w drogę, której celem jest odnalezienie Elureda, dowódcy stojącego za zbrodnią. Czy jej się to powiedzie?
„Na imię mi zemsta” to opowieść o stracie, która napędza działania, o tym, że droga do zemsty rzadko kończy się tak, jak wyobrażają to sobie ci, którzy na nią wchodzą. Trudno mi udawać, że to była dla mnie czysta przyjemność czytania. Właśnie to najlepiej podsumowuje moje wrażenia. To książka, którą bardziej się przeżywa niż czyta, a ja momentami czułam się nią zwyczajnie zmęczona. Nie dlatego, że jest słaba, wręcz przeciwnie, tylko dlatego, że jej ciężar emocjonalny bywa przytłaczający. „Na imię mi zemsta” to książka, która działa bardziej jak doświadczenie niż klasyczna opowieść, jest intensywnie, miejscami wyczerpująco, ale konsekwentnie od początku do końca. Mam poczucie, że ta książka nie tyle opowiada o zemście, co pokazuje jej ciężar od środka. Nie jako spektakularny cel, ale proces, który powoli wyniszcza i zmienia ludzi. Ten aspekt zostaje w głowie najdłużej, nie same wydarzenia, ale to, co one robią z bohaterami.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a







Komentarze
Prześlij komentarz