Recenzja Miranda Smith „Rodzina mordercy”
NIGDY NIE POWINNY UKRYWAC TAJEMNICY SWOJEGO OJCA.
Kiedyś trzy siostry były ze sobą bardzo blisko. Teraz, rok po pogrzebie ojca,
ledwie ze sobą rozmawiają. Molly nie chce zaakceptować prawdy, Rachel nie
potrafi mu wybaczyć, a trzecia z nich obsesyjnie przeszukuje jego życie,
próbując zrozumieć, kim naprawdę był.
Wtedy pojawia się wiadomość: przy dokach znaleziono kobietę, a z jej palca
zniknęła obrączka. Reporterzy sugerują, że lokalny seryjny morderca powrócił…
To jednak nie może być prawda — bo siostry wiedzą, kim był zabójca.
Henry Martin. Ich ojciec.
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2026
Format: Książka
Liczba stron: 376
Thrillery psychologiczne bardzo często bazują na rodzinnych tajemnicach, ale rzadko robią to w tak przewrotny sposób jak powieść „Rodzina mordercy” autorstwa Mirandy Smith. To historia, która zaczyna się jak dramat rodzinny, a z każdą kolejną stroną coraz bardziej przypomina mroczną układankę, w której prawda okazuje się znacznie bardziej skomplikowana, niż można było przypuszczać. Czasami więzy rodzinne są ze sobą mocno splecione, jednak z czasem zaczyna się to zmieniać. Wystarczy jeden zgrzyt, wydarzenie, reakcja, czy brak wsparcia. Jak było w tej historii? Co sprawiło, że siostry odsunęły się od siebie? Czy ich relację da się uratować?
Fabuła książki „Rodzina mordercy” autorstwa Mirandy Smith koncentruje się na trzech siostrach, których życie całkowicie zmieniło się po śmierci ich ojca, Henry’ego Martina. Jeszcze niedawno były sobie bardzo bliskie, wspierały się, spędzały razem czas i mogły na siebie liczyć w każdej sytuacji. Jednak rok po pogrzebie ojca ich relacja praktycznie przestaje istnieć. Każda z nich zamyka się w swoim świecie i próbuje poradzić sobie z ciężarem tajemnicy, która na zawsze odmieniła ich rodzinę. Powodem rozpadu tej więzi jest odkrycie dotyczące przeszłości ich ojca. Siostry dowiadują się czegoś, co podważa wszystkie wspomnienia z dzieciństwa i zmusza je do spojrzenia na Henry’ego Martina zupełnie inaczej. Dla świata był zwyczajnym człowiekiem, ojcem, sąsiadem, mieszkańcem spokojnego miasteczka. Dla nich staje się kimś, kogo tak naprawdę nigdy nie znały. Czy to możliwe, że po tym wszystkim pojawił się naśladowca? Kim jest morderca?
„Rodzina mordercy” to historia działa jak spirala, z pozoru wydarzenia prowadzą do coraz większych odkryć. Co chwilę pojawiają się nowe tropy, które potrafią wywrócić wcześniejsze przypuszczenia do góry nogami. To jedna z tych książek, przy których naprawdę trudno przewidzieć, dokąd zaprowadzi fabuła. Jednym z największych atutów tej książki jest atmosfera niepewności. Przez cały czas zastanawiałam się, gdzie tak naprawdę leży prawda. Czy ktoś naśladuje dawnego mordercę? Czy może historia, którą siostry uważały za zakończoną, wcale się nie skończyła? Miranda Smith ukazała, że na pewne rzeczy każdy człowiek może zareagować zupełnie inaczej. Jedna z sióstr próbuje wyprzeć prawdę, druga nie potrafi pogodzić się z przeszłością, a trzecia obsesyjnie szuka odpowiedzi w dawnych wydarzeniach. Te różnice sprawiają, że ich relacje są pełne napięcia, niedopowiedzeń i wzajemnych pretensji. „Rodzina mordercy” okazała się thrillerem, który czyta się z rosnącą ciekawością. To historia o sekretach, poczuciu winy i konsekwencjach przeszłości, które potrafią wrócić w najmniej oczekiwanym momencie. Książka potrafi zaskoczyć i sprawia, że do samego końca trudno być pewnym, komu można wierzyć.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a


.jpg)



Komentarze
Prześlij komentarz