Recenzja Laura Steven „Silvercloak”
Początek uzależniającej trylogii
W Vallinie rozkosz to coś więcej niż sama rozkosz. To żywioł, niezbędny do
egzystencji jak woda, oczywisty jak powietrze. Rozkosz leczyła, żywiła,
ożywiała. Rozkosz była konstytucyjnym prawem.
Rozkosz była magią, a magia – rozkoszą.
Lecz magią był też ból, a magia – bólem. Na tym właśnie polegał problem.
W tym świecie młoda magini Saffron Killoran próbuje zrealizować tajemny plan,
który dojrzewa w jej głowie od dwudziestu lat. Marzy o tym, by pomścić swoich
rodziców, zamordowanych przez przedstawicieli przestępczej organizacji Krwawy
Księżyc, a przy tym – nie zdradzić najtajniejszego sekretu o naturze swojej
magii.
Saff robi wszystko, by dostać się do Zakonu Srebrnej Peleryny, obrońców
porządku i prawa. Przy tym jednak wikła się w sieć kłamstw, które wywrócą do
góry nogami całe jej życie – i rozbudzą w niej nowe, zaskakujące dla niej samej
uczucia.
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2025
Format: Książka
Liczba stron: 544
Cykl: Zakon Srebrnej Peleryny
Tom I
„Silvercloak” ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko ciekawy pomysł na magię. To historia o traumie i wyborach, które potrafią zniszczyć człowieka równie skutecznie jak wrogowie. To jedna z tych powieści, które przyciągają obietnicą oryginalnego świata, a zostają w głowie przede wszystkim dzięki emocjom bohaterów. Już od pierwszych rozdziałów czuć, że nie będzie to lekka, przygodowa fantastyka, to raczej historia podszyta mrokiem, obsesją i poczuciem nieuchronności, które powoli narasta wraz z kolejnymi stronami. Kiedy zobaczyłam w Internecie tą książkę i jej zapowiedzi, wiedziałam, że to musi być coś innego, ciekawego i idealnego dla mnie. Ciekawiła mnie bardzo ta magia, która została ukazana w zupełnie innym wymiarze, czy można się czemuś takiemu opierać?
Główną bohaterką książki autorstwa Laura Steven pod tytułem „Silvercloak” jest Saffron Killoran, młoda magini, której dzieciństwo zostało brutalnie przerwane przez tragedię. Śmierć rodziców staje się dla niej momentem definiującym całe życie. Od tamtej chwili każdy jej krok podporządkowany jest jednemu celowi, zemście na organizacji odpowiedzialnej za tę zbrodnię. zbliżyć się do ludzi odpowiedzialnych za śmierć rodziców, bohaterka obiera drogę, która wymaga ogromnej determinacji i poświęceń. Stara się dostać do elitarnego Zakonu Srebrnej Peleryny, organizacji stojącej na straży prawa i porządku, ponieważ widzi w tym szansę zdobycia wiedzy, wpływów oraz możliwości działania. Jednocześnie skrywa niebezpieczny sekret dotyczący własnej magii, który mógłby zagrozić jej pozycji, a nawet życiu, gdyby wyszedł na jaw. Czy uda jej się zemścić na organizacji Krwawy Księżyc?
„Silvercloak” to książka, która zdecydowanie zostaje w głowie na dłużej, niż się spodziewałam. Najbardziej urzekło mnie to, jak bardzo emocjonalna i niejednoznaczna jest ta historia. To nie jest typowe fantasy o bohaterce walczącej ze złem, tylko opowieść o kimś, kto momentami sam balansuje na granicy mroku. Ogromnym plusem jest świat i system magii, który wyróżnia się na tle wielu innych książek, któe czytałam. Pomysł, aby emocje były realnym źródłem mocy, nadaje historii specyficzny klimat i sprawia, że wszystko wydaje się bardziej intensywne. „Silvercloak” to fantasy mroczne, emocjonalne i bardziej dojrzałe, niż może sugerować opis. Z ciekawym systemem magii, wyrazistą bohaterką i atmosferą napięcia, która towarzyszy czytelnikowi niemal przez cały czas. Fabuła koncentruje się więc nie tylko na realizacji planu zemsty, ale także na wewnętrznej przemianie bohaterki, na tym, jak obsesja potrafi kształtować człowieka, jak łatwo zatracić się w dążeniu do celu i jak wysoką cenę trzeba zapłacić za własne wybory. To pierwszy tom, który rozbudza ogromną ciekawość na dalszy ciąg, bo wyraźnie czuć, że to dopiero początek większej historii.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a






Komentarze
Prześlij komentarz