Recenzja G.R.R. Martin „Rycerz siedmiu królestw”

 Wyjątkowe wydanie klasycznych opowieści, w którym kilkadziesiąt znakomitych ilustracji ożywia świat Westeros i wydarzenia sprzed niemal stu lat przed początkiem Gry o tron

Pojedynki, intrygi i złamane przysięgi – oto codzienność Duncana Wysokiego, młodego giermka, zwanego Dunkiem, który po śmierci swojego pana wyrusza w świat, by zdobyć imię, sławę i zaszczyty. Los stawia na jego drodze chłopca o przydomku Jajo – przyszłego króla Aegona V Targaryena – i razem trafiają w sam środek burzliwych wydarzeń w Westeros.
Dunk, wierny ideałom rycerskiego honoru, wikła się w spór między ser Eustace’em Osgreyem a nieustępliwą lady Webber z Zimnej Fosy, a później dociera na wystawny ślub w Białych Murach, gdzie przywdziewa zbroję tajemniczego Szubienicznego Rycerza. Nie przeczuwa jednak, że za turniejowym blaskiem kryje się spisek, który może zakończyć się rozlewem krwi...

 


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania:  2025
Format: Książka
Liczba stron: 412


„Rycerz siedmiu królestw” to o jedna z tych książek, które zaskakują czytelnika, ale nie rozmachem, natomiast spokojem. Książka zabrała mnie do Westeros, innego, nie tego,  świata wielkich wojen, smoków i politycznych szachów. G.R.R. Martin cofa się niemal o sto lat przed „Grą o tron” i opowiada historię mniejszą, bardziej kameralną, ale przy tym równie ciekawą. Są takie książki, które nie potrzebują wielkich bitew ani spektakularnych zwrotów akcji, żeby wciągnąć czytelnika bez reszty. Bardzo polubiłam książki autora, dlatego chętnie sięgnęłam po tą opowieść. Jeden świat, w tym przypadku Westeros potrafi zaskoczyć swoją różnorodnością. To nie tylko smoki, chociaż je tak bardzo uwielbiam. 

„Rycerz siedmiu królestw” to zbiór trzech opowieści o losach Duncana Wysokiego, młodego chłopaka z nizin społecznych, który po śmierci swojego pana postanawia zostać rycerzem na własną rękę. Problem w tym, że oprócz zbroi i miecza nie ma zbyt wiele, ani nazwiska, ani pieniędzy, czy też wpływów. Ma za to coś znacznie trudniejszego do utrzymania, przekonanie, że rycerz powinien postępować uczciwie. W świecie Westeros to gwarancja kłopotów. Duncan wierzy, że rycerski honor ma sens, że przysięgi coś znaczą, a słabszych należy bronić, nawet jeśli nikt za to nie zapłaci. W powieści pojawia się Jajo, chłopiec o ciętym języku, ogromnej inteligencji i tajemnicy, która z czasem nabiera coraz większego znaczenia. Ich wspólna podróż staje się osią całej książki. To relacja pełna humoru, drobnych sprzeczek i wzajemnego docierania się, ale też rosnącego zaufania. 

„Rycerz siedmiu królestw” to opowieść o drodze, dojrzewaniu i zderzeniu ideałów z rzeczywistością. George R.R. Martin  pokazuje, że historia nie zawsze rodzi się na tronach, często zaczyna się od jednego człowieka, który postanawia zrobić to, co słuszne. Duncan Wysoki nie jest bohaterem bez skazy, bywa naiwny, impulsywny i zwyczajnie niezgrabny w tym świecie przepełnionym intrygami. Mimo wszystko to właśnie on, ze swoją prostą moralnością, wypada najbardziej wiarygodnie. Brakuje nam takich właśnie bohaterów w codziennym życiu. Autor pokazał, że uczciwość bywa karana, a dobre intencje prowadzą do tragedii. Różnica między jego dziełami polega na skali, zamiast  kontynentu obserwujemy losy jednego rycerza i jego giermka. „Rycerz siedmiu królestw” to książka, którą czyta się szybko, lekko, momentami z uśmiechem, ale pod tą warstwą przygody kryje się sporo refleksji o odpowiedzialności, lojalności i dojrzewaniu. To trochę historia drogi, opowieść o przyjaźni, o tym, jak rodzą się legendy, często z bardzo zwyczajnych początków. Autor pokazuje, że bycie przyzwoitym człowiekiem bywa trudniejsze niż walka mieczem, a dobre intencje nie zawsze prowadzą do dobrych rezultatów. Jednocześnie książka niesie w sobie pewną nadzieję, że nawet w brutalnym świecie można pozostać wiernym sobie.



W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a

Komentarze

Popularne posty