Recenzja Krzysztof Karsch „Weterynarz”
Warszawa – blokowiska, brudne ulice, ogólna znieczulica i…
gabinet weterynaryjny, w którym, zamiast zapachu leków i środków dezynfekujących,
unosi się dusząca woń gnijących wspomnień.
Julian Bejos – samotny, zgorzkniały weterynarz – zna to doskonale. A dodatkowo
słyszy głosy… Nie ludzkie, tylko zwierzęce. Psy, koty, szczury, ptaki…
Wszystkie mówią do niego i powtarzają jedno słowo: „sprawiedliwość!”.
W mieście, które udaje, że nie widzi cierpienia, Julian zmienia się w sędziego
i kata. Stając w obronie zwierząt, tropi ich oprawców i wymierza karę – tę
ostateczną. Tyle że granica między misją a obłędem oraz sprawiedliwością i
zbrodnią zaciera się coraz bardziej, rozmazując się szybciej niż krew na bruku…
Weterynarz to powieść brudna, mroczna i brutalna, ale też na wskroś
realistyczna i jednocześnie okraszona sarkazmem. Jest to historia człowieka,
który chciał być wybawcą, a stał się własnym koszmarem.
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2025
Format: Książka
Liczba stron: 130
„Weterynarz” to
książka autorstwa Krzysztofa
Karscha, od pierwszych stron budzi niepokój i nie pozwala poczuć się
komfortowo. To nie jest lektura łatwa ani przyjemna, ale właśnie tym mnie
zaintrygowała. Autor zabiera czytelnika do świata przytłaczającego i boleśnie
prawdziwego, w którym granice moralności stają się płynne, a poczucie
sprawiedliwości przybiera wypaczoną formę. To książka o
samotności, znieczulicy i granicach ludzkiej moralności, które mogą ulec
dramatycznemu przesunięciu, gdy człowiek staje twarzą w twarz z bezsilnością
wobec krzywdy. Myślę, że krzywda i brutalność to przemoc, obojętnie kto pada
jej ofiarą.
Głównym bohaterem powieści autorstwa Krzysztofa Karscha pod tytułem „Weterynarz” jest Julian Bejos, weterynarz
pracujący w jednym z warszawskich osiedli, człowiek zamknięty w sobie, zmęczony
życiem i głęboko rozczarowany ludźmi. Trudno się temu dziwić, skoro jego
codzienność wypełnia kontakt ze zwierzętami, rannymi, zaniedbanymi,
porzuconymi, często będącymi ofiarami ludzkiej bezmyślności lub okrucieństwa.
Zwierzęta stają się dla Juliana jedynym punktem odniesienia, jedyną formą
relacji, w której wciąż potrafi odnaleźć sens. Problem polega na tym, że
bohater zaczyna słyszeć ich głosy. One przemawiają do niego, komentują
rzeczywistość i domagają się ukarania winnych. Julian przestaje być biernym
obserwatorem cudzej krzywdy, w jego umyśle rodzi się przekonanie, że skoro
system zawodzi, a społeczeństwo odwraca wzrok, ktoś musi wziąć sprawy w swoje
ręce. Rozpoczyna własną krucjatę, wymierzaną tym, którzy krzywdzili zwierzęta i
nigdy nie ponieśli konsekwencji. Czy właśnie taka powinna być sprawiedliwość?
Brutalna, mroczna i zacierająca człowieczeństwo? Czy dla Juliana jest jeszcze
jakaś nadzieja?
„Weterynarz” to książka, która ukazuje brutalność scen i sarkastyczne, momentami komentarze na granice czarnego humoru bohatera potęgujące realistyczny obraz świata, w którym łatwo zatracić poczucie dobra i zła. Autor nie boi się pokazywać makabry w najprostszej formie, ale robi to w sposób przemyślany, tworząc literacką przestrzeń do refleksji nad etyką, winą i samotnością. Autor skupia się nie tyle na dynamicznej akcji, co na psychologii postaci. Miałam okazję zajrzeć w głąb umysłu człowieka, który stopniowo tracił kontrolę nad własnym życiem, usprawiedliwiając swoje czyny wyższym celem. To opowieść o samotności, narastającym gniewie i poczuciu bezsilności wobec świata, który zdaje się być głuchy na cierpienie najsłabszych. Warszawa w „Weterynarzu” nie jest obrazem miasta pełnego życia i turystycznych atrakcji. To przestrzeń szara, zatłoczona, często zaniedbana, w której znieczulica i obojętność ludzi wobec cierpienia stają się niemal namacalnym tłem dla historii Juliana. Autor doskonale oddaje kontrast między codziennością zwykłych mieszkańców, a dramatycznym, wewnętrznym światem bohatera.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a






Komentarze
Prześlij komentarz