Recenzja Nisha J. Tuli „Triumf królowej serca”
Lor popełniła największy błąd w życiu. By go naprawić, podjęła się niebezpiecznej misji. Mroczny król Aurory, Rion, obdarzony nieznaną dotąd mocą, poprzysiągł sobie odszukać ją i zniszczyć. W dodatku królowa Serca będzie musiała stawić czoło konsekwencjom swojej dzikiej, nieokiełznanej magii, która przysparzają jej coraz więcej wrogów.
By ocalić zagrożony kontynent i uratować Nadira, Lor będzie musiała odnaleźć zagubione arki Artefaktów. Ale czy w walce o najwyższą stawkę sama nie zaczyna przemieniać się w potwora? Czy nie powtórzy błędów swej babki? Królowa Serca stanie przed próbą, która rozstrzygnie wszystko.
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2025
Format: Książka
Liczba stron: 705
Cykl: Artefakty Uranosa
Tom IV
Pamiętam doskonale,
kiedy zaczęłam swoją przygodę z serią Artefakty Uranosa, jak zachwycałam się
wydaniem każdej książki, sami musicie przyznać, że było wyjątkowe. Nie muszę
was nawet ku temu przekonywać. Lubiłam historię Lor, dlatego nie wyobrażałam
sobie tego, aby nie sięgnąć po „Triumf królowej serca”, chciałam wiedzieć, że
bohaterce uda się naprawić błędy, które popełniła. Pamiętam, że cienka, jest granica
między byciem bohaterką, a tyranką, między magią uznawaną jako dar, a przekleństwem.
Nisha J. Tuli po raz kolejny udowadnia, że potrafi bawić się znanymi motywami
fantasy, przeznaczeniem, dziedzictwem, miłością i cieniem władzy, a przy tym nadaje
im współczesny wydźwięk.
Główną bohaterką
książki autorstwa Nishy J. Tuli pod tytułem „Triumf królowej
serca” jest Lor, dziewczyna,
która kiedyś chciała po prostu przeżyć, teraz musi udźwignąć ciężar bycia
królową, wojowniczką i jednocześnie ostatnią nadzieją świata. Musi
naprawić to, co sama zapoczątkowała, wyrusza więc na misję odnalezienia ark Artefaktów,
pradawnych przedmiotów, które mogą albo ocalić kontynent, albo ostatecznie go
pogrzebać. Każdy artefakt to fragment historii, który odsłania kolejne prawdy o
jej rodzie, o ludziach, którzy nią manipulowali, o potędze, którą odziedziczyła
po swojej babce, kobiecie budzącej strach nawet po śmierci. Kontynent drży, magia
budzi się jak coś pierwotnego i nieprzewidywalnego, a Lor coraz częściej
zaczyna zadawać sobie pytanie, czy potrafi jeszcze odróżnić właściwą drogę od
tej, która wiedzie prosto w otchłań. Czy powtórzy błędy swojej babki?
„Triumf królowej
serca” to emocjonalna,
niekiedy brutalna opowieść o dojrzewaniu do władzy i odpowiedzialności. Nisha. J.
Tuli nie boi się trudnych tematów, pokazuje, że siła nie zawsze oznacza
zwycięstwo, a magia wcale nie musi być błogosławieństwem. Autorka wyciąga na
wierzch dawne sekrety, rodzinne przekleństwa i polityczne intrygi, które teraz
splatają się w jedną, niemal nieuchronną katastrofę. Lor coraz wyraźniej widzi,
jak blisko niektórych jej decyzji znajdują się błędy poprzedniczki. Ten wątek
nadaje całej powieści tragicznego kolorytu, bohaterka stale porusza się po
cienkiej linii pomiędzy wybawieniem, a zniszczeniem. „Triumf królowej serca” to książka, która bardzo dobrze mi się
czytało. Nisha J. Tuli pozwala, by bohaterowie
byli skomplikowani, niedoskonali i momentami wręcz irytujący, czyli bardzo
ludzcy. Relacja Lor z Rionem jest burzliwa, nieoczywista i emocjonalnie
intensywna, ale to właśnie dodaje historii wiarygodności. To zakończenie, które
daje satysfakcję, ale też pozostawia czytelnika z refleksją, że potęga i serce
rzadko idą ze sobą w parze.






Komentarze
Prześlij komentarz