Recenzja Julia Quinn „Magia pocałunku”
Miłość potrafi być największą zagadką, ale czasem wystarczy jeden pocałunek, by wszystko stało się jasne.
Gareth St. Clair ma poważny problem. Jego zawzięty ojciec niemal zrujnował
rodzinny majątek i pozbawił syna dziedzictwa. Jedyną nadzieją jest stary
dziennik, który skrywa nie tylko tajemnice przeszłości, ale być może także
wskazówki prowadzące do ukrytego skarbu. Niestety, został spisany po włosku, a
Gareth nie zna tego języka. Z pomocą przychodzi Hiacynta Bridgerton –
błyskotliwa, wygadana i absolutnie nieprzewidywalna. Gdy spotykają się na
dorocznym koncercie, dziewczyna niespodziewanie oferuje pomoc w tłumaczeniu. Z
czasem oboje przekonują się, że największa tajemnica nie kryje się w zapisanych
stronach, lecz w relacji, która się między nimi rodzi…
Oto historia Garetha St. Claira i Hiacynty Bridgerton – opowieść o sekretach
skrywanych przez pokolenia i uczuciu, które zaczyna się od żartu, a kończy
czymś zupełnie niespodziewanym.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2025
Format: Książka
Liczba stron: 430
Cykl: Bridgertonowie
Tom 7
Nie mogę się doczekać, że to już siódmy
tom cyklu o rodzinie Bridgerton, moja
przygoda z nimi zaczęła się dość późno, ale to nie znaczy, że byłam z lektur
niezadowolona. Wręcz przeciwnie świetnie się bawiłam, nie mogąc się doczekać na
dalszych losów bohaterów. Julia Quinn potrafi intrygować i sprawić, że lubi się
stworzone przez nią postacie i im kibicuje. Wbrew pozorom kobiety w tych
czasach wcale nie miały lekko, musiały się pilnować na każdym kroku, szybko
zostać matkami i gospodyniami domowego ogniska. Gdzie tutaj miejsce na pasję?
Czy oprócz plotek, swatania i wychowywania dzieci chciały czegoś więcej?
Główna bohaterką książki pod tytułem
„Magia pocałunku” autorstwa Julii Quinn jest Hiacynta Bridgerton, kobieta,
która pragnie od życia znacznie więcej. Jest bardzo mądra i inteligentna, ma
swoje zdanie i nie ma zamiaru dać się zaszufladkować i wyjść za mąż za
pierwszego lepszego absztyfikanta. Kobieta jest najmłodszą córką Lady
Bridgerton i istnym utrapieniem. To jej trzeci sezon łączenia w pary i chociaż
uczestniczy skrupulatnie we wszystkich przyjęciach i balach nic nie wskazuje,
aby miało się to zmienić. Raz w tygodniu odwiedza lady Danbury i uprzyjemnia
jej czas swoim towarzystwem, obie panie czują do siebie sympatię, myślę, że
dlatego, że mają zbliżone do siebie charaktery. Nawiązuje pewną relację z
wnukiem kobiety, Gareth St. Clair potrzebuje jej pomocy przy tłumaczeniu
zapisków jego prababki, mężczyźnie na tym zależało, a Hiacynta znała język
włoski, więc mogła służyć mu pomocą. Czy to może okazać się motorem do tego,
aby poczuć coś więcej? Czy tym razem ten sezon zakończy się skojarzeniem z kimś
Hiacynty?
„Magia pocałunku” potrafi zauroczyć
swoim klimatem i dobrym humorem, z którego znane są książki z cyklu o
Bridgertonach. Pomimo upływającego czasu, oczekiwań na kolejną powieść i
wielu innych książek, które w międzyczasie trafiły w moje dłonie, nie czułam
problemu, żeby ponownie się wczuć w sytuacje tamtejszych mężczyzn i kobiet.
Jakby na to nie patrzeć obie płcie znajdowały się pod pewnego rodzaju presją,
aby sprostać oczekiwaniom rodzin. Nikt w życiu nie chce być sam, jednak
znalezienie odpowiedniego partnera nie jest rzeczą łatwą. Hiacynta jest
inteligentna, ciekawa świata i w pewien sposób ceni swoją niezależność. Gareth
nie jest typem mężczyzny, który pragnie przywiązania do jednej kobiety, czy
szybkiego ustatkowania. „Magia pocałunku” ukazuje zetknięcie się ze sobą
różnych światów i ludzi, którzy pozornie do siebie niezbyt pasują. Hiacynta ma
kochającą rodzinę, natomiast Gareth nie najlepiej radził sobie w kontaktach z
ojcem, nie przepadał za spędem towarzyskim, można o nim powiedzieć, że jest
samotnikiem. Książka była dla mnie ciekawa, czytalo mi się ją szybko i
przyjemnie, dialogi mnie nie irytowały, byłam zaintrygowana, jak potoczą się
losy głównych bohaterów.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a







Komentarze
Prześlij komentarz