Recenzja Veronica Roth „Między Wrony”
W noc kupały Dymitr przybywa z niebezpieczną misją do małego kościoła w Chicago. Musi odnaleźć mityczny kwiat paproci i ofiarować go pewnemu przeklętemu stworzeniu w zamian za pomoc w odnalezieniu Baby Jagi.
Ala to zmora dotknięta klątwą, która powoli ją zabija. Jest na tyle
zdesperowana, że zgadza się pomóc Dymitrowi, chociaż nie zna jego prawdziwych
motywów.
W ciągu jednej nocy Ala i Dymitr ryzykują życie w poszukiwaniu legendarnej
wiedźmy, dzięki czemu zawiązuje się między nimi nić przyjaźń. Jednak kiedy Ala
dowiaduje się, co ukrywa Dymitr, może to zniszczyć ich kruchy sojusz.
"Między wrony" to porywająca opowieść o odwadze, poświęceniu i
poszukiwaniu odkupienia w świecie, gdzie granice między człowiekiem a potworem
zacierają się na każdym kroku.
Wydawnictwo:
Vesper
Rok
wydania: 2025
Format:
Książka
Liczba
stron: 208
Są książki, które czyta się jak opowieści przy ognisku, nie do końca wiadomo, skąd przyszły, dokąd zmierzają, ale coś w nich przyciąga. „Między wrony” właśnie taka jest. Nieidealna, nieoszlifowana, momentami szorstka, ale z jakiegoś powodu nie potrafię przestać o niej myśleć. Twórczość Veronici Roth udało mi się poznać, dotychczas czytane historie podobały mi się bardziej bądź mniej, kto z nas nie zna „Niezgodnej”? Jakiś czas temu spoglądałam na „Splątanych przeznaczeniem” i zastanawiałam się, kiedy będę miała okazję przeczytać raz jeszcze jakąś książkę autorki. Bardzo ucieszył mnie fakt, że pojawiła się właśnie ta historia, która ukazuje nieco słowiańskich motywów i wierzeń.
Głównym bohaterem książki autorstwa Veronici Roth pod tytułem „Między wrony” jest Dymitr, przybywa do małego kościoła z niebezpieczną i ważną misją. Musi odnaleźć mityczny kwiat paproci, ma on pomóc mu zdjąć klątwę, która ciąży nad nim i jego rodziną. Może się to wydawać jedną z tych misji niemożliwych do wykonania, ponieważ, aby to osiągnąć, musi zawrzeć pakt z pewnym przeklętym stworzeniem, a mianowicie Babą Jagą. Pomaga mu Ala, zmora dotknięta klątwą, która powoli odbiera jej życie. Choć początkowo nie ufa Dymitrowi i nie zna jego prawdziwych intencji, zgadza się pomóc, bo nie ma nic do stracenia. Czy im się powiedzie? Czy ten sojusz jest możliwy?
„Między Wrony” to książka, którą zaczęłam bez wielkich oczekiwań. Myślałam, że to będzie coś na pograniczu fantastyki, ale nie sądziłam, że aż tak wejdzie mi pod skórę. To nie jest typowa opowieść o magii, raczej historia o ciężarze, który się niesie. O przekleństwach, tych dosłownych, ale też takich zwyczajnych, codziennych, jak poczucie winy albo strach, że już nic się nie naprawi. Jest coś niepokojącego w tej opowieści. Nie chodzi nawet o zmory, wiedźmy czy porośnięte szeptami zaułki innego Chicago. To raczej ten smutek, który sączy się między zdaniami. Jakby Veronica Roth opowiadała nie tyle historię fantastyczną, co jakąś zapomnianą baśń o winie, stracie i drugim szansach, które przychodzą za późno. „Między wrony” to książka, która nie potrzebuje wielkich słów. Niby urban fantasy, niby słowiańskie mity, ale w gruncie rzeczy chodzi o coś prostszego, o winę, o potrzebę ocalenia, o to, co zostaje, kiedy nie da się już wrócić do starego życia. To historia o dwóch duszach, które nie pasują już do żadnego świata, Ala, która dosłownie się rozpada, i Dymitr, który chyba nie wie, czy chce kogoś uratować, czy sam zostać uratowany. To nie są osobowości, które da się łatwo lubić. Są poszarpani, zamknięci w sobie, jednak bardzo ludzcy, to właśnie ich kruche próby porozumienia między jednym światem a drugim, między śmiercią a życiem, zostają w głowie na długo. Nie wiem, czy ich historia mnie poruszyła, ale wiem, że zostawiła trwały ślad.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a





Komentarze
Prześlij komentarz