Recenzja Emilia Szelest „Jaskinia milczących”

 Jak mocno wierzysz legendom?

W sercu Tatr, pod majestatycznym Giewontem, legenda śpiących rycerzy przetrwała wieki. To tu zaczyna się historia, która zmieni życie tych, którzy ośmielą się szukać prawdy.
Policjantka Zuzanna Sobczak i dziennikarz śledczy Dorian Gil wplątują się w tajemnicę zaginionych osób. Wszystkie ślady prowadzą do mrocznej jaskini, której istnienie zbiega się z legendą o rycerzach śpiących w jej wnętrzu. Tyle, że nikt nie potwierdza jej istnienia. Prywatne śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, a na jaw wychodzą mroczne sekrety. Im bardziej zbliżają się do rozwiązania zagadki, tym bardziej niebezpieczne stają się dla nich góry, które nie wybaczają głupcom.
Pośród mrocznych korytarzy Zuzanna i Dorian będą musieli zmierzyć się z własnymi obawami, aby ocalić tych, którzy zaginęli, i sami wyjść z tej pułapki żywi.
 


Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Rok wydania:  2025
Format: Książka
Liczba stron: 336

 

 

Wciągnęłam się w tę książkę od pierwszej strony, ale nie w sposób gwałtowny, to było raczej jak powolne zanurzenie w zimnej wodzie. Najpierw chłód, potem dreszcz, a w końcu coś w rodzaju uzależnienia od tego, co może się wydarzyć dalej. Emilia Szelest stworzyła nie tyle powieść kryminalną, co świat, w którym cisza ma więcej znaczeń niż niejeden dialog. Tłem tej historii są góry, nie jako widokówka z folderu turystycznego, ale jako przestrzeń obojętna, nieprzewidywalna, czasem wręcz wroga. Nie trzeba znać Tatr, żeby poczuć ich ciężar. Bohaterowie nie walczą tylko z zagadką, ale mierzą się z naturą, własnymi lękami i granicami, których przekraczanie może kosztować więcej, niż są w stanie udźwignąć. Emilia Szelest w „Jaskini milczących” nie tyle opowiada historię, ile wciąga czytelnika w sam środek niepokojącego zjawiska, które wymyka się logice i granicom klasycznego kryminału. Czasem wizja przygody lub rozwiązania zagadki okazuje się silniejsza niż zdrowy rozsądek, a stąd już tylko krok do ogromnego niebezpieczeństwa. Jak będzie w tym przypadku?

Główną bohaterką książki autorstwa Emilii Szelest pod tytułem „Jaskinia milczących” jest Zuzanna Sobczak, to doświadczona policjantka, zna góry od podszewki, poznała ich bezwzględność, kaprysy pogody i cichą grozę, jaką potrafią wywołać. To, z czym mierzy się teraz, przekracza granice racjonalnych wyjaśnień. Wraz z Dorianem Gilem, dziennikarzem śledczym o nieco szorstkim charakterze i doskonałej intuicji, rozpoczyna prywatne śledztwo. Nie mają wsparcia służb ani oficjalnego pozwolenia, posiadają tylko determinację, podejrzenia i przeczucie, że coś niepokojącego rozgrywa się pod powierzchnią tego, co widoczne gołym okiem. Zaginięcia w górach zdarzają się od lat. Powody takiej sytuacji mogą być różne, może być to wynik nieostrożności, czasem przypadku, innym razem dramatycznego splotu wydarzeń. Jednak kiedy liczba takich przypadków zaczyna rosnąć w niepokojącym tempie, a poszlaki zaczynają wskazywać na coś więcej niż zwykły zbieg okoliczności, nie można przymykać na to oko. Czy uda się rozwikłać tą zagadkę?

„Jaskinia milczących” to powieść, w której tajemnicza atmosfera i zatarte granice między prawdą, a wyobrażeniem grają pierwsze skrzypce. Rzeczywistość wciąż zaskakuje, a każdy nowy ślad sprawia, że to, co było już znane, nagle nabiera nowego znaczenia. Emilia Szelest ukazuje, że tutaj nic nie jest oczywiste, a im więcej pytań tym mniej odpowiedzi. W cieniu Giewontu, pośród surowego piękna Tatr, gdzie wszystko zdaje się możliwe, a każda opowieść, nawet ta najbardziej nieprawdopodobna, może okazać się rzeczywistością, jakbym mogła nie zagłębić się w takiej historii? Góry w powieści są milczące, czujne, nieprzewidywalne. Autorka subtelnie, buduje napięcie, nie przez spektakularne zwroty akcji, ale przez atmosferę. Momentami wręcz klaustrofobiczną, jakbym wraz z bohaterami wchodziła do jaskini, w której nie widać końca ani celu. „Jaskinia milczących” pozwoliła mi poznać niezwykłych bohaterów, Zuzanna i Dorian to duet nieoczywisty, ale właśnie to działa na korzyść tej opowieści. Ich relacja nie jest na siłę romantyzowana, nie przesłania głównego wątku. Emilia Szelest postawiła na współpracę ludzi, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi postanawiają podążyć tropem, który może nie prowadzić donikąd. Czytałam książkę czując ciągłe napięcie, z ciarkami na plecach, z uczuciem niepokoju. Pochłaniałam strony w zastraszającym tempie, nie mogąc się oderwać. To opowieść, która działa na wyobraźnię, która wdziera się pod skórę i nie pozwala o sobie zapomnieć.

 

W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a

Komentarze

Popularne posty