Recenzja Adalyn Grace „Wisteria”
Blythe Hawthorne nigdy nie dawała sobie w kaszę dmuchać – ani ojcu, który traktuje ją jak porcelanową lalkę, ani społeczeństwu próbującemu narzucić jej, co wypada, a co nie. A już na pewno nie pozwoli sobą rządzić mężczyźnie, którego poślubiła, niezależnie od tego, jak bardzo będzie perfidny i nieznośny. Skoro już łączy ich magiczna więź, która nie pozwoli jej się uwolnić od męża do końca swych dni, zdecydowana jest zostać... cierniem u jego boku. On nie pozostanie jej dłużny i zrobi wszystko, by życie z nim nie przypominało bajki.
Los Blythe odmieni się jednak, gdy zacznie odkrywać, co kryje się za magią spowijającą
Wisterię. I jaka moc drzemie w niej samej, jeśli tylko się dowie, kim naprawdę
jest.
Wydawnictwo:
Uroboros
Rok
wydania: 2025
Format:
Książka
Liczba
stron: 368
Cykl:
Belladonna
Tom
III
Po dwóch dobrze przyjętych tomach „Belladonnie” i „Foxglove” Adalyn Grace wraca z „Wisterią”, wieńcząc cykl, który rozpoczął się jako gotycka opowieść z dreszczykiem, a kończy jako historia o wolności, sile kobiecego głosu i magicznie skomplikowanym małżeństwie z przymusu. Ale czy ten finał rzeczywiście spina całość z satysfakcją, czy raczej rozplątuje to, co z mozołem budowano? Niełatwo jest domknąć trylogię, zwłaszcza taką, która od początku budowała wokół siebie aurę mroku, tajemnic i subtelnego romantyzmu. „Belladonna” zaczęła tę opowieść z klasą, „Foxglove” pogłębiła relacje i zawiłości świata, a „Wisteria” miała być ukoronowaniem tego uniwersum. Zamiast tego otrzymaliśmy książkę, która przypomina raczej rozpięty wachlarz pomysłów pięknych wizualnie, lecz niespójnych i ulotnych jak sen.
Główną bohaterką książki autorstwa Adalyn Grace pod tytułem „Wisteria” jest Blythe Hawthorne, kobieta, która nie chce już być pionkiem w grze cudzych oczekiwań. Zmuszona do ślubu z Arisem, czarującym jak sztylet wbity między żebra, dziewczyna postanawia nie być ofiarą, ale cierniem. I to całkiem skutecznym. Problem w tym, że kiedy napięcie między tą dwójką zaczyna przypominać bardzo powolne rozpalanie ogniska na mokrym drewnie, do akcji wchodzi nowy gracz, a fabuła skręca gwałtownie w stronę magicznych zagrożeń i niekończących się sekretów.
„Wisteria” to powieść, w której Adalyn Grace serwuje czytelnikom szereg wydarzeń, które mają epicki potencjał – ale niestety, wiele z nich zostaje ledwie muśniętych, jakby autorka spieszyła się do ostatniego rozdziału. W efekcie dostajemy historię z dużym rozmachem, ale nierówną w tempie i emocjonalnym ciężarze. Największą siłą „Wisterii” jest język, Grace nadal pisze pięknie, lirycznie, obrazowo, z wyczuciem rytmu. Jej opisy posiadłości, emocji, nawet strojów bohaterów tworzą atmosferę niemal namacalną. Świat, który wykreowała, ma swój klimat, jest elegancki, trochę dekadencki, z elementami magii wplecionymi jak złota nić w gobelin. Blythe to kobieta, która stawia warunki, choć momentami zbyt często jest tylko obserwatorką wydarzeń. Aris, z kolei, to typ bohatera, który miałby szansę stać się kultowy, gdyby dano mu więcej przestrzeni niż tylko ponure kontemplacje i milczenie przerywane westchnieniem. „Wisteria” nie jest złą książką, to powieść pełna pięknych zdań, intrygującego świata i bohaterów, którzy mimo potknięć fabularnychzapadają w pamięć. Ale jako finał trylogii, która zaczęła się z takim rozmachem, zostawia niedosyt. To książka dla tych, którzy pokochali Belladonę za atmosferę i język i potrafią wybaczyć fabularne zawirowania. Dla fanów gotyckich romansów z lekką nutą dark fantasy. Dla czytelników, którzy nie potrzebują wszystkich odpowiedzi, by czuć się usatysfakcjonowanymi.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a






Komentarze
Prześlij komentarz