Recenzja Nisha J. Tuli „Losy króla słońca”

 "Nigdy nie pomyślałabym, że kiedyś poczuje się tak, jak czułam się dzięki niemu. Bezpieczna. Pożądana. Piękna".

Migotliwe królestwa fae oraz ich pełne przepychu oraz intryg dwory w trzecim tomie serii "Artefakty Uranosa".
Lor ma już w posiadaniu zagubiony Artefakt, ale to nie oznacza końca jej proble­mów. Kolejny żądny władzy monarcha pragnie jej krwi i mocy. Gdy dziewczyna wróci do Afelionu, żeby zgłębić tajemnicę swojej przeszłości, dotrze do niej najbo­leśniej to, co już przeczuwała – że w lśniącym królestwie Słońca nie wszystko złoto, co się świeci. Lor będzie musiała odwiedzić kolejne królestwa i odkryć jeszcze wiele sekretów dotyczących swojej rodziny, aby zrozumieć, jaki los jest jej pisany. I jak ma poradzić sobie z własnymi uczuciami, które budzi w niej mroczny książę.
 


Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania:  2025
Format: Książka
Liczba stron: 584
Cykl: Artefakty Uranosa
Tom III


„Losy króla słońca” to książka, na którą czekałam, seria Artefakty Uranosa jest ze mną od samego początku. Zachwyciłam się piękną szatą graficzną, a ciekawość i moja dociekliwość sprawiły, że nie potrafiłam przestać czytać. To niesamowite, że te powieści tak szybko zostały wydane, a ja mogłam się nimi cieszyć. To była idealna kontynuacja powieści, Nisha J. Tuli pisze tak płynnie, pozwalając czytelnikowi na prawdziwe zanurzenie się w świecie, który wykreowała. Czułam wiele emocji podczas czytania książki, najgorsze jest dla mnie oczekiwanie na kolejne części, co chyba rozumie każdy czytelnik.

Główna bohaterka książki autorstwa Nisha J. Tuli pod tytułem „Losy króla słońca” jest Lor, jest młodą kobietą, która przez większość swojego życia żyła w mrocznych głębinach więzienia Nostraza. Marzyła, aby je opuścić, aby móc się zemścić za wszystko, co ją spotkało. Wtedy wszystko było inaczej, obecnie Lor ma zagubiony Artefakt, ale to dopiero początek. Problemy tak łatwo nie znikają, pojawiają się nowe, piętrzą stare. Kolejni żądni władzy pragną jej krwi i mocy. Tak wiele jeszcze musi odkryć, kiedy wróci do Afelionu, aby odkryć swoją przeszłość. Czy będzie w stanie ją zaakceptować? Co jeśli okaże się, że nie wszystko jest takie, jak być powinno? Czy ud ajej się odkryć własne przeznaczenie?

„Losy króla słońca” to historia, która  była bardziej dynamiczna i wiele elementów układanki wpadało na swoje miejsce, co sprawiało, że czytanie jej było tak satysfakcjonujące. Pomimo powolnego tempa, akcja powieści nie była nudna ani monotonna i faktycznie sprawiła, że chciałam czytać dalej, aby dowiedzieć się więcej o wydarzeniach, postaciach i ich sekretach. Napięcie między Lor i Nadirem było zawsze wysokie i w końcu decydują się oddać temu, co czują ich serca. To ekscytująca część pełna akcji, gorącego romansu i niebezpiecznych intryg. Poprzez retrospekcje w końcu rozumiemy powód istnienia artefaktów i dowiadujemy się więcej o przodkach. „Losy króla słońca” to historia, która jest ekscytująca, było kilka zwrotów akcji i kilka zawiłych kwestii udało się rozwiązać, ale pojawiło się jeszcze więcej nowych zagadek do odkrycia. To wielowarstwową historia, którą nie mogłam się nią nacieszyć. Bardzo podobała mi się Lor, jej osobisty rozwój, który przechodzi w tej książce jest niesamowity.



W s p ó ł p r a c a    r e k la m o w a

Komentarze

Popularne posty