Recenzja Nisha J. Tuli „Tron królowej słońca”
Dziesięć kobiet. Śmiertelne współzawodnictwo. Tylko
jedna zdobędzie rękę Króla Słońca.
Młoda kobieta od dzieciństwa przebywa w niewoli, gdzie jej codziennością są
głód, przemoc i strach o życie. Tak wygląda Nostraza – świat uwięzionych w
państwie Króla Zorzy. Nieoczekiwany ratunek dziewczyna znajdzie, trafiając w
ręce Króla Słońca. Pewnego dnia obudzi się na jego dworze otoczona
niewyobrażalnym luksusem, uwagą służby i atencją monarchy. Ma to jednak swoją
cenę: zgodnie z tradycją trwającą od ośmiu tysięcy lat Lor będzie musiała
stawić czoła dziewięciu innym kandydatkom w śmiertelnie niebezpiecznych
zawodach.
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2024
Format: Książka
Liczba stron: 416
Cykl: Artefakty Uranosa
Tom I
„Tron królowej słońca” to początek niesamowitej serii
romantasy, po którą chciałam sięgnąć. Uwagę przykuwa przepięknie wykonana
okładka, która wydaje się wołać do czytelnika, aby pochwycił ją w swoje dłonie
i cieszył się intrygującą lekturą. Trafiłam na nieokrzesaną, waleczną i wygadaną
główną bohaterkę, która walczyła o to by zmienić swój los, dokonać zemsty,
którą poprzysięgła, kiedy była w niewoli. Czy uda jej się zrealizować swoje
plany? Wcześniej nie znałam pióra Nishy J. Tuli, dlatego też chętnie sięgnęłam
po powieść mając nadzieję na to, że zapewni mi wiele pozytywnych wrażeń. Dwanaście
lat więzienia może zmienić w potwora, aby przetrwać, trzeba toczyć zaciekłą
walkę niemalże o wszystko. Agresja strażników to raj, w przeciwieństwie do
trzech dni spędzonych bez jedzenia, wody, pozbawionych możliwości ochrony przed
zimnem i deszczem. Bycie zdanym na łaskę czających się stworzeń. Śmierć za
ufortyfikowanymi murami więzienia jest prosta, niemożliwe wydaje się
opuszczenie tego miejsca, a co jeśli istnieje sposób? Czy więźniarka może stać
się królową?
Główną bohaterką książki autorstwa Nishy J. Tuli pod
tytułem „Tron królowej słońca” jest Lor, jest młodą kobietą, która przez
większość swojego życia żyła w mrocznych głębinach okrytego złą sławą więzienia
Nostraza, gdzie każdy dzień to walka o przetrwanie. Kiedy po raz kolejny
zostaje wysłana, aby odbyć karę, dzieje się coś nieoczekiwanego. Zostaje
porwana i przewieziona do sąsiedniego królestwa, gdzie jest zmuszona wziąć udział
w zawodach o tytuł Królowej Słońca. Lor musi konkurować z dziewięcioma innymi kobietami,
a nagrodą jest serce Króla Słońca, czekają ją bardzo niebezpieczne próby, czy
będzie w stanie im podołać? Widzi tutaj szansę na poprawę swojego i jej rodzeństwa
losu, a także możliwość zemsty na królu, który sprawił, że jej dzieciństwo wyglądało
w taki, a nie w inny sposób. Musi jedynie przejść próby, nie dać się stłamsić
rywalkom i nie poddawać, brzmi łatwiej niż wygląda. Jak wiele uda jej się
osiągnąć? Czy gdzieś w tym wszystkim jest jakiś haczyk?
„Tron królowej słońca” to pierwszy tom cyklu Artefakty Uranosa i mam nadzieję, że na dalszą część nie przyjdzie nam zbyt długo czekać. Książka zakończyła się w taki sposób, że czułam chęć sięgnięcia po jej kontynuację. Bardzo polubiłam Lor, jest silną kobietą, która przetrwała bardzo wiele w swoim niezbyt długim życiu. Inne kandydatki były do tego turnieju przygotowywane od dawna i mają magiczną przewagę, natomiast Lor ledwo rozumie, co się dzieje. Braki doświadczenia nadrabia jednak determinacją i godnym pozazdroszczenia duchem walki. Podczas lektury zastanawiałam się, dlaczego ona tam jest? Dlaczego została wybrana? Jak mogłaby przetrwać w starciu z dziewięcioma kobietami, które przez większość życia przygotowywały się do tego wydarzenia? Nisha J. Tuli otwiera drzwi do urzekającego, potwornego świata, zbudowanego na antytezie dobra i zła. „Tron królowej słońca” to książka, która zachęciła mnie do sięgnięcia po kolejne tomy, czuję, że to dopiero początek i wiele przed nami. Budowa świata była intrygująca, opisy otoczenia i profile postaci były niesamowite. Tekst naprawdę przykuwa uwagę i wciąga w tą intrygującą opowieść, a ja chcę więcej.





Komentarze
Prześlij komentarz