Recenzja Erick Elis „Andromeda. Martwe niebo”
“Martwe Niebo” to pierwszy tom z Uniwersum Andromedy.
Przedstawia historię mieszkańców fikcyjnej planety M31-Ragu w galaktyce
Andromedy. Są to potomkowie kolonizatorów, którzy w 2126 roku n.e. uciekli ze
zniszczonej przez katastrofę klimatyczną Ziemi i udali się w nieznane.
Dewastując otaczający ich świat, ludzie nawet nie zauważyli, kiedy stali się
gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Na domiar złego, wybierając egzoplanetę i
opuszczając Drogę Mleczną, trafili z przysłowiowego deszczu pod rynnę. M31-Ragu
żyje dzięki energii bardzo kapryśnej gwiazdy Mitráḥ, która od ostatnich dekad
wykazuje wyjątkowo niską aktywność. W jedynym polis na planecie władzę sprawuje
krąg wzajemnej adoracji, oszukujący obywateli, że ma rozwiązanie, aby zapobiec
zbliżającej się katastrofie. Historie o przodkach i ich dorobku powoli odchodzą
w zapomnienie, a rząd stara się kontrolować każdą informację na swój temat,
pojawiającą się w przestrzeni publicznej.
Z tymi wyzwaniami będą musieli zmierzyć się główni bohaterowie: Alexander Brand
i Vera Armstrong. Niestety nadciągająca katastrofa i zaborczy Sol pociągający
za sznurki to nie ich jedyne zmartwienia. Uwikłani są także w niewygodne
tajemnice i swoje osobiste rozterki. “Martwe Niebo” to opowieść o pięknej,
dzikiej planecie z barwną florą i fauną oraz czterema księżycami na
nieboskłonie. To nie tylko science fiction, ale też dramat rodzinny i
społeczny. Historia kilku miłości, zarówno tych szczęśliwych, jak i
tragicznych, a zwłaszcza opowieść o rewolucji… która ma oczy niebieskie.
Wydawnictwo: Beyond the
Horizon
Rok wydania: 2023
Format: Książka
Liczba stron: 536
Cykl: Uniwersum Andromedy
Tom I
„Andromeda. Martwe niebo” to książka, która zwróciła na
siebie moją uwagę jeszcze zanim pojawiła się dumnie na półkach w księgarni.
Czuję, że Erick Elis sporo namiesza w świecie literackim. T nie tylko przemiłą
i sympatyczna osoba, która żyje napisaną historią równie mocno, co jej
przyjaciele. I wiecie, co? Nie ma się, co dziwić! Ta historia rozpoczęła pewien
cykl i bardzo dobrze, nie chcę zbyt szybko opuszczać świat, który dopiero, co
zaczęłam zwiedzać. Zaczęłam czytać książkę od fragmentów i już podczas nich
przepadłam, chciałam więcej tekstu, ponieważ ten drastycznie szybko mi się skończył.
No, jak tak można? Ogromną radość
sprawił mi fakt, że mogłam otrzymać swój egzemplarz do celów recenzenckich i
zaznajomić się z tym, co jeszcze nie udało mi się odkryć.
„Andromeda. Martwe niebo” przedstawia historię
mieszkańców planety, która mieściła się w galaktyce zwaną Andromedą, M31-Ragu zamieszkiwali potomkowie kolonizatorów z
ziemi, którą na nieszczęście dosięgła katastrofa. Wiele razy słyszało się, że jakieś
zwierze jest zagrożonym gatunkiem, czy roślina, jednak nie przywykliśmy do
myśli, że my sami możemy się okazać się zagrożeni wyginięciem. Trudno to sobie wyobrazić,
jednak taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Czy opuszczenie Drogi Mlecznej
okazało się właściwym wyborem? Niezbyt, M31-Ragu jest zależna od pewnej
gwiazdy, która ma coraz bardziej niską aktywność. Czy znowu trzeba będzie szukać
innego domu, zwłaszcza, że przywódcy okłamują swoich obywateli, co się stanie,
kiedy prawda wyjdzie na jaw? M31-Ragu jest niesamowitym miejscem, flora, fauna
i historia, a także sam klimat nie raz wprawił mnie w zaskoczenie. Alexander
Brand i Vera Armstrong mają wiele rzeczy do roboty, zwłaszcza, że rządzący
prowadzą cenzurę przekazywanych informacji. Co będzie dalej? Czy uda się coś
zmienić i uratować kolejny świat?
„Andromeda. Martwe niebo” to niesamowita historia, która wciągnęła mnie w swój świat. Czułam się jak świeżo przybyły członek ekipy kolonizatorów, który poznaje nowy świat, który ma zostać domem. Byłam zaskoczona tym, jak wspaniały jest to debiut. Jeśli będziecie mieli okazję na zapoznanie się z książką Ericka Elisa nie wahajcie się nawet chwili. Wiem, że niezbyt często wypowiadam się tak o jakiejś książce, a to coś znaczy! W powieści mamy wielu bohaterów i wśród nich z pewnością znajdziecie swoich ulubieńców. Jedni będą was denerwować z innymi się utożsamicie, nie mogłam się doczekać, kiedy tylko ponownie pochwycę książkę w dłonie i zacznę ją czytać. Te chwile, kiedy nie mogłam oddać się lekturze były straszne, co jakiś czas moje myśli uciekały w stronę książki pozostawionej w domu. To był koszmar. „Andromeda. Martwe niebo” to książka, która czytała się sama, sprawiająca, że przeniosłam się do innego świata, znajdującego się pośród gwiazd. Erick Elis oddała powieści całe serce. Zaróno autorka jak i redaktorka pokazały, że książka, która jest debiutem może być dopracowana, dopieszczona i warta przeczytania każdego słowa.




Komentarze
Prześlij komentarz