[PATRONAT] Rozdział pierwszy Amelia Sowińska "Fury"
Rozdział 1
Iris
Pięćdziesiąt dni do opuszczenia zakładu karnego przez Fury’ego.
Skreśliłam w swoim małym, sekretnym kalendarzyku kolejną datę i
uśmiechnęłam się sama do siebie. W końcu go zobaczę. Wreszcie
będę miała okazję spojrzeć w oczy swojemu bohaterowi i podziękować mu za
poświęcenie, którego dokonał.
– Iris?
Podniosłam głowę i zmarszczyłam czoło, widząc zmartwioną Sarę. Co
jakiś czas zaglądała do mojego pokoju, by upewnić się, że wszystko ze mną w porządku.
Było dobrze. Naprawdę było, ale wciąż martwiła się tym, że unikam
kontaktu z ludźmi. Okej, unikanie było delikatnym niedopowiedzeniem, ale co
mogłam poradzić? Taka już byłam, stroniłam od wszelkich imprez i
mężczyzn. Szczególnie mężczyzn, chociaż szczerze polubiłam Bloody Blades.
Od jakiegoś czasu byli moim domem, jednym, na jaki mogłam liczyć.
Odgarnęłam długie włosy z twarzy i posłałam mojej przyjaciółce Sarze, czyli Bee, bo tak ją wszyscy nazywaliśmy, pokrzepiający
uśmiech.
– Nie musisz do mnie przychodzić co pół godziny. Jest w porządku,
naprawdę – powiedziałam szczerze, słysząc głośne dźwięki muzyki dochodzące z
parteru. – Widać, że dobrze się bawicie.
Kiwnęła głową, instynktownie kładąc rękę na brzuchu. Nie tak dawno
poinformowała nas, że wraz z Shadem spodziewają się dziecka. Pamiętam, jak
piszczałam z radości, gdy tylko się dowiedziałam. Odkąd zamieszkałam w ich
domu, bardzo się z Sarą zżyłam. Była mi siostrą, przyjaciółką i powierniczką prawie
wszystkich sekretów.
Dziewczyna podeszła bliżej i usiadła obok mnie na łóżku, patrząc
na kalendarz. Nie zdążyłam go schować, a gdy tylko Sara sprytnym okiem zauważyła imię Fury’ego, spłonęłam
rumieńcem.
– To nie jest…
– To, co myślę? – dokończyła z uśmieszkiem na ustach.
Westchnęłam głośno i zabrałam kalendarz, odkładając go na półkę.
Nie chciałam, by wiedziała, jak bardzo zależało mi na zobaczeniu Fury’ego, ale
kogo chciałam oszukać? Można było ze mnie czytać jak z otwartej księgi, tym
bardziej, że na samą wzmiankę o Furym rumieniłam się jak piwonia. Nie
potrafiłam kontrolować odruchów, za co przeklinałam się w myślach.
Sara
spojrzała mi w oczy zmartwionym wzrokiem.
– Iris…
– zaczęła ostrożnie. – Wiesz, że on nie może ci
odpisywać, prawda?
Kiwnęłam głową, ale i tak sięgnęłam po przygotowany list. Kolejny,
na który i tak pewnie nie dostanę odpowiedzi. Niestety zasady panujące w więzieniu w
Springfield były bardzo restrykcyjne.
– Przekażesz to Shade’owi? – Podałam jej kopertę i
popatrzyłam z nieskrywaną nadzieją, że kolejny raz spełni moją prośbę. –
Proszę, Bee. Nawet jeśli nie
odpowie, chciałabym, żeby wiedział, że ktoś na niego
czeka.
– Jestem
pewna, że zdaje sobie z tego sprawę – stwierdziła, zaciskając mocno usta, jakbym ją zdenerwowała.
Nie mogłam jej się jednak dziwić. Od ponad roku byłam męcząca, od
ponad roku wpychałam jej w
ręce swoje listy, a ona posłusznie przekazywała je mężowi.
Ale czy mogłam przestać? Czy mogłabym się pohamować i ignorować fakt, że ten
mężczyzna poświęcił dla mnie ponad rok swojego życia… że wziął na siebie karę za moje grzechy?
Nikt w Bloody Blades nie miał pojęcia, że to ja zabiłam
Amy, a nie Oscar. Z jakichś powodów Fury nie wyjawił im prawdy, a ja
nie czułam się odpowiednią osobą, by to prostować. Skoro taka była jego
decyzja, chciałam ją uszanować i pokazać mu tym samym, że mógł mi ufać. Że
byłam godna jego… czynów, jego…
– Iris? – Głos Sary wyrwał mnie z zamyślenia.
– Tak?
– Dołącz do nas. – Trąciła mnie łokciem i wskazała podbródkiem na
szafę. – Znajdźmy tam jakieś odjazdowe, imprezowe ciuchy i zaszalejmy.
– Jesteś w ciąży.
– To nie choroba – odpyskowała, pokazując mi język. –
A chłopcy naprawdę chcieliby spędzać z tobą więcej czasu.
– Siedzę im na głowie i tak bardzo długo – przypomniałam jej, czując
wyrzuty sumienia za wykorzystywanie ich gościnności.
– Bzdura! – prychnęła. – Jesteś członkiem rodziny, myszko. Tak
długo, jak tego potrzebujesz, tak Bloody Blades będą twoim domem, a
ty jego częścią. Nie pozbędziesz się nas tak łatwo.
Jak mogłabym? Zostali mi tylko oni. Moi rodzice od dawna nie żyli,
a babcia… Babcia
umarła z rozpaczy, gdy zaginęłam ponad cztery lata temu. Spędziłam trzy lata w
piekle na ziemi i prawda była taka, że wciąż nie mogłam się z tego otrząsnąć.
Za każdym razem, gdy zamykałam oczy, a sen odbierał mi kontrolę
nad myślami, widziałam go. Jego oczy, jego twarz, jego przeklęty, chciwy
uśmieszek. I dziewczyny. Każdą po kolei bez wyjątku.
Jenę, która zginęła najszybciej, bo najsilniej starała się wydostać. Megan,
która sama postanowiła odebrać sobie życie, i ją… Sonię, która została złamana na moich oczach, a ja nie
mogłam niczego zrobić, by ją uratować.
Czasami zastanawiałam się, dlaczego przetrwałam. Dlaczego
to właśnie mnie udało się przeżyć i chociaż nie chciałam się z tym zgodzić, znałam odpowiedź.
Przeżyłam, bo byłam uległa. Bo tak łatwo pogodziłam się ze swoim
losem i zadomowiłam się w lochach Gabe’a. Byłam łatwowierna, naiwna i potulna, a
instynkt przetrwania kazał mi siedzieć cicho i spełniać jego zachcianki.
Wstrząsnął
mną niechciany dreszcz wspomnień.
– Iris, nie wracaj tam – szepnęła Sara, widząc po mojej minie, że
odpływałam. – Wróć do mnie, wróć do nas. Do Fury’ego…
Ostatnie słowo dodała szeptem, jakby miało na mnie zadziałać jak
magiczne zaklęcie. I zadziałało.
Otworzyłam szeroko oczy i znowu poczerwieniałam na twarzy,
ściskając w palcach kopertę.
– Sądzisz, że on też
czasem o mnie myśli?
– Jestem tego pewna. Zawsze na widzeniach pyta, jak się czujesz,
jak sobie radzisz. Zawsze się uśmiecha, gdy o tobie opowiadamy. Musisz mi
zaufać, Iris. Wiem,
co mówię, mam nosa do takich spraw.
Uśmiechnęłam się nieśmiało i zaczesałam za ucho zbłąkany kosmyk
długich włosów.
– Naprawdę?
– Naprawdę. – Kiwnęła głową i podeszła do mojej szafy. – A teraz
choć na chwilę przestań o nim fantazjować i rusz tyłek na imprezę. Ten jeden
raz się zabaw.
Mogłabym? Mogłabym na chwilę odpuścić i spróbować zachowywać się
jak normalna dziewczyna?
Niepewnie wstałam z łóżka i popatrzyłam na sukienkę, którą Sara trzymała w
rękach. Dostałam ją od niej, ale nigdy wcześniej jej nie wkładałam.
– Włóż to. – Podała mi strój, uśmiechając się przebiegle. – A
ja przekażę twój list prezesowi.
– Umowa? – Uniosłam wysoko brew.
– Umowa. A teraz
czas, byś odzyskała trochę chęci do życia i wyszła z
tego ciemnego pokoju.
Dam
radę. Mogłabym
udawać, że to zwyczajny wieczór w gronie przyjaciół, ale i tak wiedziałam, że
myślami będę daleko od nich. W Springfield, obok Fury’ego, lub mój mózg powędruje w ciemniejsze zakamarki, prosto
do starej przepompowni.
Czasami zastanawiałam się, czy nie zasłużyłam na całe zło, które
mnie spotkało. Czy przypadkiem sama się o to nie prosiłam, będąc wzorową,
grzeczną stypendystką, która uczyła się najlepiej w szkole.
Bo właśnie takie wszystkie byłyśmy. Ja, Megan, Jena i Sonia.
Najlepsze, potulne, najgrzeczniejsze uczennice swojego nauczyciela.
Zostałam stworzona do bycia uległą, ale ze wszystkich sił pragnęłam z tym skończyć. Pytanie tylko, czy kiedykolwiek będę wystarczająco silna, by to zrobić.





Komentarze
Prześlij komentarz