[PATRONAT] Rozdział pierwszy Belle Aurora "Vik"

 



Rozdział 1

Nastasia

 

Miałam zamiar spieprzyć skurwielowi życie i dobrze się przy tym bawić.

Kto był tym skurwielem?

Viktor Nikulin.

Mój były chłopak. Mój były najlepszy przyjaciel. Mój były… pod każdym względem.

Ale dlaczego, Nastasio? Sprawia wrażenie takiego porządnego faceta. Troskliwego przyjaciela. Prawdziwego boga w łóżku. Kogoś, komu możesz zdradzić swoje najskrytsze sekrety. I, Boże w niebiosach, ten jego uśmiech. Dlaczego musisz spieprzyć mu życie?

Ponieważ zerwanie nigdy nie jest łatwe. I chociaż naprawdę starałam się, aby dla dobra naszych przyjaciół i bliskich sobie rodzin wszystko odbyło się w sposób cywilizowany, to Vik sprawiał kłopoty.

I przyznaję, że przez chwilę było mi naprawdę bardzo smutno.

Okej. Było mi smutno i płakałam przez cholernie długi czas. Rozpaczałam, użalałam się, lamentowałam i robiłam całą resztę tych gównianych rzeczy. Ale pewnego dnia obudziłam się i postanowiłam stać się dojrzałą kobietą, która potrafi zaakceptować to, co ją spotkało.

Tego samego dnia Vik obudził się i wybrał przemoc.

Trwało to całe miesiące wypełnione niepewnościami, ale kiedy w końcu dokonał się we mnie przełom, wyrzuciłam z siebie wszystko, co czułam. To było jak wystrzał ze strzelby.

Nie żebym liczyła, ale od naszego oficjalnego zerwania minęły sto trzy dni. I przez chwilę sytuacja była wyjątkowo niezręczna. Niezręczność, która w końcu zmieniła się w nieustającą wściekłość. Nie pomagała też świadomość, że widok równie wściekłego Vika wywoływał u mnie bardzo dziwną reakcję. Taką, po której człowiek zaczyna przygryzać wargi, mocno ściskać nogi i wiercić się z pragnienia. Jak dla mnie był to wystarczający dowód na to, że mam jakiś problem z głową.

Kiedy się kłóciliśmy, za każdym razem robiło się gorąco. Vik o tym wiedział. Wykorzystywał to. I, dobry Boże, czasami odgrywałam się w równie bezwzględny sposób.

Mój najstarszy brat, Sasha, postanowił zorganizować spotkanie biznesowe pod pozorem kolacji w swoim domu – jeśli to jego trzypiętrowe monstrum można nazwać domem – aby porozmawiać o nadchodzących wydarzeniach i nowych pomysłach dotyczących klubu. Obecność była obowiązkowa. Kiedy Sasha chciał, żeby ktoś przyszedł, robiło się to. Tak właśnie to wyglądało.

Czy robiło to z niego kogoś w rodzaju bossa?

Tak.

Czy skrycie rozkoszował się swoją władzą?

Każdy, kto go znał, wiedział doskonale, że tak właśnie było.

Interes kwitł. Krwawiące serca – kiedyś obskurny klub ze striptizem, teraz elegancki teatr burleski – przeszedł cholernie dużą transformację w ciągu ostatniego roku. I choć było to dziecko Sashy, byliśmy zaangażowani w rozwój tego miejsca w taki, czy inny sposób. Jakby nie patrzeć, wszyscy tam pracowaliśmy, byliśmy trybikami w doskonale naoliwionej maszynie, dzięki której lokal mógł funkcjonować.

Doprowadzenie tego przedsięwzięcia do upadku nie wchodziło w grę. Nasza rodzina szczyciła się tym, że wszystko, co robimy, jest legalne. I tak właśnie musiało być, jeśli nie chcieliśmy zrobić kroku w tył, z powrotem do obskurnego podziemia, gdzie jedynym zajęciem było handlowanie bronią, przemocą, narkotykami i kobietami.

Krwawiące serca musiały istnieć.

Drzwi wejściowe do mojego mieszkania otworzyły się, a potem zamknęły.

– O mój Boże – usłyszałam kobiece mruknięcie, a kiedy na schodach rozległy się szybkie kroki, zmarszczyłam brwi. Zdziwiłam się jeszcze bardziej, gdy dobiegły mnie słowa, wypowiadane przez tę samą, wyraźnie zdyszaną, kobietę:

– Już dobrze. Wszystko w porządku. Nic nam nie jest.

Co do diabła?

Odwróciłam się od umywalki, podczas gdy kroki stawały się coraz bliższe, a kiedy do łazienki weszła Mina, moja szwagierka, z szeroko otwartymi, pełnymi przerażenia oczami, od razu ruszyłam w jej stronę z uczuciem głębokiej paniki, która gwałtownie ścisnęła moje wnętrzności.

Cholera. Coś było nie tak.

Białą torbę, którą trzymała w ręku, zauważyłam dopiero wtedy, gdy rzuciła ją w moją stronę. Złapałam ją niezdarnie, sprawiając, że coś zagrzechotało w jej wnętrzu.

– Co się stało? – krzyknęłam, ale ona tylko stała tam, przygryzając paznokieć kciuka i mrucząc coś pod nosem. Jej długie brązowe włosy były związane w niski kucyk, miała na sobie spodnie do jogi, czarną koszulkę, jedną skarpetkę i klapki. Wyglądała okropnie.

Sekundę później oprzytomniała nagle.

– Wyjdź – rzuciła.

Kiedy wzrok jej brązowych sarnich oczu padł na mnie, położyła ręce na moich ramionach i zaczęła delikatnie pchać mnie do tyłu, aż znalazłam się za otwartymi drzwiami.

– Wyjdź!

Jak na tak drobną istotę, była zadziwiająco silna. Drzwi zatrzasnęły się tuż przed moją twarzą, a ja po prostu stałam tam, zdezorientowana jak diabli, z otwartymi szeroko ustami.

Po pierwsze, co to w ogóle miało znaczyć?! To był mój dom, do cholery. Jak mogła popychać mnie w moim własnym domu? Ale kiedy usłyszałam dobiegające zza drzwi jęki, mój gniew zniknął równie szybko, jak się pojawił.

Złapałam za klamkę i powoli ją nacisnęłam.

– Mina? Wszystko w porządku? – zapytałam, szarpiąc za klamką. – Kurduplu?

W mojej rodzinie było troje dzieci. Sasha, najstarszy, który po śmierci naszego ojca przejął rolę patriarchy. Lev, który urodził się jako drugi i którego dziwactwa spowodowały, że był tak samo cholernie irytujący jak czarujący. I ja, ostatnia, najmłodsza. Dziewczyna, która dorastała wśród gangsterów i kryminalistów, co nie robiło na niej żadnego wrażenia, bo choć było to dalekie od normalności, to dla niej było najnormalniejsze w świecie.

Kiedy jesteś nastolatką, a twoi bracia należą do jednej z grup rosyjskiej Bratvy… cóż, nietrudno sobie wyobrazić, jak barwne musi być to życie.

W dniu śmierci naszego ojca oczekiwano, że kontrolę nad Chaosem przejmie Sasha. Wydawało się to naturalnym obrotem spraw, a Sasha nigdy nie robił rzeczy połowicznie. Tkwił w tym po same uszy, co oznaczało, że i my byliśmy w to zaangażowani na całego.

Widziałam, słyszałam i brałam udział w takim gównie, w którym żaden nastolatek nie powinien nigdy uczestniczyć. I nie trzeba było długo czekać, aby Sasha doszedł do tego samego wniosku.

Wymagało to trochę przekonywania, ale udało mu się ostatecznie wykręcić od tej roli i już po krótkim czasie pozbawiony odpowiedniego przywódcy Chaos zaczął się rozpadać. Niedługo później wieści o złym zarządzaniu i kłótniach pomiędzy firmami dotarły do Bratvy. Mateczka Rosja wzięła nas na celownik. A kiedy Bratva każe się wycofać i rozwiązać, to tak właśnie się robi.

Teraz wszystkie rosyjskie firmy działały na własną rękę. Nie miały już żadnego potężnego zaplecza. I chociaż odnosiłam wrażenie, że Sasha czasami tęsknił za tamtym życiem, wiedziałam, że zrobił to ze względu na mnie.

Ponieważ rodzina była wszystkim.

Drzwi do łazienki otworzyły się gwałtownie i zobaczyłam Minę, zlęknioną jak gazela pijąca z wodopoju, z plastikowym kubkiem wypełnionym jasnożółtym płynem w ręku. Zauważyłam też, że w drugiej ręce trzyma prostokątne pudełko. Zmarszczyłam brwi.

Jej głos drżał, gdy szepnęła błagalnie:

– Pomóż mi.

Musiało minąć około dziesięciu sekund, zanim wszystkie puzzle w mojej głowie wskoczyły na swoje miejsce.

– Mina – powiedziałam przez gwałtownie ściśnięte gardło.

– Wiem – przytaknęła ze łzami w oczach.

Próbowałam się odezwać, ale nic z tego nie wyszło.

Ponownie kiwnęła głową.

– Wiem – Tym razem ton jej głosu był wyższy.

W końcu odzyskałam głos i zapytałam łagodnie:

– Jesteś pewna?

Wydała z siebie śmiech przepełniony niewylanymi łzami.

– Hm…

Sięgnęła po białą torebkę, odwróciła ją do góry nogami i wysypała całą jej zawartość na białe kafle, którymi wyłożona była podłoga w mojej łazience. Dziewięć różnych marek testów ciążowych wskazywało na to, że nie była.

– Okej – powiedziałam spokojnie.

– Boję się – wykrztusiła mała kobieta i, do jasnej cholery, złamało mi to serce.

– Posłuchaj – spróbowałam racjonalnego podejścia – to nie jest problem. Jesteście małżeństwem. Kochasz go. Nie jesteś byle nastolatką, która zrobiła to z rozgrywającym pod trybunami, wpadła, a teraz zostaje wyrzucona z domu, żeby mieszkać z babcią.

Ale Mina mnie nie słuchała. Usiadła ze skrzyżowanymi nogami na zimnej podłodze, otworzyła każde pudełko, po czym wyjęła jeden test, a kiedy jej palce zaczęły się za bardzo trząść, zaczęła rozrywać kartonowe opakowanie zębami.

Uniosłam brwi.

O tak. Świetnie, naprawdę świetnie.

Oddychając nieregularnie, próbowała przeczytać instrukcję i mówiła do siebie.

– Jak mam to zrobić?

– To zależy. Niektóre z nich zanurzasz i czekasz, a inne wymagają wlania kilku kropel do małego otworu.

Zastygła, uniosła na mnie wzrok i zamrugała zdziwiona.

– Robiłaś to już wcześniej?

Moje oczy rozszerzyły się na chwilę, a następnie powiedziałam tylko jedno słowo:

– Tak.

Dwóch mężczyzn. Przez całe moje życie byłam tylko z dwoma mężczyznami. Z jednym z nich, tym, z którym byłam krótko zaręczona, za każdym razem używaliśmy prezerwatywy. Drugim był Vik, który sprawiał, że moją głowę zaprzątał jedynie dotyk jego palców przesuwających się w dół mojego kręgosłupa. Odkąd skończyłam dziewiętnaście lat, nie zakładał prezerwatywy, więc tak, wiedziałam, jak używa się testu ciążowego.

Pomogłam jej. Powiedziałam, że nie musi używać wszystkich dziewięciu, ale ona wciąż mi je podawała i zanim się zorientowałyśmy, blat mojej szafki pokrywały białe, plastikowe patyczki. Odczekałyśmy pełne trzy minuty i były to trzy minuty całkowitej ciszy. Jedno spojrzenie na Minę dało mi do zrozumienia, że nic, co powiem, nie odwróci jej uwagi od tego, co działo się w jej głowie.

Kiedy czas czekania się skończył i zaczęłam sprawdzać testy, poczułam ulgę. Spojrzałem na Minę i uśmiechnęłam się ciepło.

– Widzisz? Wszystko jest dobrze, maleńka. – Podniosłam jeden z testów. – Nie jesteś w ciąży.

Wszystkie emocje, które jeszcze przed sekundą wyraźnie malowały się na jej twarzy, nagle zniknęły. Wyjęła mi test spomiędzy palców i wpatrywała się w niego pustym wzrokiem. Następnie spojrzała na wszystkie pozostałe, wciąż z tym samym, jakby nieobecnym wyrazem twarzy. Kiedy jednak usiadła na zamkniętej klapie toalety, jej dolna warga zaczęła drżeć.

Och, słodka dziewczynka.

– Miałaś stracha. To musiało być stresujące – powiedziałam ze zrozumieniem.

– Nic nie rozumiesz – odpowiedziała tym wciąż mokrym od niedawnych łez tonem.

Zdławiłam nagłą chęć rzucenia jakiejś szyderczej riposty.

– Rozumiem. Naprawdę. Ale wszystko jest w porządku, Mina.

Pokręciła głową i zamrugała, strząsając rzęsami kilka łez.

– Tak nie powinno być.

– Powinno – zapewniłam, kładąc dłoń na jej kolanie i ściskając je lekko.

Mina spojrzała na podłogę, jej twarz zaczęła drżeć, po czym uniosła dłonie i zakryła oczy. Płakała.

Nie, nie płakała.

Szlochała. To było rozdzierające ciało, rozpaczliwe łkanie.

Zmarszczyłam brwi, byłam zakłopotana i zdziwiona.

– Hej – zaczęłam łagodnie i kucnęłam przed nią. – Co jest grane?

Nie przestawała płakać, a kiedy odsunęła ręce, przewróciła zaczerwienionymi oczami, wzruszyła ramionami i zaśmiała się w sposób, który pozbawiony był choćby cienia wesołości.

– Nie wiem – odparła trzęsącym się głosem.

I wtedy mnie olśniło.

– Chciałaś, żeby wynik był pozytywny? – zapytałam powoli.

Zamknęła oczy, opuściła głowę, a gdy znów zaczęła szlochać, skinęła głową.

Ożeż w mordę.

Objęłam ją ramionami i trzymałam mocno, a ona wybuchnęła głośnym płaczem. Jej strata zaczęła boleć mnie niemal równie mocno, a kiedy poczułam szczypanie w oczach, westchnęłam cicho i zadałam pytanie:

– Dlaczego mi nie powiedziałaś?

– Nie staramy się, ale źle się czułam i gdy pomyślałam, że mogę być… – mówiła z twarzą wtuloną w moje ramię, nieszczęśliwa. – Bałam się, ale kiedy o tym myślałam… wtedy czułam się szczęśliwa. Że byłoby miło, gdyby Lidi miała brata lub siostrę… zaczęłam planować, gdzie mógłby być pokój dziecinny i zastanawiać się, jak dziecko mogłoby wyglądać… a teraz…

Wzięła głęboki wdech.

– Skończyło się, zanim w ogóle się zaczęło – dokończyła drżącym głosem.

Uścisnęłam ją, delikatnie gładząc po plecach.

Jej niespójny bełkot nie powinien mieć sensu, ale miał. A ja czułam, jak smutek ściska mnie za serce.

Wstałam, chwytając ją za rękę i wycierając łzę, spływającą wolno po moim policzku.

– Słuchaj – powiedziałam. – Jeśli tego chcesz, to tak się stanie. Teraz po prostu nie był odpowiedni czas, okej?

Mina zaczęła się uspokajać.

– Chyba tak.

– Jeśli chcesz mieć dziecko, musisz porozmawiać z Lvem, przerwać stosowanie antykoncepcji i zacząć się starać. Wiesz, tak naprawdę się starać. Rozumiesz, co mam na myśli?

Wydała z siebie coś w rodzaju krótkiego parsknięcia, a ja uśmiechnęłam się szeroko, po czym z trudem zapanowałam nad żołądkiem, który podszedł mi do gardła, gdy pomyślałam o moim bracie wtryskującym swoich małych pływaków do wnętrza Miny, ale przecież tak właśnie się to odbywało.

– Idź do domu i uwiedź mojego brata. Ciesz się procesem – zachęciłam ją, szybko powracając myślami do swojej łazienki. – Uda się, Mina. Jestem pewna.

Pomogłam jej umyć twarz i ponownie przytuliłam, po czym wysłałam w drogę do domu. Wróciłam do łazienki, żeby posprzątać, a kiedy wyrzuciłam zużyte testy ciążowe i wytarłam zlew, myśl o kolejnej siostrzenicy lub siostrzeńcu, którego mogłabym rozpieszczać, sprawiła, że zaczęłam się uśmiechać. To przyjemność, którą mogą mi dać tylko Lev i Mina, bo byłam pewna, że Sasha nie zamierzał mi tego zapewnić.

To nie tak, że był niewiernym i rozwiązłym dziwkarzem albo że miał problemy ze stawaniem na wysokości zadania. Właściwie to było wręcz przeciwnie.

Nie widziałam Sashy z kobietą od lat, choć akurat to nie miało większego znaczenia. Byłam pewna, że on wciąż z jakimiś się spotyka, po prostu był niezwykle dyskretny. A tak długo, jak nie chciał przedstawić nam jakiejś kobiety, tak długo mogłam być cholernie pewna, że nie zamierza mieć z nią dziecka.

Kiedy wieczorem tego samego dnia dotarłam do domu Sashy i zobaczyłam zaparkowane pod nim samochody, wiedziałam, że niemal na pewno jestem ostatnia, zresztą jak zwykle. Weszłam do środka i od razu dobiegł mnie głos najstarszego brata:

– Mieszkasz tak blisko, Nastasio. Naprawdę zawsze musisz się spóźniać?

Tak, byłam ostatnia.

Stał z rękami na biodrach i grymasem niezadowolenia na twarzy, niczym zawiedziony ojciec. I tak też wyglądał, w tym swoim ciemnoszarym garniturze i z postawą aż emanującą zniecierpliwieniem.

Zdjęłam płaszcz i powiesiłam go w szafie w holu, a następnie podeszłam do niego, uśmiechając się szeroko.

– Ciebie też miło widzieć, bracie.

Kiedy znalazłam się wystarczająco blisko, stanęłam na palcach i pocałowałam go przelotnie w policzek. Wciąż wpatrywał się we mnie, a jego złote oczy lekko pociemniały. Przewróciłam oczami i wyminęłam go.

– Wyluzuj. Boże, przecież już jestem. Zjedzmy coś.

Kierując się odgłosami rozmowy, weszłam do salonu i stanęłam w miejscu.

– Nareszcie – powiedziała Mina.

– Nastasiu, czy ty zawsze musisz się spóźniać? Mina jest głodna.

To był Lev.

Następna odezwała się Anika:

– Hej, skarbie.

Potem przyszedł czas na Corę.

– W samą porę, suko.

Ale mój wzrok utkwiony był tylko w jednym punkcie.

Vik podniósł się, gdy tylko usłyszał moje imię, z moją trzyletnią siostrzenicą, Lidiyą, wiszącą do góry nogami w jego muskularnych ramionach, chichoczącą, z loczkami związanymi w kucyki zwisającymi z jej głowy. I wtedy moja macica się przebudziła.

Zerżnij mnie młotem pneumatycznym.

Proszę, Boże. Błagam cię. Miej litość.

Już sam widok tego ciemnowłosego, niebieskookiego, postawnego i będącego najpiękniejszą, wytatuowaną wersją samego siebie mężczyzny był wystarczająco trudny, ale zabawa z dzieckiem?

Och.

Moje serce nie miało z tym szans. Żadnych.

– Nas.

To było wszystko, co powiedział.

Poczułam, że moje ramiona pokrywają się gęsią skórką, zupełnie jakby jego gładki jak whisky głos wydobywał się cichym szeptem z jego ust niemal muskających moje ucho. Jego intensywne spojrzenie pieściło mnie z drugiego końca pokoju. Czułam go wszędzie.

To nie było nic nowego. Właśnie tak się działo, gdy byliśmy razem. Właśnie tak silny wpływ każde z nas wywierało na to drugie.

Najlepszą rzeczą, jaką mogliśmy zrobić dla dobra wszystkich wokół, było dogadanie się i przez jakiś czas tak właśnie było. Ale ostatnio Vik miał ochotę na kłótnie.

Dlaczego byłam tego taka pewna?

Bo robił wszystko, co tylko możliwe, żeby mnie sprowokować. I wcale nie starał się tego ukryć. Jeśli nie kwestionował każdej mojej decyzji, to bezczelnie flirtował z tancerkami w Krwawiących Sercach albo stroił sobie niewybredne żarty, żeby wyprowadzić mnie z równowagi. Wiedziałam, że cierpi, więc trzymałam się w ryzach, ale na Boga, moja cierpliwość powoli się wyczerpywała.

Krótko mówiąc, Vik wymierzał mi karę. Znowu.

– Jedzmy – rozległo się głośne westchnienie stojącego tuż za mną Sashy.

Rozmowa przeniosła się do jadalni, a gdy wszyscy zajęli już swoje miejsca, brat od razu przeszedł do rzeczy. Powinnam była słuchać, ale mój umysł był skupiony na mężczyźnie siedzącym naprzeciwko. Mężczyźnie, który wyglądał, jakby rozbierał mnie wzrokiem.

Przełknęłam z trudem i poruszyłam się niespokojnie na swoim krześle, patrząc w dół na talerz z nietkniętym jedzeniem.

Kiedy ponownie spojrzałam na obiekt moich myśli, jego wzrok powędrował do mojego gardła, a sposób, w jaki uniósł się jeden z kącików jego ust zdradził, że zauważył moją reakcję.

Boże, wyglądał niesamowicie w czarnych dżinsach, jasnoszarym henley’u i białych sneakersach Lacoste Court-Master, które kupiłam mu tylko dlatego, że myślałam, że będą na nim świetnie wyglądać.

Uwaga spoiler – tak było.

Siedział tam, z ciemnymi włosami wycieniowanymi po bokach i starannie ułożonymi na górze, a moje dłonie zacisnęły się pod stołem w pięści, gdy nagle zapragnęłam przeczesać je palcami. Niemal czułam, jak jego starannie przycięty zarost drapie mnie po wewnętrznej stronie uda.

Przeszedł mnie dreszcz.

Podniosłam widelec i trzymałam go z roztargnieniem.

I wszystko zaczęło się pieprzyć.

Mój wzrok skupił się na łuku kupidyna jego pełnej górnej wargi. Już samo patrzenie na niego było słodką torturą. Kiedy czubek jego języka wysunął się i przesunął po dolnej wardze, widelec wypadł mi z ręki i z brzękiem upadł na talerz. Wtedy wszyscy zaczęli się na mnie gapić.

– Co o tym myślisz, Nastasiu? – zapytał Vik, mrugając powoli. Wiedział doskonale, że nie słuchałam.

Och…

– Co?

Taka właśnie była moja jakże inteligentna i wypowiedziana chrapliwym głosem odpowiedź.

– Co myślisz o tym, co powiedział Sasha – podpowiedział, przesuwając palcami po wilgotnych ściankach kieliszka.

– Myślę, że to świetny pomysł – odpowiedziałam, mrużąc oczy.

– Mogłabyś przynajmniej udawać, że słuchasz. – Uśmiechał się, ale jego oczy były śmiertelnie poważne. – Ale jakoś wcale mnie to nie dziwi, wiem przecież, jak nieodpowiedzialna jesteś.

Nieodpowiedzialna?

Mój żołądek zacisnął się boleśnie.

Skurwiel.

Cóż, chyba naprawdę to robiliśmy.

– Jesteś pewna, że zrozumiałaś, o czym rozmawialiśmy?

Spokojny szum krwi krążącej w moich żyłach zmienił się we wściekłe wrzenie.

– Sasha używa trudnych słów. Wiem, jak bardzo potrafi ci to czasami namącić w głowie.

– Proszę was – powiedziała błagalnie Mina, ale szybko została zagłuszona, bo dokładnie w tej samej sekundzie rozległo się głośne westchnienie Cory:

– Czy możemy tego uniknąć?

– Mam nadzieję, że nasza rozmowa w pełni cię zadowala – powiedział Vik, po czym podniósł kieliszek i upił z niego łyk. – Może gdzieś, ktoś prowadzi inną rozmowę, z której miałabyś większy pożytek. Wciąż pamiętam, że zawsze, gdy kończysz rozmawiać ze mną, lubisz przejść na francuski.

Anika lekko sapnęła.

Ja pierdolę. On naprawdę to zrobił.

Poczułam, jak wzbiera we mnie wściekłość.

– Co to ma znaczyć? – zapytałam, pochylając się lekko.

– Jesteś mądrą dziewczyną. Na pewno dasz radę to rozgryźć.

Wstałam tak gwałtownie, że moje krzesło zazgrzytało o podłogę.

– Kuchnia, teraz – wycedziłam przez zaciśnięte zęby, celując w niego palcem.

Odgłosy kroków wskazywały na to, że za mną idzie, a kiedy weszłam do następnego pomieszczeni. Otworzyłam drzwi do spiżarni, niemal go tam wepchnęłam, po czym zamknęłam za nami.

– Jesteś niemożliwy – wysyczałam cicho i odwróciłam się do niego ze złością w oczach. – O co ci, do cholery, chodzi?

Vik skrzyżował ręce na piersi z miną wskazującą na obojętne znudzenie.

Nie waż się. Nie waż się zachowywać, jakby nic cię to nie obchodziło. Nie, kiedy oboje wiedzieliśmy, jak jest naprawdę.

Nienawidziłam tego.

– Staram się, Vik – zaczęłam mówić niemal błagalnym szeptem. – Naprawdę się staram. Myślisz, że to wszystko jest dla mnie łatwe? – Poruszyłam się niespokojnie. – Widzę cię w pracy. Widzę cię w domu. Jakimś cudem jesteś wszędzie tam, gdzie ja. I przyjmij do wiadomości, że twoje bycie dupkiem w niczym mi nie pomaga. Jeśli mam być całkowicie szczera, to wręcz boli.

Ale Vik stał tam tylko, jakby w ogóle mnie nie słyszał.

– Ależ przecież tego właśnie chciałaś, Nas – mruknął w końcu obojętnie. – Nigdy nie mówiłem, że będę udawał zadowolonego z całej tej sytuacji.

Czy on mówił poważnie?

Nie. Nigdy tego nie chciałam.

– Naprawdę nie możemy się po prostu dogadać? Dla dobra wszystkich?

– Dogadać się? – Jego oczy pociemniały. Zrobił krok w moją stronę, potem kolejny. – Tego właśnie chcesz?

Dlaczego musiał być taki przystojny?

Dlaczego podwinął w ten sposób rękawy, zmuszając mnie do patrzenia na jego przedramiona z lekko widocznymi żyłami? Niech go szlag. Wiedział, jak bardzo mi się to podoba.

Poza tym, dlaczego wszystko musiało się kończyć kłótnią? Byłam już nimi tak bardzo zmęczona.

Nie żebym miała coś przeciwko temu, jak nasze kłótnie się kończyły, bo przecież wszystkie kończyły się tak samo.

Gdy tylko zdałam sobie sprawę z tego, co robimy, wciągnęłam gwałtownie powietrze, a moje oczy się rozszerzyły. Gniew zniknął z mojej twarzy, a ja szybko przykleiłam do niej ogromny uśmiech, na którego wcale nie miałam ochoty.

– Nie, nie, nie, nie, nie – wyszeptałam pośpiesznie, a kiedy spróbował się odezwać, uciszyłam go, przyciskając palec do jego ust i lekko je przygniatając. Mój głos przybrał łagodny, pogodny ton.

– Wewnętrzne głosy. Zachowujemy spokój. Nie kłócimy się. Wszystko jest dobrze. Jesteśmy szczęśliwi, uśmiechamy się i jesteśmy dwojgiem dorosłych, którzy po prostu rozmawiają. To wszystko.

Zaśmiałam się wymuszenie.

– Dobrze się bawimy.

Vik cały czas obserwował mnie uważnie, a ze sposobu, w jaki zmarszczył brwi, wywnioskowałam, że ta nagła zmiana sytuacji wprawiła go w zakłopotanie.

– Dlaczego zachowujesz się tak dziwnie? – zapytał.

– Nie zachowuję się dziwnie. – Mój uśmiech zadrżał, ale tylko nieznacznie.

– Właśnie, że tak.

Pokręciłam głową, czując, że policzki zaczynają mnie już boleć.

– Mylisz się. Po prostu próbuję uniknąć konfliktu.

– Dlaczego? – Ściągnął brwi, nabierając podejrzeń. – Nigdy wcześniej tego nie robiłaś.

Moje usta były szybsze niż umysł, choć szczerość była w tej chwili gorszym rozwiązaniem od jakiegokolwiek kłamstwa, które mogłabym wymyślić.

– Bo jeśli będziemy się kłócić, to zaczniemy się całować. A jeśli zaczniemy się całować, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że twoja ręka znajdzie się w moich majtkach. A wtedy dojdę i będę chciała, żebyś mnie posiadł, jak kundel kradnący chwile rozkoszy z rasową suką. I to jest sytuacja, której staram się uniknąć.

Powiedziałam to. Byłam tak zmęczona tym, co się między nami działo, że nie dane mi było nawet się zarumienić.

Widziałam wyraźnie, że moje wyznanie było ostatnią rzeczą, jaką spodziewał się usłyszeć. Jego ciało rozluźniło się nieznacznie, po czym odbił piłeczkę na swój typowy, cwaniacki sposób:

– Dlaczego? Brzmi tak, jakby wszyscy dobrze się bawili.

Tak było.

Szlochałam, ale moja rozpacz była czysto wewnętrzna. Naprawdę tak właśnie było.

Mój sztuczny uśmiech powoli zgasł.

– Nie chcę się kłócić. – Próbowałam zapanować nad głosem, ale nie udało mi się ukryć jego drżenia.

– Ale przecież wtedy jest nam o wiele lepiej.

Jego muskularne ciało zbliżało się coraz bardziej, zmuszając mnie do cofania się, aż w końcu uderzyłam tyłkiem o ścianę. Zadrżałam, uświadamiając sobie nagle, do czego to wszystko zmierza, a moje serce zamarło.

– Pamiętasz?

Och

Byłam w pułapce.

Lodowato niebieskie oczy trzymały mnie w niewoli, gdy z zachowaniem perfekcyjnego spokoju powiedział:

– Nie chcę tego.

Coś gwałtownie skręciło mi trzewia.

– Nie chcesz, żebyśmy przestali się kłócić?

Próbowałam poukładać to sobie w głowie.

Sposób, w jaki przesunął kciukiem po swoich wargach, spokojnie, bez pośpiechu, sprawił, że zapragnęłam ich posmakować.

– Nie. – Pokręcił głową.

Czułam, że jeszcze chwila i wybuchnę płaczem, ale wtedy z jego ust popłynęły dalsze słowa:

– Chcę znów poczuć twoją pasję. Chcę mojej dzikiej dziewczyny. Chcę ciebie. W moim samochodzie, w moim łóżku, przy moim boku. Chcę być wewnątrz twojej głowy, podczas gdy ja wbijam się w twoje ciało.

Poczułam się, jakby ktoś właśnie uderzył mnie potężnie w splot słoneczny, ale on kontynuował, z każdym słowem coraz bardziej mnie niszcząc.

– Ponad dziesięć lat razem i myślisz, że tak po prostu pozwolę ci odejść w radosnych podskokach tylko dlatego, że masz wątpliwości? Nigdy w życiu.

Podbrzusze zalała mi fala gorąca.

Cholera. Jak miałam zareagować na coś takiego?

Vik sięgnął w górę, skupiając wzrok na punkcie przy mojej skroni i przesuwając zbłąkany kosmyk włosów za ucho.

– Byliśmy szczęśliwi raz i będziemy szczęśliwi znowu. Jestem dobry w dawaniu ci czasu, więc będę to robił. Ale to, co dzieje się teraz? To coś stałego. – Zawiesił na chwilę głos, po czym dokończył: – Zawsze byliśmy ty i ja, Nas.

Miał rację. Tak było.

Poczułam, że gdy wypowiedział te słowa, te same, które powtarzaliśmy sobie od samego początku, gdzieś głęboko we mnie coś pękło.

Na zawsze i na wieczność.

– Nie rób tego – szepnęłam, z trudem otwierając zaschnięte usta.

Dlaczego nie mógł po prostu odpuścić? Pozwolić mi odejść?

Vik oblizał wargi, spojrzał mi prosto w oczy i roztrzaskał moje serce na tysiące drobnych kawałków.

– Byłaś moją dziewczyną, odkąd byłem chłopcem i niech mnie piekło pochłonie, jeśli w dniu, w którym spotkamy naszego stwórcę, nie będziemy trzymać się za ręce.

Czułam, jak wraz z tymi cicho wypowiadanymi słowami opuszczają mnie ostatnie chęci do dalszej walki. I, kurwa mać, chciało mi się płakać. Jeżeli jest możliwe, żeby serce zamarło, to moje właśnie to zrobiło.

Nie mogłam normalnie oddychać, a moje kolana prawie się poddały. Z jękiem przycisnęłam dłonie do oczu.

– Nie możesz mówić mi takich rzeczy, Vik – oświadczyłam chwilę później, opuszczając ręce i patrząc na niego błagalnie. – Jeśli nadal będziesz to robił, to nigdy nie przestaniesz mieszać mi w głowie.

– To świetnie.

Poruszył się tak szybko, że nie zdążyłam zareagować, a kiedy zbliżył swoje usta do moich… wstyd przyznać, ale straciłam kontrolę.

Całowaliśmy się tak, jak się kłóciliśmy. Brutalnie, ostro i z zamiarem przejęcia kontroli.

Ani na chwilę nie odrywając się od niego, pchnęłam go na półkę z taką siłą, że leżące na niej różne przedmioty przesunęły się z łoskotem. Wpijał się w moje usta, a jego ramiona oplotły mnie, jedno wyżej, na plecach, drugie niżej, z dłonią ściskającą mocno mój tyłek. Bolało, ale był to ból z rodzaju tych, które sprowadzają rozkosz. Jego język dotykał mojego, a moje biodra wysunęły się do przodu. Vik mruknął mi prosto w usta, a ja, jęcząc, sięgnęłam w górę i chwyciłam przód jego koszuli, jednocześnie odpychając go i przyciągając bliżej siebie.

Podniósł mnie i przycisnął do ściany. Uderzyłam w nią tyłem głowy, po czym jęknęłam z bólu.

– Przepraszam – wydyszał, a następnie pocałował mnie tak głęboko, tak desperacko, że mogłabym przysiąc, iż na jedną chwilę nasze dusze się połączyły.

Otaczały nas rozmaite odgłosy obijających się o siebie rozmaitych przedmiotów, a mnie przemknęła przez głowę myśl, że nie obchodzi mnie, czy właśnie odstawiamy przedstawienie, którego odgłosy rozchodzą się poza otaczające nas ściany.

Moje nogi same owinęły się wokół niego, a jego przedramię złapało mnie i uniosło wyżej. Byłam w tej pozycji tyle razy w ciągu całego swojego życia, że chyba weszło mi to już w krew. Moje majtki były przesiąknięte wilgocią i zapewne byłabym tym zażenowana, gdyby nie napierający na mnie gruby, nabrzmiały i pulsujący członek.

Początkowo nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale nagle zauważyłam, że nasze pocałunki stały się bardziej delikatne, aż w końcu całowaliśmy się powoli, niemal czule, co przypomniało mi nasze niedzielne poranki. Gdy kochaliśmy się nieśpieszne i zmysłowo.

Poruszał biodrami, jednocześnie kołysząc się tuż przy mnie i wsuwając język pomiędzy moje wargi, a ja zobaczyłam gwiazdy. Byłam na granicy orgazmu.

I wtedy to się stało.

Co ty wyprawiasz, Nas?

Ta natrętna myśl popsuła mi nastrój i oblała lodowatą wodą moje rozbuchane libido.

Smutna i już opłakująca utratę jego ust, pozwoliłam mu całować się jeszcze przez kilka sekund, po czym odezwałam się, wciąż czując na sobie jego wargi.

– Przestań.

Niechętnie, ale najpierw zwolnił, a potem z przeciągłym westchnieniem oderwał swoje wargi od moich. Gdy oparł czoło na moim ramieniu, dysząc ciężko, mimowolnie sięgnęłam w górę, by pogłaskać go po szyi.

Kochałam tego mężczyznę. Kochałam go w sposób, którego nikt inny nie potrafiłby odtworzyć. Ale jeśli nie był gotów dać mi całego siebie, nie mogłam znów się w to pakować.

Zasługiwałam na więcej.

Uniósł głowę i spojrzał na moje nabrzmiałe wargi. Chciał coś powiedzieć, ale w tym samym momencie rozległo się pukanie w drzwi spiżarni.

– Jesteście tam?

To była Mina.

– To brzmiało jak dwa szopy walczące w koszu na śmieci. – Zrobiła pauzę. – Wszystko w porządku?

Vik powoli opuścił mnie na podłogę, cały czas wnikliwie studiując moją twarz, jakby próbował zapamiętać każdy jej szczegół. Gdy moje stopy dotknęły podłogi, puściłam przód jego koszulki i wygładziłam palcami pognieciony materiał. Zrobił krok w tył, a wtedy zachwiałam się, rażona nagłym uczuciem utraty ciepła jego ciała.

Przyglądaliśmy się sobie uważnie, a kiedy z mojej twarzy zniknęło całe podekscytowanie, rysy Vika spochmurniały gwałtownie.

Nie wiedziałam co powiedzieć, więc po prostu w milczeniu przesunęłam się obok niego, muskając przy tym przelotnie jego palce, i otworzyłam drzwi do spiżarni.

Mina spojrzała na mnie, a jej brwi uniosły się aż do cholernej linii włosów.

– Och.

Wspaniale. Wyglądałam aż tak dobrze, co?

Wciąż czując ogień płonący pod skórą mojej twarzy i unikając jej spojrzenia, przeczesałam włosy palcami.

– To ja sobie już pójdę.

– Hm – mruknęła zamyślona, przyglądając mi się uważnie bez żadnego zażenowania.

Zanim zdążyłam wyjść z domu tylnymi drzwiami, co pozwoliło mi uniknąć sceny w salonie, usłyszałam głos Miny:

– Cudownie, Vik. Po prostu cudownie.

Nie czekałam na jego odpowiedź. Musiałam się stamtąd jak najszybciej wydostać.

Byłam bardziej mokra niż ostryga, napalona jak diabli i musiałam coś z tym zrobić.

Chyba można to zakwalifikować jako dbanie o własne zdrowie.





Komentarze

Popularne posty