[PATRONAT] Drugi rozdział "Słodka pokusa" Cora Reilly
ROZDZIAŁ DRUGI
Giulia
Mama
postawiła sprawę jasno – poznam Cassia dopiero na oficjalnej kolacji
zapoznawczej. Całe popołudnie miałam siedzieć zamknięta w pokoju, a rodzice i
mój przyszły mąż przedyskutują sobie w tym czasie moją przyszłość, jakbym była dwuletnim
dzieckiem bez prawa do własnego zdania.
Ale gdy usłyszałam dzwonek do drzwi,
wypełzłam z pokoju. Miałam na sobie ulubiony dżinsowy kombinezon, a pod nim
białą koszulkę na ramiączkach, z nadrukiem słoneczników. Szłam boso, dotarłam
więc na półpiętro bezszelestnie, uważałam, żeby żadna deseczka nawet nie
zaskrzypiała.
Uklęknęłam, żeby się przyczaić i
zerknęłam przez balustradę. Sądząc po odgłosach, rodzice wymieniali właśnie
powitalne uprzejmości z dwoma przybyszami. Tata pojawił się w moim polu widzenia,
dzięki czemu zauważyłam, że miał na ustach swój oficjalny uśmiech. Za nim szła
emanująca zachwytem mama. A potem zobaczyłam dwóch obcych mężczyzn.
Bez trudu zgadłam, który to Cassio.
Był znacznie wyższy od ojca i drugiego nieznajomego. Zrozumiałam, czemu
porównują go z Lucą. Był szeroki i wielki, a przez trzyczęściowy, granatowy
garnitur wyglądał jeszcze bardziej imponująco. Miał stalową minę. Nie
uśmiechnął się nawet do trzepoczącej rzęsami mamy. Przynajmniej jego kompan nie
sprawiał wrażenia, jakby ściągnęli go do naszego domu za karę. Cassio wcale nie
wyglądał staro, a już na pewno nie był gruby. Jego muskuły przebijały się nawet
przez te wszystkie warstwy materiału. Jego twarz sprawiała wrażenie, jakby
składała się tylko z ostrych krawędzi, a do tego nosił ciemny zarost. Jeden z
tych dopieszczonych, a nie wołających, że mężczyzna nie ma czasu o siebie
zadbać.
Cassio był dorosłym, imponującym
mężczyzną o wielkiej władzy. Ja właśnie skończyłam liceum. O czym niby mielibyśmy
ze sobą rozmawiać?
Uwielbiałam sztukę współczesną,
malarstwo i pilates. Jakoś wątpiłam, by człowiek jego typu przejawiał zainteresowanie
podobnymi rzeczami. Do jego ulubionych form rekreacji należały zapewne
torturowanie i pranie pieniędzy, no i może okazjonalne wypady na dziwki.
Niepokój ścisnął mi żołądek. Za niecałe cztery miesiące miałam spać z tym
mężczyzną, z tym obcym człowiekiem. Z człowiekiem, który być może zapędził żonę
na tamten świat.
Ukłuło mnie poczucie winy. Odgórne
założenia. Cassio stracił żonę i został sam z dziećmi. Może przeżywa właśnie
żałobę? Choć na to nie wyglądał.
Niemniej biorąc pod uwagę, że w
naszym świecie mężczyźni od maleńkości uczą się ukrywać uczucia, brak
zewnętrznych oznak emocji o niczym nie świadczył.
– Może więc udamy się do mojego
gabinetu na szklaneczkę najlepszego koniaku i pomówimy o
małżeństwie? – Tata wskazał dłonią w głąb korytarza.
Cassio przechylił głowę.
– A ja dopilnuję, żeby w kuchni
wszystko poszło, jak trzeba. Nasz kucharz szykuje prawdziwą
ucztę – powiedziała entuzjastycznie mama.
Cassio i jego towarzysz obdarzyli ją
sztywnymi uśmiechami zaciśniętych ust.
Czy ten człowiek kiedykolwiek śmieje
się szczerze, oczami i całym sercem?
Poczekałam, aż wszyscy rozejdą się w
swoją stronę, po czym pobiegłam na dół i zakradłam się do biblioteki
znajdującej się zaraz obok gabinetu taty. Przycisnęłam ucho do drzwi łączących
oba pomieszczenia, żeby podsłuchać rozmowę.
– Ten związek będzie dobry dla
ciebie i dla mnie, dla nas obu – powiedział tata.
– Powiedziałeś już Giulii?
Po raz pierwszy usłyszałam własne
imię wypowiedziane głębokim głosem Cassia i moje serce zabiło szybciej. Będę je
tak słyszeć do końca życia.
Tata odchrząknął. Nie widziałam go,
a i tak wiedziałam, że czuje się niekomfortowo.
– Owszem, wczoraj wieczorem.
– Jak zareagowała?
– Giulia ma świadomość, że
małżeństwo z podszefem to zaszczyt.
Przewróciłam oczami. Bardzo
żałowałam, że nie widzę ich twarzy.
– Feliksie, to nie jest
odpowiedź na moje pytanie – napomniał tatę z nutą rozdrażnienia w
głosie. – Nie będzie tylko moją żoną. Potrzebuję też matki dla moich
dzieci. Rozumiesz to, prawda?
– Giulia to bardzo troskliwa i
odpowiedzialna… Kobieta. – Wypowiedzenie
tego słowa przyszło tacie ze sporym trudem, natomiast do mnie dopiero po chwili
dotarło, że mówił o mnie. Nie czułam się jeszcze kobietą. – Od czasu
do czasu pilnuje bratanka i bardzo to lubi.
Rzeczywiście, gdy rodzina brata
wpadała w odwiedziny, to bawiłam się kilka minut z jego szkrabem, ale nigdy nie
zmieniałam pieluchy ani nie karmiłam dziecka.
– Mogę cię zapewnić, że
będziesz nią usatysfakcjonowany.
Poczułam ciepło na policzkach. Na
chwilę zapadła cisza. Czy Cassio i jego towarzysz źle rozumieli słowa ojca,
zresztą tak jak i ja. Tata ponownie odchrząknął.
– Powiedziałeś już Luce?
– Tak, zeszłej nocy, po naszej
rozmowie.
Zaczęli omawiać nadchodzące spotkanie
z capo. Na moment odleciałam, zanurzyłam
się we własnych myślach.
– Muszę zadzwonić do domu. Poza
tym chcielibyśmy z Faro trochę się odprężyć przed kolacją. Mamy za sobą długi
dzień – powiedział Cassio.
– Naturalnie. Możecie udać się
tam, przez te drzwi. W bibliotece jest spokojnie. Mamy jeszcze dobrą godzinę do
kolacji.
Odsunęłam się na miękkich nogach od
drzwi, zza których dobiegły odgłosy kroków. Klamka się poruszyła. Skoczyłam za
jeden z regałów i mocno do niego przywarłam. Spojrzałam w stronę drzwi. Cassio
i Faro weszli do środka. Tata posłał im jeszcze jeden sztuczny uśmiech, zamknął
za sobą i zostawił mnie z nimi samą. Jak niby miałam się teraz wydostać i
wrócić na górę?
– No i? – zapytał
Faro.
Cassio przeszedł w głąb
pomieszczenia, bliżej mojej kryjówki. Miał ściągnięte brwi, lecz część jego
napięcia wywołanego czujnością zniknęła.
– Wycieńczające. Zwłaszcza pani
Rizzo. Mam nadzieję, że córka po niej tego nie przejęła.
Zacisnęłam usta z oburzenia. No
dobrze, mama rzeczywiście była wycieńczająca, ale jego słowa bardzo mi się nie
spodobały.
– Widziałeś jej
zdjęcie? – Faro wziął ze stolika jedną z ramek i zarechotał.
Obserwowałam ich przez szczelinę pomiędzy
książkami szeroko otwartymi z przerażenia oczami. Faro podniósł ramkę wyżej i
pokazał ją Cassio. Miałam na tym zdjęciu dziewięć lat, szczerzyłam się szeroko,
ukazując aparat ortodontyczny w pełnej krasie. Do tego dwa cienkie kucyki z
wplecionymi w nie słonecznikami, a ubrana byłam w czerwoną sukienkę w białe
grochy. I czerwone gumiaki. Tata uwielbiał to zdjęcie i za nic w świecie nie
chciał go schować, choć mama ciągle wierciła mu o to dziurę w brzuchu. Teraz
pożałowałam, że jej nie posłuchał.
– Kurwa, Faro. Odłóż
je – warknął Cassio, aż się skrzywiłam. – Na widok tego
zdjęcia czuję się jak pierdolony pedofil.
Faro odstawił ramkę na miejsce.
– Była uroczym dzieckiem. Mogło
być gorzej.
– Mam szczerą nadzieję, że
pozbyła się już tego aparatu na zęby i grzyweczki.
Odruchowo odsunęłam grzywkę dłonią.
Zalała mnie mieszanka złości i przerażenia.
– To i to pasuje
uczennicy – skomentował Faro.
– Nie chcę się pieprzyć z
zasraną uczennicą.
Wzdrygnęłam się i potrąciłam łokciem
książkę. Spadła z półki.
Tylko nie to. Bibliotekę spowiła
cisza.
Gorączkowo rozglądałam się za jakąś
drogą ucieczki. Wbiłam głowę pomiędzy ramiona i próbowałam przemknąć za kolejny
regał. Za późno. Znalazłam się w czyimś cieniu i zderzyłam się z twardym
ciałem, od którego się odbiłam i wpadłam na regał. Uderzyłam kością ogonową w
twardą półkę i krzyknęłam z bólu.
Poderwałam głowę do góry i cała
zalałam się rumieńcem.
– Tak bardzo przepraszam,
proszę pana – wybełkotałam. Niech szlag trafi moje stosowne
wychowanie.
Cassio piorunował mnie wzrokiem.
Dostrzegłam, w którym momencie zrozumiał, kim jestem.
Jeżeli chodzi o pierwsze wrażenie,
mogło pójść ociupinkę lepiej.
Cassio
– Tak
bardzo przepraszam, proszę pana.
Spojrzałem na stojącą przede mną
dziewczynę. Gapiła się na mnie wielkimi, niebieskimi oczami, miała szeroko
otwarte usta. Giulia Rizzo, moja przyszła żona.
Nie odrywałem od niej wzroku.
Stojący obok mnie Faro z trudem tłumił rozbawienie, ale mi nie było, kurwa, do
śmiechu. Kobieta… Dziewczyna, która za niecałe cztery miesiące miała zostać
moją żoną, nazwała mnie właśnie „panem”.
Otaksowałem ją wzrokiem. Dostrzegłem
nagie stopy, szczupłe nogi, brzydką dżinsową sukienkę i jakieś paskudztwo w
kwiatki, które miała na górze. Moje spojrzenie spoczęło w końcu na jej twarzy.
Nadal nosiła tę grzywkę, ale poza tym miała długie, pofalowane włosy, które
opadały aż na odsłonięte ramiona.
Nie przesunąłem się, żeby ją
przepuścić, więc podniosła na mnie oczy i ewidentnie spięła się pod moim
świdrującym, nieustępliwym spojrzeniem.
Musiałem przyznać, że ta grzywka nie
była aż taka zła. Dziewczyna była bardzo ładna. Śliczna. I na tym polegał
problem. W tym stroju wyglądała jak nastolatka, bynajmniej nie jak kobieta – a
już na pewno nie jak żona i matka.
Musnęła tę grzywkę rozedrganymi
palcami, na jej policzki wypełzła czerwień.
Musiała słyszeć wszystko, co o niej
mówiłem.
Westchnąłem. To był fatalny pomysł.
Wiedziałem o tym od samego początku, ale decyzja została podjęta i nie było już
odwrotu. Zostanie moją żoną i musiałem mieć nadzieję, że już nigdy nie nazwie
mnie „panem”.
Opuściła ręce i się wyprostowała.
– Przepraszam pana, nie chcę
pana urazić, ale nie powinien przebywać pan ze mną sam na sam bez nadzoru, a na
pewno nie powinien pan stać tak blisko mnie.
Spojrzenie Faro nie pozostawiało
cienia wątpliwości, był na granicy zeszczania się z uciechy.
Zmrużyłem oczy. Nie cofnęła się ani
o centymetr i musiałem przyznać, że spodobało mi się, że mi się postawiła, choć
dzierżyłem taką władzę.
– Wiesz, kim jestem?
– Tak, proszę pana, podszefem z
Filadelfii, ale postępuję według zasad mojego ojca, nie pańskich, a nawet
gdyby, to honor i tak nie pozwalałby mi przebywać sam na sam z mężczyzną, który
nie jest moim mężem.
– To
prawda – zgodziłem się cicho. – Ale za niecałe cztery
miesiące będziesz moją żoną.
Zadarła podbródek, jakby chciała
wyglądać na wyższą. Przedstawienie robiło wrażenie, lecz drżące palce i
rozszerzone oczy zdradzały jej strach.
– Na moje oko… szpiegowałaś
nas. Prowadziliśmy właśnie poufną rozmowę, a ty wtrąciłaś się bez
pozwolenia – rzekłem niskim tonem.
Odwróciła wzrok.
– Byłam w bibliotece, a panowie
tu weszli i mnie zaskoczyli.
Faro nie wytrzymał i parsknął
śmiechem. Uciszyłem go groźnym spojrzeniem i westchnąłem ciężko. Nie miałem
cierpliwości do takich przedstawień. Od tygodni nie przespałem porządnie nocy.
Gosposie brały na siebie większość pracy, ale płacz Simony i tak ciągle mnie
budził. Potrzebowałem matki dla dzieci, a nie kolejnego dzieciaka do
niańczenia.
– Faro, możesz dać nam chwilę?
Giulia spojrzała na mnie niepewnie,
dalej opierając się o regał. Cofnąłem się, żeby powstała między nami stosowna
przestrzeń. Faro wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
– Tak nie
wypada… – wydukała cicho.
– Chcę z tobą zamienić kilka
słów. Później, przy twoich rodzicach, nie będziemy mieli okazji pomówić.
– Głównie będzie mówiła matka.
Jest bardzo wycieńczająca.
Czyżby się ze mną drażniła? Na jej
obliczu malowały się ciekawość i ostrożność.
– Nie powinnaś była tego
słyszeć. – Wskazałem gestem na fotele. – Porozmawiasz ze
mną?
Przechyliła głowę, jakby próbowała
zrozumieć, co do niej mówię.
– Naturalnie.
Poczekałem, aż usiądzie, po czym sam
zająłem miejsce. Skrzyżowała nogi, ponownie poprawiła grzywkę, ale gdy
spostrzegła, że ją obserwuję, zaczerwieniła się. Zmarszczyła nos.
– Doceniłabym, gdyby nie
opowiadał pan o tym matce…
– Nie nazywaj mnie
panem – burknąłem.
Aż skrzywiła się ze zdumienia.
– To jak mam się do pana
zwracać?
– Może Cassio? Wkrótce zostanę
twoim mężem.
– W
listopadzie – powiedziała rozedrganym głosem.
– Owszem. Gdy tylko będziesz
pełnoletnia.
– A to jakaś różnica? Za kilka
miesięcy będę nadawała się na żonę bardziej niż teraz?
– Tak czy siak jesteś za młoda,
ale gdy będziesz oficjalnie dorosła, będę się czuł z tym całym ślubem nieco
bardziej komfortowo.
Wydęła wargi i pokręciła głową.
– Mam dwoje małych dzieci, którymi
trzeba się zająć. Daniele ma dwa lata, wtedy będzie miał prawie trzy, a Simona
będzie miała dziesięć miesięcy.
– Pokażesz mi ich
zdjęcia? – zapytała, całkowicie mnie zaskakując.
Wyjąłem komórkę i pokazałem jej
tapetę na pulpicie. Ustawiłem w tle zdjęcie zrobione niedługo przed śmiercią
Gai, ale jej na nim nie było. Był za to Daniele, tulący w ramionach małą
siostrzyczkę.
Obserwowałem twarz Giulii. Jej mina
złagodniała, uśmiechnęła się – to był szczery, nieudawany uśmiech. Nie
przypominał uśmiechów kobiet z naszych kręgów. To także dowodziło, jak bardzo
jest młoda. Nie zamieniła się jeszcze w fałszywego babsztyla.
– Są cudowne. I jak słodko ją
tuli! – Uśmiechnęła się do mnie, ale natychmiast
spoważniała. – Przykro mi z powodu twojej straty, ja…
– Nie chcę rozmawiać o mojej
zmarłej żonie – warknąłem.
Kiwnęła szybko głową i przygryzła
wargę. Ja pierdolę, naprawdę musiała wyglądać aż tak uroczo i niewinnie? Na
świecie było tyle nastolatek, które szpachlowały się grubą warstwą tapety, czym
dodawały sobie przynajmniej dziesięć lat, ale nie ona. Wyglądała na
siedemnastolatkę i za cztery miesiące, gdy skończy osiemnaście, na pewno magicznie
się nie postarzeje. Będę musiał poprosić jej matkę, żeby na ślub nałożyła jej
mocny makijaż.
Założyła włosy za ucho, odsłaniając
kolczyk w kształcie słonecznika.
– Zawsze się tak
ubierasz? – Wskazałem ręką na jej strój.
Spojrzała po sobie i zmarszczyła
czoło.
– Lubię sukienki.
Kiedy ponownie na mnie popatrzyła, czerwień
na jej policzkach nabrała głębi.
– Ja
również – odparłem. – Eleganckie, odpowiednie dla kobiet
sukienki. Oczekuję, że będziesz ubierała się bardziej elegancko. Na zewnątrz
musisz prezentować określony wizerunek. Jeżeli podasz mi wymiary, poślę kogoś,
żeby kupił ci nową garderobę.
Gapiła się na mnie jak cielę na
malowane wrota.
– Zrozumiałaś? – dopytałem,
bo nadal się nie odzywała.
Mrugnęła oczami i skinęła głową.
– Dobrze – powiedziałem. – Nie
będzie żadnej oficjalnej uroczystości z okazji zaręczyn. Nie mam na to czasu i
nie chcę, żeby widziano nas razem publicznie, dopóki jesteś niepełnoletnia.
– Poznam twoje dzieci, zanim
się pobierzemy? Będę mogła obejrzeć twoją posiadłość?
– Nie. Zobaczymy się ponownie
dopiero w listopadzie, a dzień po ślubie poznasz Daniele i Simonę.
– Nie sądzisz, że byłoby
dobrze, gdybyśmy poznali się przed ślubem?
– Nie widzę
powodów – odparłem szorstko.
Odwróciła wzrok.
– Oczekujesz ode mnie czegoś
jeszcze, nie licząc zmiany garderoby?
Przeszło mi przez myśl, czy nie
kazać jej zacząć brać pigułki, bo nie chciałem więcej dzieci, ale nie
potrafiłem się zmusić do poruszenia tego tematu z dziewczyną w jej wieku, co
było dość absurdalne, biorąc pod uwagę, że w noc poślubną będę musiał z nią
spać. Wstałem.
– Nie. A teraz prawdopodobnie
powinnaś już iść, zanim twoi rodzice zorientują się, że jesteśmy tu sami.
Również wstała, spojrzała na mnie,
łapiąc dłońmi za łokcie, ale nie odezwała się już ani słowem, odwróciła się i
wyszła. Gdy zniknęła za drzwiami, do środka wrócił Faro.
Podniósł pytająco brwi.
– Coś ty jej nagadał? Dziewucha
wyglądała, jakby zaraz miała się popłakać.
Zmarszczyłem czoło.
– Nic.
– Wątpię, no ale skoro tak
mówisz…





Komentarze
Prześlij komentarz