[Patronat]Recenzja Andrew Caldecott „Miasteczko Rotherweird”
Rok 1558: Dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych jak
na ich wiek zostaje wygnanych przez angielską królową do miasta Rotherweird.
Niektórzy uważają je za wyjątkowe, inni za pomiot szatana. Jednak wszyscy
zgodnie uznają, że trzeba je traktować z respektem i… obawą.
Czterysta pięćdziesiąt lat później miasto nadal
żyje, odizolowane od reszty Anglii od czasów Elżbiety I, wciąż rządzone
historycznym prawem, niezależne, ale zobowiązane do przestrzegania jednego
dziwnego warunku: absolutnie nikomu nie wolno badać miasta i jego przeszłości.
I wtedy do miasta przybywa dwóch ciekawskich
gości z zewnątrz: Jonah Oblong, który ma uczyć historii współczesnej w
miejscowej szkole oraz złowrogi miliarder sir Veronal Slickstone, któremu udało
się zdobyć pozwolenie na odnowienie zrujnowanego miejskiego pałacu. Chociaż
kierowani całkowicie różnymi motywami, Slickstone i Oblong starają się połączyć
przeszłość z teraźniejszością, aż w końcu razem ze swoimi sojusznikami
zaczynają wyścig z czasem – oraz ze sobą nawzajem. Konsekwencje będą śmiertelne
i zapowiadają apokalipsę…
Witamy w
miasteczku Rotherweird!
Wydawnictwo: Zysk i
S-ka
Rok wydania: 2020
Format: Książka
Liczba stron: 628
Cykl: Rotherweird
Tom I
Lubię książki fantastyczne, które zawierają
w sobie coś, co przyciąga wzrok, nie tylko jeśli chodzi o piękną okładkę, ale
także historię, która może się stać wyjątkowa, a wszystko za sprawą pomysłu
autora na jej wykonanie. Tajemnica, motywy kryminalne i historyczne to jedynie
niektóre motywy, które się przez niewiadomą przebijają rozbudzając naszą
ciekawość. Nie zastanawiałam się zbytnio, co też mnie spotka, kiedy będę
wspólnie z bohaterami przemierzać ulice tego miasta. Po prostu w nie brnęłam,
przemierzałam uliczkami ucząc się jego historii i analizując zachowania
poszczególnych bohaterów.
„Miasteczko Rotherweird” to pierwszy tom z niesamowicie
wykreowanej trylogii fantasy autorstwa Andrew Caldecotta, mająca specyficzny
klimat nasycony atmosferą wiktoriańską i gotycką. Znaczna część powieści
poświęcona jest budowaniu świata i zawiera szczegółowe opisy miasta Rotherweird
i jego raczej ekscentrycznych mieszkańców. Wszystko zaczęło się w czasach
zamierzchłych, autor przenosi nas aż do roku 1558, gdzie snuje opowieść o
wyjątkowych dzieciach, które przejawiały tajemnicze moce. Angielska królowa
zdecydowała się je wygnać do miasta o niecodziennej i tajemniczej nazwie
Rotherwierd próbując tym samym pozbyć się problemu.
Niecodzienne
zdolności dzieci nie tylko budzą ciekawość, jedno spoglądają na nie w sposób
pozytywny, inni wręcz przeciwnie, krzywo na nie patrzą i oceniają. Jak podejść do
czegoś, czego się nie rozumie? W obawie o swoje życie lepszy będzie dystans,
aniżeli ciepłe przyjęcie. Chociaż najlepiej by było, gdyby zniknęły z
powierzchni ziemi, trafiają na kogoś, komu ich los nie jest obojętny. Dzieci
zaczynają naukę i starają się pracować nad swoimi zdolnościami.
Autor
przenosi nas do czasów bardziej współczesnych, a mianowicie do roku 2008.
Współczesne Rotherweird to odosobnione miejsce, odcięte od reszty Anglii od
czasów Tudorów, istnieje na podstawie własnych praw i przepisów na podstawie dziedziczenia
urzędów. Jonah Oblong podejmuje pracę jako nauczyciel w szkole Rotherweird, ale
pod rygorem, że cała nauczana historia musi być nowoczesna. Istnieje zakaz
badania jego przeszłości, jednak czy pasjonat i ktoś kto dopiero się tam
przeniósł nie będzie czuł pokusy? Dlaczego wiedza na temat korzeni miasta i
jego bogatej kultury jest zakazana?
Kolejną postacią, która pojawia się w mieście, jest Sir
Veronal Slickstone niezwykle bogaty mężczyzna, który kupił w Rotherweird dwór, który był zamknięty
od niepamiętnych czasów. Mężczyzna przeprowadza się do miasta ze swoją żoną i
synem. Stara się wprowadzić duże zmiany w mieście. Jego przybycie nie jest
jednak przypadkowe, badanie przeszłości Rotherwierd jest ryzykowne i kuszące.
Czy Jonah Oblong wraz z mieszkańcami uratują przyszłość odkrywając przeszłość?
„Miasteczko Rotherweird” to książka, którą trudno jest jednoznacznie określić, ale jedno, co mogę Wam napisać, że mocno wyczuwalny jest klimat tajemnicy, którą usiłują poznać bohaterowie. Nowy nauczyciel historii, Jonah Oblong, jest zdeterminowany, aby odkryć odpowiedzi na wszystkie te pytania. Nawet po dowiedzeniu się prawdy, że jego poprzednik zniknął w „niewyjaśnionych okolicznościach”. Jedyne, co musi zrobić, to poskładać coraz bardziej tajemnicze wskazówki. Niemal złowieszcze Rotherweird kryje głębokie sekrety i mroczną przeszłość, która jest całkowicie nieznana żadnemu z jego mieszkańców. Kiedy osoby postronne zaczynają zadawać pytania, miasto staje w obliczu nieprzewidzianych zagrożeń i musi być chronione, wiedza tutaj ma potężną i destrukcyjną moc. Mieszkańcy są dumni ze swojego domu i jego wyjątkowości. Są dosłownie poza prawem Anglii, mogą zachować swoją niezależność, o ile przestrzegają pewnych zasad ustanowionych za panowania królowej Elżbiety I.
Co
mi się szczególnie podobało? To, że mieszkańcy Rotherwierd mogą nie znać historii tego miejsca, a mimo wszystko mają
ogromną dumę ze swojego domu. Ich wydarzenia, uroczystości i festiwale są niepodobne
do tych odbywających się poza granicami miasta. Szkoła wypuszcza niesamowicie
bystrych absolwentów, którzy często pozostają w Rotherweird i wykorzystują swój
intelekt do zmieniania miasta na lepsze.
„Miasteczko Rotherweird” to zaledwie pierwszy
tom z cyklu napisanego przez Andrew Caldecota,
jest to opowieść przy, której nie będziecie się nudzić, zwłaszcza jeśli jesteście
fanami elementów historycznych w powieściach.










Komentarze
Prześlij komentarz