Recenzja Filip Zając „Wigilia Dnia Zmarłych”

              
Książka dostępna tylko w wersji e-book.
Czy prawdziwa miłość we współczesnym świecie ma jeszcze rację bytu? Czy oddanie za kogoś życia brzmi zbyt romantycznie i heroicznie?
Współczesny świat dla wielu może wydawać się demoniczny. Ci, którzy ulegli pędowi nowoczesności, nawet nie zastanawiają się nad zanikiem najważniejszych, ludzkich wartości.
A gdyby tak zatrzymać się na chwilę i popatrzeć na wszystko z dystansu?
,,Wigilia Dnia Zmarłych” to niezwykła historia, w której refleksja o degradacji człowieczeństwa miesza się z wątkiem miłosnym, a zarazem fantastycznym. Warto dodać, że autor pisząc powieść inspirował się książką Edgara Allana Poe – „Maska śmierci szkarłatnej”.
Główny bohater Oskar jest typem samotnika. Pewnego wieczoru poznaje trójkę nowych znajomych, którzy zapraszają go na bal przebierańców w Halloween. Odbywa się on w niezwykłym zamku. Przez niespodziewany obrót akcji, Oskar zostaje członkiem gangu i wciągnięty w przerażające widowisko… Czy ta historia będzie miała pozytywne zakończenie? Czy w świecie ogarniętym przez zło jest miejsce na prawdziwą miłość?
Trzymająca w napięciu fabuła i niesamowite kreacje bohaterów tworzą mieszankę, którą otacza aura niesamowitości.
Graficzną oprawą książki zajął się Rafał Klaus.


Wydawnictwo: Psychoskok
Rok wydania:  2018
Format: e-book
Liczba stron: 237

Po książkę „Wigilia Dnia Zmarłych” sięgnęłam z polecenia koleżanki, która napisała do mnie, że odkryła coś niesamowitego, coś, co powinno mi się spodobać. Autor książki Filip Zając jest młodym i utalentowanym człowiekiem, który zaczyna swoją przygodę w literackim świecie. Dotychczas książka ukazała się jedynie, jako e-book, obecnie trwają próby wydania jej w wersji papierowej, nie ukrywajmy, że tak czyta się łatwiej, przynajmniej mnie, jednak skoro polecano mi tą książkę zdecydowałam się po nią sięgnąć. Wiedziałam doskonale, że Lidzia nie poleci mi byle, czego, a czy się zawiodłam, czy przepadłam w wirtualnych kartkach przekonajcie się sami.
„Wigilia Dnia Zmarłych” opisuję historię młodego chłopaka, który jest spokojnym człowiekiem, wiedzie przyziemne życie i próbuje się pozbierać po nieudanym związku. Oskar jest typem obserwatora, lubi przyglądać się ludziom, obserwować łączące ich relacje. Siedząc w barze decyduje się stanąć w obronie ślicznej dziewczyny, którą zaczepia dwóch napastników, najwyraźniej nierozumiejących słowa „nie”, czy zwykłych aluzji, że mają się odczepić. Niestety Oskar trochę przecenił swoje siły nad zamiary, bowiem napastnicy dali mu w kość, jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Poznaje trójkę nowych znajomych Zozyma, Nicole i Berenice, czerwono włosa kobieta zaprasza go na pewien bal, który jest organizowany dla elitarnych gości. Oscar udaje się na ten bal kostiumowy, który ma miejsce w dzień poprzedzający Święto Zmarłych, jako lokalizacje wybrano pewien zamek. Czy nowa znajomość przyniesie mężczyźnie kłopoty, czy sprowadzi go w zupełnie inny świat?  Czy Oskar jest na to gotowy? Kim tak naprawdę są jego nowi przyjaciele? Czym jest ten elitarny klub, w którego szeregi przypadkowo wkroczył?



 Autor prowadzi narrację pierwszoosobową, także oglądamy wszystko z perspektywy głównego bohatera. Językowy styl przedstawienia historii bardzo przypadł mi do gustu, przez kolejne zdania płynęłam chłonąć barwne opisy, które były niczym obrazy malowane słowami. Całości tego wrażenia dopełniły cudowne grafiki, których autorem jest Rafał Kalus, sprawiają, że klimat powieści staje się jeszcze bardziej namacalny.  Uważam, że autor wykazał się ogromną pomysłowością, aby wzbogacić książkę o tak wiele wspaniałych obrazów, które przedstawiają zawarte w niej wydarzenia.
Historia potrafi poruszyć i zaskoczyć czytelnika, znajduje się w niej wiele filozoficznych zagadnień i mnożących się pytań, co sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad tym, co nas otacza. Czy świat, w którym przyszło nam wieść życie naprawdę taki jest? Zaczynamy trochę analizować nasze pragnienia i postrzeganie rzeczywistości.
Filip Zając potrafi poruszyć czytelnika nie tylko emocjonalnie, wskazując barwność wykreowanych przez niego postaci świata, ale wiedzą, którą zdobywał pracując nad książką.  Czasem trzeba upaść bardzo nisko, aby móc odbić się od dna, aby zła passa w końcu się od nas odwróciła. Autor wskazuje, że nie można się poddawać, czy żyć rozpamiętując te czarne barwy, które wiszą gdzieś nad nami. Tak samo było w przypadku głównego bohatera, niefortunne wydarzenia, które były dla niego ciężkie w końcu stały się początkiem czegoś niesamowitego. Nie, nie zdradzę, czego, nie ma takiej opcji.


Książkę czytało mi się bardzo szybko, zważywszy na to, że miałam ją w wersji elektronicznej mogłam często do niej zaglądać i podczytywać po kilka zdań wracając do domu, czy łapiąc chwilę przerwy w pracy, naprawdę chciałam ją skończyć, dowiedzieć się, jak potoczą się dalsze losy Oskara. Kiedy już dobrnęłam do końca cieszyłam się, że siedzę, a nie jadę gdzieś autobusem ściśnięta niczym sardynka w puszce. Zakończenie jest wyraziste, wbijające w fotel, burzące przyjęte przypuszczenia. Takie, jak lubię.
W „Wigilii Dnia Zmarłych” miałam swoich ulubieńców, bardzo podobała mi się kreacja Zozyma i jestem przekonana, że ten tajemniczy pan na dłużej zagości w myślach czytelnika. Książkę polecam serdecznie, jest to udany debiut Filipa Zająca i mam nadzieję, że uda się ją wydać, aby w przyszłości mogła zagościć na moim regale. Dla takich powieści mogę powiedzieć, że warto sięgać po debiuty, chociaż niejednokrotnie możemy się naciąć, to jesteśmy w stanie wyłapać takie perełki jak „Wigilia Dnia Zmarłych”.




Komentarze

  1. Twoja opinia przekonała mnie co do tej lektury i z chęcią zapisuję ją na listę.
    Serdecznie pozdrawiam.
    https://nacpana-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapisuję na listę ale nie jestem w 100% przekonany. Chyba muszę się z tym przespać ;p

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty