[PATRONAT]Recenzja Dagmara Zielant-Woś „Sen o Szepczącym Lesie”


Między światłami i zgiełkiem miast a szeptem starych bogów...
We współczesnej Polsce wciąż istnieją miejsca, których słowiańscy bogowie nie opuścili
Dragomira od lat żyje w nieustannym biegu, aż w końcu przychodzi dzień, gdy ciało i dusza mówią: dość. Za namową babci porzuca zatłoczoną Warszawę i wyjeżdża w Bieszczady, do małej wioski, z której wywodzi się jej rodzina.
W Orańcach czas płynie inaczej. Tu wciąż oddaje się cześć starym bogom, a magia jest częścią codzienności. W nowym domu, położonym tuż przy Szepczącym Lesie, w którym granica między światem żywych i umarłych jest bardzo cienka, Dragomira – wychowana przez ojca, który odrzucił rodzimowierstwo – uświadamia sobie, że widzi i potrafi więcej niż zwykły śmiertelnik. 
Stare fotografie, niepokojące sny i duch kobiety z pobliskiego dworu prowadzą ją na trop historii tragicznej miłości młodej hrabianki i cesarskiego oficera. W rozwikłaniu tej zagadki towarzyszy jej Bruno, miejscowy przewodnik dusz. Razem próbują pomóc tym, którzy utknęli pomiędzy światami. 
Jednak dawne winy nie znikają wraz ze śmiercią. Skrywane przez lata sekrety domagają się prawdy, sprawiedliwości... i ofiary.
Wejdź do Szepczącego Lasu – opowieści o uczuciu silniejszym niż czas i śmierć, o starych bogach, duchach ukrytych w cieniu drzew i tajemnicach zapisanych na pożółkłych fotografiach

 


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania:  2026
Format: Książka
Liczba stron: 496


Bieszczady mają w sobie coś, co trudno opisać zwykłymi słowami. Z jednej strony zachwycają spokojem, zapachem lasu i pięknem natury, z drugiej potrafią wzbudzić niepokój, zwłaszcza kiedy wyobraźnia zaczyna podsuwać myśli o tym, co może kryć się między drzewami. Właśnie ten niezwykły klimat odnalazłam w powieści Dagmary Zielant-Woś „Sen o szepczącym lesie. Woda”. To historia, która zabiera czytelnika w miejsce, gdzie codzienność przeplata się z magią, dawne wierzenia wciąż mają znaczenie, a granica między tym, co widzialne, i tym, co niepojęte, staje się wyjątkowo cienka. Jest tu natura, stare legendy, duchy, magia, sny, demoniczne istoty, ale przede wszystkim bohaterowie, których problemy są zaskakująco bliskie i prawdziwe. Ta historia ma w sobie coś niezwykle przyciągającego. Nie potrafię wskazać jednego elementu, który sprawił, że tak dobrze mi się ją czytało. To raczej połączenie klimatu, bohaterów, tajemnic i tej specyficznej atmosfery, dzięki której miałam wrażenie, że za każdym drzewem, w każdej mgle i w każdej opowieści może kryć się coś więcej.




Główną bohaterką książki autorstwa Dagmary Zielant-Woś pod tytułem  „Sen o Szepczącym Lesie” jest Dragomira, czarownica i szukająca, której niezwykłe zdolności wiążą się między innymi ze snami i odkrywaniem ukrytych zagadek. Zmęczona napięciem, problemami zawodowymi i trudną relacją z ojcem postanawia na jakiś czas odciąć się od dotychczasowej rzeczywistości i wyjeżdża w Bieszczady. To właśnie tam, wśród górskich krajobrazów, gęstych lasów i społeczności mocno związanej z dawnymi wierzeniami, zaczyna odkrywać świat, o którego istnieniu wcześniej niewiele wiedziała. Pobyt, który miał być przede wszystkim odpoczynkiem, szybko okazuje się początkiem znacznie większej przygody. Na miejscu Dragomira poznaje niezwykłą codzienność, z czasem dowiaduje się również więcej o sobie. Co takiego uda jej się odkryć? Czy wspólnie z Brunem uda jej się rozwikłać tajemnice swoich dziwnych snów? 






„Sen o Szepczącym Lesie” okazał się dla mnie przyjemnym połączeniem fantastyki, tajemnicy, słowiańskich motywów i historii o poszukiwaniu własnej drogi. To książka, która nie potrzebuje nieustannego pędu, żeby przyciągnąć uwagę. Wystarczy jej odpowiedni klimat, dobrze poprowadzeni bohaterowie i tajemnica, która stopniowo odsłania kolejne warstwy. Dragomira nie jest bohaterką, która nagle dostaje wszystkie odpowiedzi i doskonale wie, co zrobić. Wręcz przeciwnie. Sama próbuje zrozumieć to, co się z nią dzieje, odkrywa własne możliwości i mierzy się z rzeczami, których wcześniej nawet nie brała pod uwagę. Jest w niej pewna zwyczajność, niepewność, czasami strach, ale również ogromna determinacja. Nie zawsze wie, dokąd prowadzi obrana droga, a mimo to idzie dalej. Autorka stworzyła świat, który potrafi zachwycić pięknem, wzbudzić niepewność, a chwilę później przypomnieć o tym, jak ważne są bliskość i zaufanie. „Sen o Szepczącym Lesie” to opowieść dla osób, które lubią, gdy fantastyka ma korzenie w rodzimych wierzeniach, tajemnice nie kończą się na pierwszym wyjaśnieniu, a bohaterowie muszą mierzyć się nie tylko z tym, co nadprzyrodzone, ale również z własnymi emocjami. Szczególnie podobało mi się wykorzystanie słowiańskich motywów, lokalnych legend i wierzeń. Nadają one historii charakteru oraz sprawiają, że fantastyczny świat nie wydaje się oderwany od naszych rodzimych opowieści. W tej książce można poczuć, że dawne historie nie muszą być jedynie wspomnieniem z przeszłości. Mogą wciąż oddziaływać na teraźniejszość, a miejsca, które znamy z pozoru jako zwyczajne, mogą skrywać znacznie więcej, niż jesteśmy gotowi przyjąć. Lubię takie podejście do fantastyki, ponieważ pozwala spojrzeć na dobrze znane elementy naszej kultury z zupełnie innej perspektywy. Czytając tę powieść, miałam poczucie, że wkraczam do świata, który najlepiej poznaje się bez pośpiechu. To jedna z tych historii, w których klimat jest równie ważny jak sama fabuła. Tajemniczy las, atmosfera dawnych wierzeń, nieoczywista magia i emocjonalne doświadczenia bohaterów tworzą całość, do której łatwo się przywiązać. Szczególnie cenię książki, które potrafią pobudzić wyobraźnię, a jednocześnie pozostawić po sobie coś więcej niż tylko wspomnienie kolejnych wydarzeń. 







W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a



Komentarze

Popularne posty