Recenzja Laura Steven „Nasze nieskończone życia”
Opowieść o dwóch duszach i tragicznej miłości trwającej przez całe millenium!
Kochali się przez tysiąc wcieleń. Zabijali w każdym z nich.
Evelyn pamięta wszystkie swoje poprzednie wcielenia. W różnych ciałach, różnych
płciach. Pamięta również, że w każdym z nich została zamordowana przed swoimi
osiemnastymi urodzinami przez Arden, nadprzyrodzoną istotę związaną z jej
duszą. Zrozumiała już, że nie może oszukać losu.
Problem w tym, że Evelyn bardzo lubi swoje obecne życie. W dodatku w tym
właśnie życiu ukochana młodsza siostra potrzebuje jej, aby przeżyć. Dosłownie.
Dlatego tym razem Evelyn nie zamierza dać się zabić. Chce w końcu złamać
klątwę, zacząć żyć po swojemu i nie zakochać się ponownie. I ma na to tylko
cztery dni…
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2025
Format: Książka
Liczba stron: 352
„Nasze nieskończone życia” to książka
autorstwa Laury Steven, na którą zwróciłam uwagę za sprawą ciekawej okładki, od
razu zaczęłam czytać opis wydawcy i wiedziałam, że ta historia to coś dla mnie.
Dwie splecione ze sobą dusze, silne i tragiczne w skutkach uczucie, a także
czas, który zdaje się nie mieć końca, ciekawie to brzmi prawda? Niesamowite
uczucie prowadzące dwie osoby do śmierci, nie dając szansy na rozwinięcie,
zaznanie szczęścia. Ta historia przedstawia motyw reinkarnacji, z którym niezbyt
często w ostatnim czasie się spotykałam, a szkoda, bo ma duży potencjał. Co jakiś
czas myślałam o tej książce i czekałam, uwierzcie mi, czekałam na nią siedząc jak
na szpilkach. Byłam ciekawa z jaką bohaterką będę miała okazję się spotkać.
Główną bohaterką książki autorstwa
Laury Steven pod tytułem „Nasze nieskończone życia” jest Evelyn to młoda
dziewczyna, która ma starą duszę, odradzała się w różnych ciałach, miejscach za
każdym razem spotykając tą jedną osobę, która odbierała jej życie. Arden jest
jej bratnią duszą, jej prawdziwą miłością, a także katem. Dziewczyna pamięta
wszystko, kim była, jak żyła i jak to się zakończyło. Wszystko działo się,
kiedy zbliżały się jej osiemnaste urodziny. To życie, które prowadziła teraz
bardzo jej się podobało i zdawała sobie sprawę z tego, że nie chce, aby się
skończyło. Losu jednak nie można oszukać, nawet jeśli tak bardzo się tego pragnie.
Jest jeszcze coś, jej młodsza siostra bardzo jej potrzebuje, zwłaszcza, że od
tego zależy jej życie. Evelyn nie ma zamiaru kończyć tego życia, zrobi
wszystko, aby ten czarny scenariusz się nie wypełnił, tylko czy jej się to
powiedzie? Czy będzie mogła żyć i być szczęśliwą, jak tego pragnie? Nie ma zbyt
wiele czasu, czy w cztery dni zdoła zrobić tak wiele? Jak powstrzymać Ardena zanim odbierze jej życie? Dlaczego on to
robi, przecież to go również łamie? Czy są przeklęci?
„Nasze nieskończone życia” to książka, która nie przedstawia jedynie historii, ale zabiera czytelnika niesamowitą podróż przez czas i przestrzeń, ukazując istotę bratnich dusz. Doprowadziła mnie do płaczu, by po chwili napełnić serce radością i zaskakując zwrotami akcji. Jeśli powiedziano ci, że jesteś zbyt emocjonalna, empatyczna lub że czujesz rzeczy zbyt mocno, to Evelyn będzie z tobą rezonować. Tak bardzo troszczy się o ludzi, poszukuje pięknych rzeczy w życiu i skupia się na małych radościach. Fabuła trzymała mnie w napięciu, a nieoczekiwany zwrot akcji był idealny. „Nasze nieskończone życia” to coś więcej niż opowieść, czyta się ją jak poezję. Lauren Steven pisze z cudowną wręcz dbałością o każde słowo, oddając złożoność miłości, straty i to, jak przerażające i piękne jest życie. Jej styl jest tak odurzający, że miałam wrażenie, jakbym pożerała ją kawałek po kawałku, karmiąc moją duszę każdym zdaniem. Książka wciągnęła mnie bez wysiłku od początku do końca i za każdym razem, gdy ją odkładałam, robiłam wszystko, doszukiwałam się najmniejszego powodu, aby ponownie po nią sięgnąć.
W s p ó ł p r a c a r e k l a m o w a
Komentarze
Prześlij komentarz