Recenzja Sara Wolf „Heavenbreaker”

 Odwaga nie jest tym, co robisz. Lecz tym, co uda ci się przeżyć.
Książę potężnego rodu Hauteclare umrze jako pierwszy. Z moim sztyletem wbitym w plecy.

Nie przewidział tego. Nie spodziewa się bękarckiej córki, która miała umrzeć wraz ze swoją matką – z jego rozkazu. Powinien był zostawić nas wraz z resztą głodujących, pospolitych śmieci Stacji.
A teraz już nic mi nie pozostało. Tylko paląca furia i potrzeba, by zmusić ród Hauteclare’ów do zapłaty. Każdego jego członka.
Nawet jeśli oznacza to, że będę musiała polecieć Heavenbreakerem – jedną z kilku ogromnych maszyn ocalałych po Wojnie – i wystąpić przeciwko najsilniejszym szlachcicom układu.
Każda wygrana oznacza, że umiera kolejny z moich wrogów. A tutaj, w zimnej, przerażającej przestrzeni kosmicznej, maszyna i ja poruszamy się jak jedność, skupione na zniszczeniu każdego przeciwnika – nawet jeśli to ktoś, na kim mi zależy. Nawet jeśli to osoba, do której zaczynam coś czuć.
Tylko że nie jestem sama. Już nie.
W maszynie oprócz mnie jest coś jeszcze. Coś przerażającego.
Coś… więcej.

 


Wydawnictwo: Hype
Rok wydania:  2024
Format: Książka
Liczba stron: 528


„Heavenbreaker” to książka inna niż wszystkie i z pewnością do niej wrócę. Jestem świeżo po lekturze i staram się dobrze ubrać w słowa wszystkie odczuwane emocje. To historia przepełniona wściekłością i żalem. Zaczęła się lekko, zmieniając i ukazując eksplorację sztucznej inteligencji, nadużywanie władzy i skorumpowanie klas rządzących. To opowieść, która trzyma w napięciu i skłania do myślenia. Nie wiem, czy chciałabym żyć w takim świecie i przeżywać tyle ciężkich wydarzeń, co Synali. Każdy rozdział jest pełen nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Otwierając książkę zostałam wrzucona do bardzo intrygującego miejsca z żądnymi władzy szlachcicami, sztuczną inteligencją, maszynami, z którymi staje się do walki z groźnymi przeciwnikami. Zaczęłam toczyć nierówną walkę, ja kontra autorka, co wy na to?

Główną bohaterką książki autorstwa Sary Wolf pod tytułem „Heavenbreaker” jest Synali, dziewczyna zdeterminowana by się zemścić za krzywdy, których doświadczyła. To w zasadzie misja samobójcza, bo kobieta musi zabić swojego ojca, a wraz z nim cały ród Hauteclare. Nieślubna córka księcia pragnie się zemścić na całym rodzie za zabójstwo jej matki, przypadkiem zostaje wzięta za jeźdźca, który bierze udział w turnieju, którego nagrodą jest Puchar Supernowej. Czy uda jej się dokonać zemsty? Czy układ, jaki proponuje jej Dravik przyniesie jej ulgę?

„Heavenbreaker” to książka science fiction z kilkoma delikatnymi okruchami romansu, który w przyszłości może się rozwinąć. Synali była  interesującą bohaterką, czytanie historii z jej perspektywy czasami rozdzierało mi  serce.  Napędzała ją silna potrzeba dokonania zemsty, czysta desperacja i naprawdę można to wyczuć w całej książce. Wiedziała, że kiedy tego dokona potężne rody z pewnością nie pozwolą jej dalej żyć za ten czyn, jednak nie przejmowała się tym. Chciała się zjednać z matką i odpocząć. Dom Hauteclare i ci, którzy ją skrzywdzili mieli za to zapłacić. Bohaterka jest niesamowita, nie daje sobie w kaszę dmuchać, jest twarda i niezłomna. Przyjemnie było widzieć w niej te cechy i się z nią zjednać. Rax nie jest Tymem mężczyzny, który wręcz obsesyjnie się nad nią rozczula. Nie ocenia wzajemnej atrakcyjności, jak w większości książek. Romans Synali i Raxa jest niczym  powolny płomień, musi minąć wystarczająco dużo czasu, aby mógł się rozwinąć. Musze przyznać, że jest to bardzo naturalne. „Heavenbreaker” to historia, która kładzie duży nacisk na wykreowanie kompletnego świata i dojrzałych bohaterów, którzy otrzymują wysoki poziom rozwoju. 



W s p ó ł p r a c a    r e k l a m o w a

Komentarze

Popularne posty