Recenzja Brodi Ashton „Podwieczność Wieczna Prawda”
Długo wyczekiwane zakończenie bestsellerowej trylogii
autorstwa Brodi Ashton, która podbiła serca czytelników na całym świecie dwoma
poprzednimi tomami – „Podwieczność“ oraz „Podwieczność. Wieczna więź“. Teraz, kiedy Nikki uratowała Jacka, jedyne czego
chce, to być z nim i ukończyć szkołę. Lecz Cole podstępem nakłonił Nikki, by
się nim pożywiła, przez co sama rozpoczęła proces przemiany w Wiecznie żywą...
co oznacza, że sama niedługo musi pożywić się Dawcą… albo umrze.
Ogarnięta strachem o własne przetrwanie, Nikki i
Jack podejmują rozpaczliwą próbę odwrócenia tego procesu za pomocą wszelkich
możliwych środków. Nawet Cole, z którym na każdym kroku oczekiwali walki, stał
się ich nieoczekiwanym sojusznikiem. Lecz jak długo może to trwać? Żeby
przeżyć, Nikki potrzebuje żywić się Cole’em, Cole potrzebuje Nikki, by przejąć
tron Podwieczności, a Jack potrzebuje Nikki, która jest dla niego wszystkim…
Razem muszą powrócić do Podziemia, by zmienić przeznaczenie Nikki i ponownie
uczynić ją śmiertelną. Lecz nie tylko Cole ma plan wobec Nikki: Królowa nie
zapomniała o jej zdradzie i pragnie ją zabić. Czy Nikki będzie zmuszona spędzić
wieczność w Podziemiu, czy ma w sobie to, czego potrzeba, by raz na zawsze
zniszczyć Podwieczność?
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2017
Format: Książka
Liczba stron: 385
Nadeszła chwila prawdy, to moje ostatnie
spotkanie z bohaterami serii skąpanej w mitologii greckiej, nad czym bardzo
ubolewam, jednak nic, co dobre, nie trwa wiecznie. Trzeba wrócić do
rzeczywistości z dala od Nikki, Cole’a i Jacka, bez Podwieczności, Cieni,
Tułaczy i całej mitycznej otoczki, jaka towarzyszyła tej historii. Oczekiwałam
tej chwili z niecierpliwością, chciałam poznać losy tej trójki, przekonać się
czy plan Nikki się ziści. Było warto,
chociaż książka nie dorównuje części drugiej, ale finał historii okazał się w
pełni satysfakcjonujący. Dynamiczny, zaskakujący, a przede wszystkim chwytający
za serce, wyciskające z czytelnika emocje, a to przecież jest najważniejsze.
Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego zakończenia historii panny
Beckett.
„Wszystko w twoim życiu – twoje decyzje,
twoja radość czy ból po stracie matki – wszystko to był wszechświat, który
pokierował tobą tak, żeby spotkały się nasze ścieżki. A wszystko w moim życiu,
aż do tej chwili, kierowało mnie do ciebie.”

Nikki udało się uratować Jacka i
sprowadzić go powrotem do domu, jednak dość istotny problem pozostał. Cole
wykorzystał dziewczynę i oszukał w wyniku, czego staje się Wieczną, czego tak
bardzo starała się uniknąć. W Podwieczności pożywiła się Colem trzy razy i
stała się Wiecznie Żywą, a oznacza to, że jeśli nie nakarmi się dawcą umrze. Nie
chce stać się istotą nieśmiertelną, która, aby przetrwać musi żerować na emocjach
innych ludzi. Postanawia spróbować zniszczyć całą Podwieczność, a jej ukochany
Jack bez wahania postanawia jej pomóc. We wszystkim jednak jest haczyk, w tym
przypadku bez pomocy Cole’a się nie obejdzie.
Nikki znowu podejmuje walkę o swoje śmiertelne
życie i występuje przeciwko takiej „wieczności”, której nie jest w stanie
zaakceptować. Wszystko zaczęło się od osobistej tragedii, która ją spotkała
oraz tym, że nie potrafiła sobie z nią poradzić, w taki sposób poznała
Wiecznego, który po raz pierwszy zabrał ją do Podwieczności. Jedno wydarzenie,
jedna błędna decyzja zaważyła na życiu dziewczyny i jej chłopaka Jacka. Niestety
to Cole jest panem jej losu, a w planach ma przejęcie tronu Podwieczności.
„Nigdy nie skupiaj się na szczycie.
Koncentruj się tylko na pierwszym kroku.”
W „Wiecznej prawdzie” wiele się dzieje, są
to wydarzenia nieprzewidywalne grające na emocjach czytelnika. Brodi
postanowiła nam przybliżyć bohaterów z zupełnie innej perspektywy. Mimo zaciętości
wiecznego, nie można nie zauważyć, jak wielkim i głębokim uczuciem darzy Nikki,
że w końcu zgadza się na to, aby zejść z nią do Podwieczności. Jego postać w
tej części zostaje nam lepiej przedstawiona, autorka zdecydowała się na wątek
utraty wspomnień, tylko, czy nie będzie to kolejny podstęp w wykonaniu Cole’a?
„Odkupienie nie brało się z wielkich gestów
lub pokazów odwagi. Nie było rezultatem wykonania dwunastu niemożliwych prac.
Zamiast tego, odkupienie wywodziło się z niewielkich, cichych miejsc..„
Nikki
jest zdesperowana, przyświeca jej działaniom jeden cel zniszczenie
Podwieczności. Musi odzyskać skradziony przez jej Wiecznego kompas, tylko to
pozwoli jej na bezpieczne życie u boku ukochanego chłopaka. Nie wszystko jednak
jest tak klarowne, jak wymyśliła to nasza bohaterka, bowiem Cole nie ma zamiaru
zrezygnować z uczynienia z niej swojej królowej. Wyścig z czasem trwa, akcja
jest dynamiczna, czy uda jej się ociągnąć cel? A może to waśnie Cole otrzyma
główną nagrodę w postaci serca Nikki? Czy naprawdę uda się zniszczyć
Podzienność? Czy można zniszczyć, coś tak potężnego?
„Jesteś dla mnie spokojem i domem. Jesteś dla mnie wszystkim.
Ten ból nie jest prawdziwy. Ale serca są.”
Finał
tej historii zaskakuje, ponieważ nie można być pewnym szczęśliwego zakończenia,
jak było w przypadku wcześniejszych części. Autorka zamyka wszystko dokładnie nie
pozostawiając miejsca na jakieś niedomówienia. W przypadku bohaterów to darzę
Cole’a wielką sympatią, walczy o Nikki w sposób, jaki uważa za słuszny. Jack
mimo swojej rycerskości, wielkiej miłości do dziewczyny nie wywołuje we mnie
takich fajerwerków jak Wieczny, brakuje mu tej iskry. Wychodzi ze mnie
zamiłowanie do złych chłopców. Śledziłam fabułę z zapartym tchem chcąc poznać wszystkie
wydarzenia, jakie zaserwowała autorka. Desperacja bohaterów, kiedy czas
dobiegał końca mieszała się z tą, którą odczuwałam na własnej skórze. Nie obyło
się bez wzruszenia, które wywołała decyzja jednego z bohaterów.
U
Brodi Ashton odnalazłam coś, co sprawiło, że chętnie przypominałam sobie
poszczególne mity, które wykorzystała w swojej serii „Podwieczność”, mogłam
ponownie podsycić w sobie tą ciekawość świata i greckich wierzeń. Przystępny dla
czytelnika język utwierdza mnie w przekonaniu, że dzieła tej autorki mają w
sobie magnetyzm. Poznać skrzywdzoną
dziewczynę, która szuka swojego miejsca na ziemi smakując, czym jest prawdziwa
miłość. Cała
historia Nikki Beckett jest przyjemna w odbiorze, podobała mi się walka z
przeznaczeniem i próba odnalezienia samej siebie. Nie obyło się bez miłosnego
trójkata, w który ciężko jest wprowadzić coś nowego i świeżego.
Uważam,
że cała seria jest godna polecenia nie tylko dla nastolatek, czego jestem najlepszym
przykładem, sprosta Waszym oczekiwaniom, jeśli szukacie ciekawej sagi, która
umili Wam wieczory i zapewni miły dreszczyk emocji.
Za możliwość recenzji dziękuję:
Nie miałam jeszcze okazji ogarnąć tych książek, praktycznie w ogóle o nich nie słyszałam, ale wydają się być interesujące.
OdpowiedzUsuńhttp://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/07/w-blasku-nocy-cook-trish.html